wtorek, 18 stycznia 2011

Dziury na drogach po zimie? Lubię to!

Po zimie stulecia mamy tak dużo dziur, że drogowcy nie nadążają z ich łataniem. Zalewają jedne, a pojawiają się drugie. To syzyfowa praca? Ależ skąd! Ma to swoje plusy...


Dziękuję drogowcom, że mogę jeździć się slalomem.

Dziękuję drogowcom, że ćwiczę refleks. Mam oczy szeroko otwarte, aby ominąć szeroką dziurę.

Dziękuję drogowcom, że mogę częściej kręcić kierownicą.

Dziękuję drogowcom, że zdejmuję nogę z gazu. Dzięki temu jeżdżę bezpieczniej.

Dziękuję drogowcom, że rozwijam swoją wyobraźnię i nazywam dziury po imieniu. Wpadła mi w oko Jadzia. Wpadła mi też w oko Zenobia. Na szczęście moja skoda jeszcze „na ten pomysł” nie wpadła.

Dziękuję drogowcom, że pachołki ostrzegające przed łataniem dziury pojawiają się ni stąd, ni zowąd — dzięki temu uczę się spostrzegawczości.

Dziękuję drogowcom, że muszę zmieniać pas — przez te pachołki — i wbijać się w sznur samochodów. Wiadomo, w kupie raźniej!

Dziękuję drogowcom, że do dziur weteranek dołączają dziury młodzieżówki. Na pewno mają szanse na rozwój w Olsztynie. Trzymam kciuki!

Dziękuję drogowcom, że nigdy nie zaskakują. Bo jak regularnie zmieniają się pory roku, tak regularnie powtarzają się cykle zaśnieżonych ulic, psioczenia na tych i owych, czekanie na odwilż, żeby w końcu doczekać się... dziur. I tak w kółko.

Dziękuję drogowcom, że wzbogacam swój słownik wulgaryzmów. Wpadanie w dziury trzeba okrasić siarczystym słowem.

Dziękuję drogowcom, że czuję się jak Hołowczyc. Prawie.

W związku ze wzrostem temperatury po sezonie zimowym w drogach powstają dziury. Woda, która wnika w szczeliny w nawierzchni zamarzając zwiększa swoją objętość i rozsadza asfalt. W czasie przymrozków taka sytuacja powtarza się każdej nocy. Dziury, które powstają zimą, drogowcy łatają metodą „na mokro”, czyli wypełniają je specjalnymi mieszankami odpornymi na niskie temperatury. Nie jest to jednak działanie, które może przywrócić jezdniom dawną gładkość. Akcję poprawiania jakości dróg należy powtórzyć po ociepleniu się klimatu. Doraźne wypełnienie zamienia się wówczas na łatę ułożoną już „na gorąco”.

O stanie polskich jezdni decydują wielorakie czynniki. — Na polskie drogi są kładzione różnej jakości mieszanki mineralno-asfaltowe. Duża wolna przestrzeń w mieszance, czy złe zagęszczenie mieszanki, sprawiają, że woda zamarzając działa rozsadzająco — komentuje powstawanie ubytków w drogach profesor Piotr Radziszewski z Katedry Inżynierii Materiałów Budowlanych Politechniki Warszawskiej.

Do tak kiepskiego stanu polskich dróg przyczyniają się zaniedbania lat poprzednich. Każda nawierzchnia ma swój okres trwałości. W przypadku polskich dróg górna warstwa powinna być wymieniana co 10-15 lat, a w wielu przypadkach dochodzi do tego, że jest ona wymieniana dopiero po 20 latach. — Uderzenie kół, pewne nierówności i ubytki przyczyniają się do tego, że droga pęka — mówi profesor Piotr Radziszewski. Podkreśla również, że winą za stan jezdni należy obarczyć osoby odpowiedzialne za utrzymanie nawierzchni — to one dopuszczają się największego niechlujstwa. Wszelkie ubytki, które powstają w ulicach, trzeba natychmiast uzupełnić, bo z czasem dziury, o które nikt nie dba, mogą przybrać astronomiczne rozmiary.
(Czyhają na ciebie na każdej ulicy)

No właśnie. I dlatego dziękuję drogowcom. Powinni stworzyć profil na Facebooku. Na pewno go polubię.

Przeczytaj też:
Olsztyn musi opatentować dziurawe ulice

1 komentarz:

  1. Ciekawy artykuł. wejdź na mój blog :)
    mojautos.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń