piątek, 21 sierpnia 2009

Cejrowski: Stopa pochodzi z sawanny

— Na pasterkę idę w butach nie tylko z powodu zimna, ale także ze względu na szacunek dla ludzi dookoła mnie. Na ślub w lipcu poszedłbym w butach, ale już na weselu mógłbym buty zdjąć — mówi Wojciech Cejrowski, podróżnik, który w sobotę poprowadzi Paradę Bosych Stóp w Olsztynie.


Zazdroszczę Wojtkowi Cejrowskiemu. Zazdroszczę, że jedzie... nie że krytykuje, ale że wyjeżdża, podróżuje, smakuje światy, odkrywa. Też mam podobnie — może nie odkrywam kultur, ale gotuje się we mnie krew, gdy nie jadę nigdzie... od miesiąca. Nałóg? Przyzwyczajenie? Taki charakter? Ale stopy mam delikatne. Niestety, gdy stąpam po niepewnym gruncie, odczuwam to nader uciążliwie. Kłuje mnie świat, ziemia. Taki charakter? Cóż, lubię buty. Piękne buty dają tyle przyjemności. Ale z kolei bose stopy dają tyle wolności. I jak tu pogodzić te dwa światy?

Jaką symbolikę mają bose stopy w krajach, w których pan bywa?
— Nie mają żadnej. To raczej u nas bosa stopa zaczyna być symboliczna, gdyż jest odstępstwem od normy. A w krajach tropikalnych bosonogi facet nie zwraca niczyjej uwagi, bo jest jednym z wielu.

Ale Wojtek Cejrowski — bosonogi często i w kwiaciastych koszulach — wzrok przyciąga.

— Nie prezentuję się na pokaz. To co państwo oglądają w TV, to ten sam Cejrowski, którego oglądają moi domownicy. Moja sztuczka polega na tym, że nigdy nie kreowałem sztucznego wizerunku z elementów na pokaz. Nie wszystko państwu pokazuję, ale to, co pokazuję, jest zawsze autentyczne. Skłonność do kiczowatej pstrokacizny miałem od dziecka. Kolorowe mam nie tylko koszule, także ściany w domu i biurze, także samochód... Boso chodzę po domu i po telewizji. Nie widzę powodu, by na siłę coś zmieniać tylko dlatego, że włączono kamery.

Zawsze chodzi pan na luzie?
— Niestety w tej waszej okropnej zniewalającej i biurokratycznej Unii Europejskiej za chodzenie na bosaka po mieście można dostać mandat. Kiedy kręciłem „Boso przez świat” w Sewilli, policjant nakazał mi założenie butów, bo... „gdyby pan wszedł na szkło, to mógłbym pan żądać od władz miasta odszkodowania za złe sprzątanie”. Chore tu macie przepisy i coraz mniej swobody osobistej.

Ale nie zawsze można swobodnie zdjąć buty.
— Zawsze, gdy klimat na to pozwala. I nie chodzi wyłącznie o temperaturę gruntu pod stopami. Klimat to także atmosfera kulturowa. Na pasterkę idę w butach nie tylko z powodu zimna, ale także ze względu na szacunek dla ludzi dookoła mnie. Na ślub w lipcu poszedłbym w butach, ale już na weselu mógłbym buty zdjąć.

Bosy, w naszym znaczeniu, to biedny. Czy wszędzie tak do tego podchodzą?
— Nie wszędzie. Na wyspach Pacyfiku żyją szczęśliwi ludzie, a klimat nie wymaga od nich ubrania ani obuwia. Chodzą po miękkim białym piasku i buty byłyby niepotrzebnym utrudnieniem. Na ogromnych obszarach Brazylii jedynym obuwiem, jakie mają ludzie, są gumowe klapki — nic innego im nie jest potrzebne. Na co dzień chodzą boso, a od święta, na przykład do kościoła, zakładają te klapki.

A jaka jest stopa życiowa Polaków? — na tle tej z innych krajów, dzikich plemion. Czego może innym zazdrościć?
— Wolności. Polak, przynajmniej na razie, został niewolnikiem swojej pracy, dorabiania się, nadrabiania zaległości wobec Europy. Pogubiliśmy ułańską fantazję, zapomnieliśmy jak miło jest się dzielić nasza biedą z innymi. Na razie Polak dorabia się , zarabia, zbiera, gromadzi... nie potrafi być szczodry, dbać o innych. Mam nadzieję, że ten stan minie.

Twierdzi pan, że prawdziwy świat można poznać tylko robiąc to, co tubylcy. Na ile Polak, Europejczyk musi się przełamać, by stać się ,,tubylcem”?
— Przełamać? Jeśli ktoś musi się przełamywać, to znaczy, że chyba źle wybrał kierunek podróży. To powinna być przyjemność, a nie przełamywanie własnego oporu. To powinno być wchodzenie w tubylczą kulturę z ciekawości, a nie z oporami, z obrzydzeniem, wbrew sobie... Ja się nie przełamuję, raczej z wypiekami na twarzy myszkuję sobie pośród obcych kultur, jak mały chłopiec, któremu po raz pierwszy pozwolono wejść do warsztatu zegarmistrzowskiego dziadka.

Krąży pan po świecie, a na Warmię i Mazury pan zagląda? Co tu pana zachwyca albo odraża?
— Ja jestem z Pomorza, a konkretnie z Kociewia. Mamy tam lasy i jeziora, więc nie mam potrzeby szukać lasów i jezior mazurskich — siedzę u siebie i majtam nogami, nie żałuję wcale, że nie jestem z wami, jak śpiewał Tomek Szwed, a ja za nim.

A Olsztyn? Olsztyn pan widzi ogromny, czy może czegoś naszemu miastu brakuje w pana oczach?
— Za mało znam Olsztyn, by mieć prawo do wskazywania braków. Może tylko jeden — chciałbym, by Olsztyn wspierał jednego doskonałego grajka, którego tutaj macie. Cezary Makiewicz zasługuje na ogólnopolską sławę.

Przeprowadzi pan olsztyniaków boso po mieście. My już zacieramy ręce, a pan zaciera... stopy?
— Nie zacieram. Ja raczej moje stopy ignoruję. Kiedy człowiek sporo chodzi boso, jego stopy przypominają sobie, że homo sapiens pochodzi z afrykańskiej sawanny. Natura zaczyna reagować na bodźce i dość szybko odtwarza grubą podeszwę, podobną do podeszwy psa, czy każdego innego dzikiego zwierzęcia. To z powodu tej grubej podeszwy mogę sobie komfortowo chodzić po żwirze. Czuję tyle samo, co pani przez podeszwę w trampkach. Wystarczy pochodzić boso dwa tygodnie. Stopa sama sobie poradzi. Wiedzą to dzieci, gdy wyjadą na wieś na wakacje — na początku wakacji trochę kłuje, ale pod koniec sierpnia biegają po rżyskach.

Parada Bosych Stóp odbędzie się 22 sierpnia o godz. 12 w Olsztynie. Jest jedną z atrakcji Festiwalu Strefa Przygody.

Przeczytaj też:
WC to nie oranżadka

3 komentarze:

  1. Moim zdaniem MOK powinien zrezygnować z Cejrowskiego po sprawie z Poznania. Śliskie moralnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzydzi się gejów, a... wchodzi bosymi stopami w inne kultury... Są lepsze i gorsze? „Ja się nie przełamuję, raczej z wypiekami na twarzy myszkuję sobie pośród obcych kultur, jak mały chłopiec, któremu po raz pierwszy pozwolono wejść do warsztatu zegarmistrzowskiego dziadka.”

    OdpowiedzUsuń