Dobra piosenka dwoi się i troi. Ba, mnoży się jak szalona — przechodzi z ust do ust, z instrumentów na instrumenty, z uszu na uszy. Dobry cover to najlepsza wizytówka pierwowzoru. A co powiecie na "Smooth criminal"?
Podłość ludzka nie zna granic — tak mówiła Bożena Dykiel w "Wyjściu awaryjnym". Pal licho jej słowa! Moja wersja brzmi "pomysłowość ludzka nie zna granic" i dotyczy "Smooth criminal" Michaela Jacksona. Król popu stworzył utwór, który dla wielu jest inspiracją. Ile głosów, tyle aranżacji... Ach!
"Smooth criminal" to jeden z moich ulubionych kawałków. Ale ja jedynie mogę sobie popukać palcem w blat stołu — w ten niepowtarzalny rytm, w ten typowo "majkelowy" bit. Ale są też tacy, którzy ten rytm czują po swojemu. Nie bez powodu człowiek wymyślił cover.
David Garrett potrafi nieźle naszarpać. Tylko co na to struny? Facet zaczął grać na skrzypcach, gdy zdmuchnął czwartą świeczkę na urodzinowym torcie. Ale nie dostał instrumentu w prezencie... Podwędził go starszemu bratu i tak się w skrzypach rozkochał, że w wieku 5 lat wygrał pierwszy konkurs, a w wieku 7 lat dawał już koncerty. Gdy podrósł, zapuścił włosy, stał się bożyszczem kobiet, a "Smooth criminal" w jego wykonaniu brzmi oszałamiająco.
Ci panowie też mogą nieźle zszarpać nerwy. 2Cellos to rewelacyjni Chorwaci dający czadu na wiolonczelach. Duet tworzą starszy Stjepan Hauser i młodszy Luka Šulić. Brawo, chłopcy!
Ta wersja nieźle rozkołysze. J. Viewz to pseudonim artystyczny producenta z Izraela, Jonathana Dagana, wykonującego muzykę elektroniczną połączoną z jazzem.
Alien Ant Farm grają ostrzej niż zwykł to robić Michael Jackson. Ale to właśnie dzięki jego piosence grupa odniosła sukces. Album, na którym znajdował się ów cover, nosił nazwę "ANThology". Krążek został odznaczony jako jeden z najlepiej sprzedających się albumów w USA w 2001 roku oraz otrzymał tytuł platynowej płyty.
Igor Presnyakov gra na gitarze jak mało kto. Facet urodził się w Moskwie, ale zakochał się w Holandii i tu mieszka na stałe. Połączenie rosyjskiego talentu z wiatrakami naprawdę może zwalic z nóg!
Alex DePue też nieźle wymiata na skrzypcach...
Tę wersję nazywam pościelową. Kevah zrobił ze "Smooth criminal" domową przytulankę. Pościelówkę nawet!
Kolejny przykład Michaela na ostro w wykonaniu Testora — thrashmetalowego zespołu z Warszawy. Co prawda w nie moim guście, ale chłopaki — Mirek i Wiesław Jung z kumplami — nieźle się bawią.
A na koniec oryginał...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje ucho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje ucho. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 sierpnia 2011
środa, 27 lipca 2011
Jakby lało... Manu Chao!
Lipiec w tym roku nas nie oszczędza. Ale co tam — muzyka potrafi rozgrzać lepiej niż słońce. Ba, a muzyka stworzona pod hiszpańskim słońcem jeszcze bardziej!
Antidotum na lipcowy deszcz i samopoczucie "pod psem" — Manu Chao. Gdy parno, duszno i żółto od promieni, też słucha się świetnie!
Ekspresja, zywiołowośc, radość z muzyki i super zabawa to najprostsza definicja sukcesu tego pochodzącego z Hiszpanii a wychowanego na przedmieściach Paryża chłopca, który podbił świat swoją muzyką. Dla mnie, zakochanej we Francji i gustującej ponad wszystko w klimatach hiszpańskich to idealne połączenie!
Pobawmy się razem!
Antidotum na lipcowy deszcz i samopoczucie "pod psem" — Manu Chao. Gdy parno, duszno i żółto od promieni, też słucha się świetnie!
Ekspresja, zywiołowośc, radość z muzyki i super zabawa to najprostsza definicja sukcesu tego pochodzącego z Hiszpanii a wychowanego na przedmieściach Paryża chłopca, który podbił świat swoją muzyką. Dla mnie, zakochanej we Francji i gustującej ponad wszystko w klimatach hiszpańskich to idealne połączenie!
Pobawmy się razem!
piątek, 8 kwietnia 2011
Panie, panowie — szukam dźwięków wiosny!
Przyszła z impetem w głąb? Nie. Przyszła i daje w kość. Wiosna w tym roku zimna i wietrzna. Dlatego trzeba ją rozgrzać dobrą i pocieszną muzyką.
Nie lubię avocado, ale pasta z chlebem razowym w tym zestawieniu wyjątkowo mi smakuje. Aż mam ochotę spróbować! A poza tym avocado ma kolor wiosny.
Ten kawałek nie łączy się za bardzo z pierwszym. Z wiosną też niewiele ma wspólnego — no, chyba że wiosną się zakochujemy, romansujemy i poddajemy wszystkim błogim stanom. Dlatego też ten rytm powinien być hymnem wszystkich pantoflarzy. Bo przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia!
Nie lubię avocado, ale pasta z chlebem razowym w tym zestawieniu wyjątkowo mi smakuje. Aż mam ochotę spróbować! A poza tym avocado ma kolor wiosny.
Ten kawałek nie łączy się za bardzo z pierwszym. Z wiosną też niewiele ma wspólnego — no, chyba że wiosną się zakochujemy, romansujemy i poddajemy wszystkim błogim stanom. Dlatego też ten rytm powinien być hymnem wszystkich pantoflarzy. Bo przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia!
niedziela, 15 listopada 2009
Jak w głowie siedzi "Maj lof"
Jaka piosenka najlepsza jest na listopadowy wieczór? Dobra, wesoła i taka, przy której paluch u stopy wprawia się w ruch. Podświadomie. „Maj lof” spełnia wszystkie warunki.

To był wtorek. Akurat pamiętam, że był to dzień po poniedziałku. Nie mogę odkurzyć jednak w głowie ani roku, ani miesiąca, a tym bardziej dnia. Ba – godziny nawet! Wiem, że za oknem było jasno, a w radiu płynęła piosenka. Rytmiczna. Ale kto ją wymyślił, rozkołysał i nadał jej dźwięczny kształt? Żadnej wiadomości. Ale że była to miłość od pierwszego słyszenia, wszczęłam poszukiwania. Używałam lupy, znajomości, wyszukiwarki. Na nic to... Piosenka jednak wciąż tkwiła mi w głowie i Bóg zapłać mi za ten upór. Od tamtej chwili – od wtorku ze sporym nakładem czasu – „Maj lof” MENoMiNi siedzi mi w iPodzie. Na jesień jak znalazł.
Na pytanie "co to jest MENoMiNi" zespół odpowiada: maximum ludzkich emocji przy użyciu minimalnej ilości dźwięków.
Zgadzam się, bo właśnie ten minimalizm mnie urzeka. Przysłuchajcie się klawiszom – tak proste, a tak pocieszne.
Czy przypadkiem Porcupine Tree tworząc okładkę do płyty "The Incident" nie inspirował się debiutanckim krążkiem MENoMiNi "Z pierwszego tłoczenia"?

Post ukazał się w cyklu Moje ucho, czyli "co mi w duszy gra, param pam pam!"

To był wtorek. Akurat pamiętam, że był to dzień po poniedziałku. Nie mogę odkurzyć jednak w głowie ani roku, ani miesiąca, a tym bardziej dnia. Ba – godziny nawet! Wiem, że za oknem było jasno, a w radiu płynęła piosenka. Rytmiczna. Ale kto ją wymyślił, rozkołysał i nadał jej dźwięczny kształt? Żadnej wiadomości. Ale że była to miłość od pierwszego słyszenia, wszczęłam poszukiwania. Używałam lupy, znajomości, wyszukiwarki. Na nic to... Piosenka jednak wciąż tkwiła mi w głowie i Bóg zapłać mi za ten upór. Od tamtej chwili – od wtorku ze sporym nakładem czasu – „Maj lof” MENoMiNi siedzi mi w iPodzie. Na jesień jak znalazł.
Na pytanie "co to jest MENoMiNi" zespół odpowiada: maximum ludzkich emocji przy użyciu minimalnej ilości dźwięków.
Zgadzam się, bo właśnie ten minimalizm mnie urzeka. Przysłuchajcie się klawiszom – tak proste, a tak pocieszne.
Czy przypadkiem Porcupine Tree tworząc okładkę do płyty "The Incident" nie inspirował się debiutanckim krążkiem MENoMiNi "Z pierwszego tłoczenia"?

Post ukazał się w cyklu Moje ucho, czyli "co mi w duszy gra, param pam pam!"
poniedziałek, 28 września 2009
Porcupine Tree coraz bliżej
Chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą — Steven Wilson na pewno. Dokładnie za miesiąc, bo 28 października, Porcupine Tree zagra we Wrocławiu. Zaczynam odliczanie!

Porcupine Tree przyjedzie z koncertem promującym swój najnowszy album „The Incident”. Jak zabrzmi na żywo? Mam nadzieję, że co najmniej tak doskonale, jak poprzednie krążki brzmią w moim pokoju. Bo do dziesiątej już płyty w dorobku „jeżozwierzy” nie mogę się jeszcze przekonać. Piękna jest, fakt, ale nie przepiękna. Wcześniej, co Steven Wilson dotknął, zamieniało się w złoto. Czyżby tym razem przemiana potrzebowała czasu? Pewnie 29 października zmienię zdanie.
"Trains" darzę ogromnym sentymentem:
"Arriving Somewhere But Not Here" to mój ukochany kawałek:
Przy "Heartattack in a Layby" zamieram:
> Kup bilet na koncert

Porcupine Tree przyjedzie z koncertem promującym swój najnowszy album „The Incident”. Jak zabrzmi na żywo? Mam nadzieję, że co najmniej tak doskonale, jak poprzednie krążki brzmią w moim pokoju. Bo do dziesiątej już płyty w dorobku „jeżozwierzy” nie mogę się jeszcze przekonać. Piękna jest, fakt, ale nie przepiękna. Wcześniej, co Steven Wilson dotknął, zamieniało się w złoto. Czyżby tym razem przemiana potrzebowała czasu? Pewnie 29 października zmienię zdanie.
— Jestem już w tym biznesie tak długo i tyle zdążyłem wycierpieć, tyle przeżyłem załamań, tylu doznałem zawodów, że wiesz na pewno, iż nie tworzę muzyki z żadnego innego powodu niż z miłości do niej. Może to zabrzmi jak wyświechtany zwrot, ale nie interesuje mnie sukces dla sukcesu. Niespecjalnie jestem też zainteresowany pieniędzmi.
Wiem, że przez te lata zmieniłem się jako człowiek. Ba, zmieniłem się nawet od nagrania ostatniego albumu. Zmieniło się moje życie, zmieniły je filmy jakie oglądam, sposób w jaki słucham muzyki. Odmienia mnie to, co mi się przydarza. Suma tych składników powoduje zmianę we mnie i w muzyce, którą tworzę. Popycha ją na przód, poszerza, rozwija. Ale to nie tak, że ja sobie siedzę i wykrzykuję: „O, musimy się zmienić, trzeba przejść na wyższy poziom”. Ja ufam muzyce, pozwalam jej tworzyć się samej, oczywiście mając nadzieję, że zabrzmi inaczej i lepiej niż poprzednia. Ma w sobie rozpoznawalną markę, a jednocześnie niesie element świeżości, spojrzenia z nowej perspektywy. Dzieje się to bardziej intuicyjnie niż świadomie, chociaż zdaję sobie z tego sprawę.
(Steven Wilson dla Trójki)
"Trains" darzę ogromnym sentymentem:
"Arriving Somewhere But Not Here" to mój ukochany kawałek:
Przy "Heartattack in a Layby" zamieram:
> Kup bilet na koncert
sobota, 4 lipca 2009
Gogol w ekstazie, czyli Gogol Bordello
Cudze chwalicie? A chwalcie! Z tego założenia wychodzi grupa Gogol Bordello. Niby amerykańska, bo z Nowego Jorku, a tak naprawdę… to wybuchowa mieszanka wielu kultur. Zajadam się ostatnio tym hamburgerem, oj zajadam. Ale i dzielę się kęsem.


Gogol Bordello to wieloetniczna grupa punkrockowa, na czele której pod koniec lat 90. ubiegłego wieku stanął emigrant ukraińskiego pochodzenia — niejaki Eugene Hutz. Pomimo mnogości krajów, z jakich wywodzą się przybyli do Nowego Jorku muzycy (m.in. Ukraina, Rosja, Izrael, Etiopia, Ekwador), trzon zespołu tworzą przedstawiciele wschodnioeuropejskiej diaspory, których głównym punktem muzycznych inspiracji stała się muzyka romska.
Nie bez znaczenia jest sama nazwa zespołu, która bez wątpienia stanowi jego dodatkową siłę. Nazywając grupę Gogol Bordello, Hutz postanowił wskrzesić pamięć Nikolaia Gogola — pisarza o, a jakże!, ukraińskich korzeniach. To, czego udało się dokonać Gogolowi w kwestii popularyzacji rosyjskiej literatury w Europie, Hutz analogicznie pragnie osiągnąć na polu muzycznym, przenosząc elementy wschodnioeuropejskiej kultury na zdominowaną przez lingua franca dzisiejszych czasów ogólnoświatową scenę. Drugi człon nazwy nie jest już może tak ambitny i wywołuje jak najbardziej słuszne skojarzenia. Kto wie? — być może symbolizuje on muzyczne rozchełstanie i wyżej wspomniany spontan, które towarzyszą występom “Bordellowców”.
(Maciek Szabatowski o Gogol Bordello)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

