czwartek, 12 marca 2009

Czy zsypy pójdą na śmietnik?

W Olsztynie, by uratować zsyp w wieżowcu, każda rodzina musi poświęcić średnią pensję. Taki jest koszt pamiątki po minionym systemie - azbeście. A można taniej? Można zlikwidować zsypy na amen. Mieszkańcy będą głosować.

Mieszkać z karaluchem pod jednym dachem? A proszę bardzo. Takich niechcianych lokatorów często goszczą mieszkańcy wieżowców. Włosy z głowy rwą sobie przede wszystkim ci z parteru, którzy dodatkowo znoszą unoszący się w powietrzu fetor. Karaluch puścił bąka? Nie, to tylko urok zsypu.

Nigdy w życiu nie mieszkałam w wieżowcu, ale zsypy od zawsze mnie odrzucają. Buch fetorkiem na wejście. Mieszkańcom wysokich bloków są jednak na rękę – wychodzi się z mieszkania, pyk i już śmieci lądują we właściwym miejscu. Zawsze im tego zazdrościłam. Bo ja, by śmieci wyrzucić, muszę pieczołowicie buty zawiązać, kurtkę zarzucić, a ostatnio nawet wziąć kluczyk, by otworzyć sobie śmietnik. Ale czy zazdroszczę im nadal?

Czasy się zmieniają i ci, co kiedyś mieli lepiej, dziś mają gorzej. W Olsztynie wieżowce na Nagórkach mogą stracić zsypy, a co za tym idzie – wszyscy jak jeden mąż będą wychodzić ze śmieciami. Czy sypie, czy leje – drep, drep, drep.

Śmietnik można uznać za jeden ze zbędnych produktów cywilizacji, tudzież za efekt uboczny istnienia cywilizacji. Jest on/ona/ono wszakże pewnego rodzaju formą wyrazu cywilizacji dobrobytu, która podbudowując swoje ego mówi: mamy więcej niż zdołamy przeżreć.
W czasach prehistorycznych, z tego co pozwala nam sądzić współczesna archeologia, nie istniało takie zjawisko w naturze jak śmietnik. Nagromadzenie zbędnych produktów i przedmiotów bowiem było dwojakim zagrożeniem dla ówczesnych ludzi. Po pierwsze sprowadzało to muchy, a wiadomo jak niebezpieczne muchy były w tamtych czasach (parę metrów wielkości, błoniaste skrzydła, egzopancerz z mithrilu, naszyjniki z czaszek swoich ofiar). Po drugie zapach śmietnika sprowadzał również padlinożerców i inne zagrożenia, od epidemii z chorobami wenerycznymi włącznie. Padlinożercy stanowili poważne niebezpieczeństwo dla prehistorycznego człowieka, który nie znając higieny, ALWAYS, Mentos freshmaker'a i Snickers'a sprawiał wrażanie chodzącej padliny. (Nonsensopedia)

2 tysiące olsztyńskich rodzin zdecyduje, co dalej z ich zsypami. Dlaczego? Stanowią one poważne zagrożenie dla zdrowia, bo są wykonane z betonu z domieszką azbestu. By pozbyć się niebezpieczeństwa, władze spółdzielni wymyśliły, że każda rodzina zapłaci albo 2 tys. zł za remont zsypów, albo wyłoży 100 zł za ich likwidację.

Mieszkańcy muszą głosować. Ale jak?

– Są trzy metody głosowania. Pierwsza przez aplauz. Znaczy, że wszyscy głosują. Druga metoda... Kulkami. Są kulki czarne i czerwone, które otrzymuje każdy głosujący... Yyyy... Przepraszam białe i czarne, które otrzymuje każdy głosujący... Czarna za – lub odwrotnie: czarna za... Yyyy... Czarna przeciw – biała za lub odwrotnie. Jest trzecia metoda przez podniesienie rąk. Ta metoda jest najdoskonalsza.
– No świetnie, ale jaką metodą wybierzemy metodę głosowania?
(cytat z kultowej komedii „Rejs”)

Mieszkańcy mają dwa tygodnie na podjęcie decyzji. Na razie przeważa opcja „lżejsza dla kieszeni”, a od większości z każdej klatki zależy, co zrobi spółdzielnia. Jednak czy likwidacja zsypów rozwiąże problem karaluchów i nieprzyjemnego zapachu? Mam wrażenie, że wieżowce będą borykać się z problem, który zauważam w czteropiętrowcach. Tu lenistwo przejawia się tym, że śmieci wystawiane są za drzwi i potrafią stać tak tygodniami. Azbestu tu nie ma, ale kalejdoskop ludzkich odpadów jest i owszem. W pełnej okazałości. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - pokaż mi swoje śmieci, a powiem ci, kim jesteś.


Oto jak mój sąsiad ułatwia sobie życie. Worek stoi już tydzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz