piątek, 20 lutego 2009

Na noże z DHL

Obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Ale jak tu się cieszyć skoro firma kurierska DHL wystawia mnie do wiatru? Nie może dostarczyć przesyłki, która od tygodnia leży w olsztyńskim magazynie.

Wtorek. 10 lutego. Wzywam kuriera, ten się pojawia i odbiera przesyłkę – laptopa. Komputer potrzebuje lekarza, nie ma zmiłuj. Pod nos podkłada mi papier, podpisuję i odliczam dni do powrotu.

Poniedziałek. 16 lutego. Dzwoni serwis, że w środę nie odebrał przesyłki. Dlaczego? Paczka poszła terminowa, a odbierają tylko zwykłe krajowe. Robię wielkie oczy – jak to? To gdzie jest ta paczka?

Dzwonię do DHL, dowiaduję się, że wzywając kuriera kliknęłam „dostarczenie do jutra, do godz. 9 rano”. Nie ważne, że podałam numery umowy DHL z serwisem. Przyznam, że myślałam, że umowa określa warunki przesyłki. Trudno, mój błąd. Konsultant DHL jak do rany przyłóż – przyjmuje moją interwencję, zmienia status zamówienia i informuje, że paczka dojdzie w środę do odbiorcy. Przesyłka terminowa została zmieniona na zwykłą.

Wtorek. 17 lutego, godz. 9. Dzwoni kobieta o głosie zimnym jak lód. Na imię ma Edyta i wyrozumiałości w niej ani za grosz. Informuje mnie, że staję się za automatu odbiorcą – jako że ten prawdziwy odmówił przyjęcia przesyłki. Muszę płacić 130 zł. Dziwię się, nie rozumiem. A wczorajsze zapewniania konsultanta DHL?
– Nie było żadnych ustaleń, nie ma żadnego zapisu w naszym komputerze – informuje Edyta.
– To przesłuchajcie nagrania naszej rozmowy! – krzywię już brew.
- Nie nagrywamy rozmów.
- Nie nagrywacie? Więc dlatego bezkarnie wprowadzacie klientów w błąd?
- Nie wprowadzamy. Zapłaci pani?
- Ale dlaczego rozmawiamy dopiero w środę? Dlaczego nikt mnie nie poinformował, że przesyłka nie została odebrana?
- Nie musimy informować klientów. Od tego jest strona internetowa.
- Zgadza się, widnieje w niej informacja: PRZESYŁKA ZREALIZOWANA.
- Ale nie „dostarczona”.
- Pomimo powinniście się ze mną skontaktować. Nazywacie się DHL Express, a pracujecie w żółwim tempie!
- Co mamy zrobić z przesyłką? Odbierze ją pani?
Rozmowa się toczy. Odbiorę, zapłacę, bo inaczej nie odzyskam laptopa. Kurier ma przyjechać do pracy. Czekam. Wiem, że nie ja jedyna mam problemy z tą firmą kurierską. Internauci grzmią. DHL jest też na bakier z prawem. Ale co tam dla firmy wyrok sądu - mają wszystko w nosie.

Wtorek. 17 lutego, godz. 17. Dzwonię do DHL – gdzie jest kurier?
- Pani Edyty już nie ma w pracy – mówi jakaś pani w zastępstwie. - Przesyłka zostanie dostarczona jutro.
- Jak to? Przecież miałam ją dostać dzisiaj! Czas to pieniądz, więc dlaczego mam płacić za waszą zwłokę?
- Może pani złożyć reklamację za niedotrzymanie terminu. Racja, przesyłka powinna zostać odesłana do pani 12 lutego, w czwartek. Wyślemy prośbę do olsztyńskiego terminala, by obniżył pani koszty za opóźnienie.

Środa. 18 lutego, godz. 9. Dzwoni Edyta:
- Terminal nie wyraził zgody na zmianę kosztów. Musi pani zapłacić 130 zł. Wczoraj przesyłka nie została dostarczona, bo kurier nie wziął jej z terminala.
- Jak to? Co mnie to obchodzi? Płacę, wymagam! O której dzisiaj będzie?
- Dzisiaj też kurier nie wziął przesyłki z terminala.
- Pani żartuje?
- Otrzyma ją pani jutro.
- Jutro i pojutrze mnie nie będzie. Czekam na przesyłkę dzisiaj.
- Postaram się, by do pani dotarła. Zadzwonię do pani z informacją, czy będzie to możliwe, czy nie. Zadzwonię na pewno.

Środa. 18 lutego, godz. 17.
Dzwonię do DHL. Edyta już poszła do domu. Kobieta, z którą rozmawiam nie potrafi mi udzielić żadnej informacji.
- Pani przesyłka jest w Olsztynie. Oczywiście zostanie dostarczona jutro do godz. 9.
- Jutro? – ręce mi opadają aż do piwnicy. – W czwartek? Ale tydzień po czasie! Co się dzieje z moją przesyłką?
- Nie wiem. To problem terminala.
- I ja mam płacić za wasz problem?
- Hmmm… Przesyłka zostanie do pani dostarczona jutro rano.

Czwartek, 19 lutego, godz. 14.15. Mam szkolenie służbowe. Dzwoni koleżanka z pracy, że kurier mnie szuka. Nawet się nie wysilił, by do mnie zadzwonić! Koleżanka ma niego oko. Ten stawia jakiś zygzak na papierze i odjeżdża.

Piątek. 20 lutego. Szkolenie. Nie mam głowy na DHL, bo zajmuje mi ją szkolenie. Tak czy siak - straciłam nerwy, nie mam laptopa, a ręce w piwnicy. Czekam do poniedziałku… Wysmaruję piękną reklamację!

Jak skończyła się sprawa? Pozytywnie - przeczytaj.

Ale to nie koniec moich batalii z DHL: Koszmarne pieniądze, koszmarna obsługa

PS. Jak pracuje DHL?
Komu DHL oddaje paczki?
Firma kurierska zostawia przesyłki sąsiadom
Ludzkie organy pomyłkowo doręczone na zły adres.

6 komentarzy:

  1. Jakbys miala maszyne do pisania, to nie mialabys problemu. Laptopow sie zachcialo :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zazdroszczę. jak widać dla nich klient jest tylko... klient :(

    OdpowiedzUsuń
  3. To fajnie macie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej w firmach kurierskich irytuje mnie to, że dzwoni pan rano, mówi, że o 10 przywiezie mi do domu paczkę. Ja mu to, że od 8 do 16 pracuję. On: ja też ;) I nie ma możliwości umówienia się na odbiór w innym miejscu, np. w pracy, a więc po pracy muszę na złamanie karku pędzić do firmy, aby osobiście odebrać przesyłkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka prawda. kurier tez czlowiek i jest w pracy. jakby mial na kazdego prywatnego klienta czekac az wroci po pracy to sam by konczyl o polnocy.

      Usuń
  5. Szewska pasja, sorry za przekleństwa ale nie mam się gdzie wyładować. DHL to jedno wielkie skurwysyństwo, szkoda że wszystko odbywa się anonimowo bo przydało by się porozbijać kilka głów tym oszustom i naciągaczom.

    OdpowiedzUsuń