piątek, 2 października 2009

Malanowicz: Polański to teraz nośny temat

— Niech ci wszyscy oskarżyciele się zastanowią i opamiętają! Czy ktoś myśli o jego rodzinie? Jak ona to przeżywa? Przecież córka Romana ma prawie czternaście lat! — twierdzi Zygmunt Malanowicz, który zagrał w nominowanym do Oscara filmie Romana Polańskiego „Nóż w wodzie”.


Na lewo, na prawo — gdzie nie spojrzę, tam Roman Polański. Ci są za, ci są przeciw, ci ostrzą kły, a tamci zacierają ręce. Telewizja, radio, prasa. Niech będzie też mój blog — skoro świat mówi tylko o jednym, więc ja też będę światowa. Ale czy na światowym poziomie?

Artyści bronią Romana Polańskiego. Emir Kusturica, Martin Scorsese, Woody Allen, David Lynch, Monica Bellucci, Pedro Almodóvar, czy Wim Wenders to tylko niektórzy z ponad 100 światowej sławy filmowców, którzy podpisali petycję, w której zwracają się o uwolnienie Romana Polańskiego. Po stronie reżysera stoi też aktor pochodzący z Olsztyna: Zygmunt Malanowicz.


Roman Polański: winny gwałtu czy niewinny?
— Znam Romana i powiem tak: ten człowiek przez całe życie ma golgotę. Jeszcze od czasów wojny dźwiga krzyż. Dlatego jest to człowiek silny i dzisiaj też sobie poradzi. Wszyscy wokół wydają bardzo ostre opinie. Polański to teraz nośny temat, dlatego mówią o nim też przedstawiciele elit. Mówią o gwałcie, bo tak twierdzi amerykańskie prawo: ten, kto miał zbliżenie z nieletnią dziewczyną, jest gwałcicielem. Nie zastanawiają się nad tym, jakiego rodzaju było przyzwolenie tej dziewczyny na tego rodzaju akt. My o tym nie wiemy! Poza tym ogromną rolę w tej sprawie odgrywa też matka tej dziewczyny. Musiała przecież ostro ją instruować. Ale po trzydziestu latach ta dziewczyna dojrzała w wielu kwestiach. Jej rozum już na tyle pracuje, że może coś logicznego powiedzieć. Przecież ona — jako rzekoma ofiara — wybaczyła Polańskiemu! Chciała zakończyć sprawę.

Ale prawo jest twarde...
— Przetrzymywanie Romana jest okropne. Moim zdaniem można go wypuścić. Niech sobie spokojnie żyje z żoną z dziećmi. Przecież święta się zbliżają. On powinien ten czas spędzić z rodziną. A teraz rodzina cierpi niemiłosiernie. Nic by się nie stało, gdyby nie pewien pan w Stanach Zjednoczonych, który chce się windować na garbie Romana. Mówię o prokuratorze, który — dzięki tej aferze — będzie bardzo znany z tego, że wsadził do więzienia wybitnego reżysera. To jest obrzydliwe! Ale proszę bardzo — skoro tak było, a prawo amerykańskie nie przewiduje przedawnienia, niech dzieje się sprawiedliwość. Tylko że ja nie wiem, jak nawet tę sprawę nazwać. Przestępstwo? Jeśli tak, trzeba mówić o nim w zupełnie innych kategoriach.

A co z opiniami, że Polański to pedofil?
— Niech ci wszyscy oskarżyciele się zastanowią i opamiętają! Czy ktoś myśli o jego rodzinie? Przecież córka Romana ma prawie czternaście lat!

Czyli jest w wieku Samanthy Gailey — dziewczyny, która go oskarżała.
— No właśnie! Nie można odizolować dzieci — córki i synka — od tej sytuacji. One chodzą do szkoły. Nie można ich zamknąć w domu, by uchronić od dokuczających rówieśników. Ktoś zawsze może powiedzieć niemiłe słowo. Oburzają mnie też komentarze w Polsce. Politycy ferują wyroki, mimo iż niewiele wiedzą o tej sprawie. A internet, który zaśmiecony jest wypowiedziami głupków i półmózgów, przeraża mnie najbardziej. I to oni najczęściej używają słowa pedofil, mimo iż nie rozumieją go w ogóle. I to jest przekrój naszego społeczeństwa i młodego pokolenia! Młodzi są dzisiaj niedokształceni i żyją w świecie gier komputerowych. Nie wiedzą nic o świecie. Ale anonimowo się wymądrzają i udają doświadczonych. Przykro mi szalenie z tego powodu i mogę tylko współczuć Romanowi. Ubolewam bardzo, że po trzydziestu latach znowu zaczął się dla niego koszmar. Przez ten czas przecież starał się, by tę sprawę zakończyć, ale nie było żadnego odzewu. Gorzej — Amerykanie czyhali na moment, kiedy Roman gdzieś się pojawi. I pojawił się też usłużny i nadgorliwy policjant szwajcarski, który doniósł na Polańskiego. Ale Szwajcaria nie jest krajem ideałów. Szwajcarzy słyną z tego, że działają niezgodnie z sumieniem. Wydawali Żydów, drukowali opaski, przetrzymywali żydowskie złoto. To piękny i bardzo czysty kraj, ale z nieczystym sumieniem.

Na szczęście znacznie lepiej wypowiada pan się o Olsztynie.
— Tak, tutaj zamieszkałem, gdy miałem sześć lat. Przyjechaliśmy do Olsztyna w 1945 roku z Wileńszczyzny. Olsztyn był wtedy tak zwaną ziemią obiecaną. Do podstawówki chodziłem na Zatorzu, a liceum miałem na ulicy Wyzwolenia — to taka uliczka w dół od ratusza. Doskonale pamiętam. Do tej pory na Dworcowej mieszka moja siostra. Czasami u niej bywam, ale niestety rzadko, bo jestem zajęty i często bywam zagranicą. Prędzej siostra do mnie przyjeżdża, bo jej łatwiej jest wyrwać się do Warszawy. Ale Olsztyn bardzo miło wspominam i trochę tęsknię. Wracam na Warmię wspomnieniami, ogarnia mnie nostalgia za dzieciństwem i krainą pełną jezior.

Film „Nóż w wodzie” był kręcony ma mazurskich wodach.
— Jeden nóż niestety się utopił i pewnie gdzieś rdzewieje na dnie. Ale był jeszcze drugi nóż. Co się z nim stało? Nie wiem. Film jest największą pamiątką. To film kultowy i ponadczasowy. Mówi o problemie, który nigdy nie zniknie. Takie relacje między ludźmi są odwieczne.

Jak trafił pan do filmu? Bo dziewczynę Roman Polański wypatrzył podobno na basenie.
— Ja też trafiłem przez przypadek. Roman bardzo długo szukał aktora. Zdjęcia próbne nie przynosiły efektu. A my z Romanem znaliśmy się jeszcze ze szkoły filmowej. Nasza znajomość nie owocowała jednak częstymi spotkaniami czy dyskusjami. Mijaliśmy się tu i ówdzie. Kiedy trzeba było już zacząć zdjęcia, spotkałem się z nim w Warszawie i po paru ujęciach usłyszałem: do zobaczenia na planie. Nie zbył mnie Roman tak, jak dzisiaj zbywa się ludzi. Nie usłyszałem: zadzwonimy do pana. Roman był konkretny.

Czyli przypadł pan do gustu, mimo iż miał pan za męski głos do tej roli.
— Nie mam niestety szczenięcego głosu, więc Roman podkładał głos za mnie. Ale jakie to ma znaczenie dla filmu, kto za mnie mówił? Za granicą żadne.

Eugene Robinson, publicysta amerykańskiego dziennika Washington Post, ostro krytykuje europejskie elity za obronę Romana Polańskiego. Uważa za groteskowe twierdzenie, że słynny reżyser odpokutował już swoje winy. Przyznaje, że jest wielkim fanem twórczości Polańskiego i uznaje go za wielkiego artystę. Zwraca jednak uwagę, że reżyser został oskarżony o bardzo poważne przestępstwo. — Zgadzam się, że Amerykanie są bardziej pruderyjni w sprawach seksu — stwierdza Eugene Robinson. — Jednak mówimy tu o gwałcie na 13-letniej dziewczynce. 30 lat emigracji to za mała kara za taki czyn. Publicysta zwraca uwagę, że Polański uciekł przed wymiarem sprawiedliwości, by nie ponieść odpowiedzialności za swoje czyny. — Czy wycierpiał już wystarczająco? Te wszystkie zimne i deszczowe zimy w Paryżu? Zbyt drogie posiłki serwowane przez wyniosłych kelnerów w restauracjach? Ograniczone możliwości wyjazdu na wakacje… Dajcie już spokój — zwraca się Robinson do obrońców Polańskiego.
Publicysta podkreśla, że w przypadku przestępstwa, które popełnił Roman Polański, nie ma znaczenia, czy ofiara już mu wybaczyła i czy w jego ocenie sędzia dopuścił się nieprawidłowości. To sąd jest od orzekania o winie lub niewinności. — Oficjele w Warszawie i Paryżu są oburzeni aresztowaniem Polańskiego. A mnie oburza ich reakcja — podkreśla Eugene Robinson. (IAR)

Roman Polański został aresztowany 26 września na lotnisku w Zurichu, gdzie przyleciał po odbiór nagrody na festiwalu filmowym. Amerykański wymiar sprawiedliwości zarzuca reżyserowi, że w roku 1977 w willi aktora Jacka Nicholsona w Hollywood zgwałcił 13-letnią wówczas Samanthę Gailey. Polański przed zakończeniem postępowania wyjechał do Francji, by uchronić się przed spodziewaną karą więzienia. Od tego czasu nie mógł wjechać do USA bez groźby natychmiastowego aresztowania. Od 1978 r. był ścigany listem gończym. 76-letni reżyser wyjechał z Polski na stałe w latach 60.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz