Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przedszkolaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przedszkolaki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 grudnia 2012

Przedszkolaki: Wąsy w pewnym czasie

— Chłopcy noszą się w zupełnie innych kolorach niż dziewczynki — twierdzą pięciolatki z Przedszkola Miejskiego nr 5 w Olsztynie.

Fot. Paweł Kicowski

 Jak wygląda chłopak?
— Na pewno inaczej niż dziewczyna.
— Bawią się innymi zabawkami.
— Dziewczyny tylko lalkami, a chłopcy samolotami, pociągami i samochodami.
— Mogą się nawet bawić dinozaurami!
— Dziewczyny mogą jeździć konikiem, który ciągnie wagonik. W środku może siedzieć dziewczynka.
— Dziewczyny mają też wózki do lalek. I nimi też się mogą bawić. Znam dziewczynkę, która ma aż dwa wózki!
— Chłopcy wolą bawić się samochodami niż lalkami. Bo lalki nie żyją, a samochody są żywe.
— Chłopcy nie lubią nudnych zabawek.
— Duże samochody mogą jeździć po ulicy, a zabawkowe po dywanie.
— A ja jestem dziewczynką i bawiłam się samochodami! Byłam u Seby i złączyłam wszystkie samochody w pociąg. Nic się nie stało, że się bawiłam.
— Dziewczynki powinny dać chłopcom prezenty.

Jakie?
— Samochody się daje!
— Ja bym chciał koparkę. Gdy rano się dzisiaj obudziłem, myślałem właśnie o koparce. To znaczy ja mam już koparki, a nawet bardzo dużo. Ale chciałbym jeszcze jedną! Inne są stare.
— A ja bardzo lubię klocki, które zostały w moim starym przedszkolu. Można z nich wybudować domek z przejściami do każdego kogoś.
— A ja bym chciał gormita!
— A ja zostanę w przyszłości roszpunką.

A kim może zostać chłopiec, gdy dorośnie?
— Może jeździć samochodem.
— Może też jeździć koparką i spycharką.
— Walcem może zostać!
— Na przykład może być kosmonautą.
— A ja zostanę księżniczką, bo potem chcę być królewną. Chłopcy nie mogą być księżniczkami, bo noszą inne stroje.
— Dziewczynki lubią różowe i fioletowe rajstopy.
— Chłopcy też mogą nosić rajstopy, ale takie przeznaczone dla mężczyzn!
— Takie rajstopy mają inne kolory — są brązowe, niebieskie, zielone...
— Bo chłopcy noszą się w zupełnie innych kolorach.
— Żółte też lubią. I szare.

Szare mogą być wąsy... Kto może nosić wąsy?
— Dziadek może dostać wąsów.
— Dziewczynki, gdyby miały wąsy, wyglądałyby śmiesznie.
— Każdy chłopiec będzie kiedyś dziadkiem.
— A mój tata nie ma wąsów!
— Bo to tata! Taki starszy chłopak, a nie dziadek!
— Moje dwa dziadki mają wąsy, więc się zgadza.
— Mój, Józek, ma wąsy.
— Bo wąsy są tylko w pewnym czasie.
— Żadna z babć nie ma. Gdyby i babcia miała wąsy, wszyscy by się z niej śmieli. Ja nie chcę mieć wąsów.
— Wolisz różowe rajstopy w kropki?
— One są fioletowe!
— Dziadki nie noszą rajstop. Wolą wąsy.
— Na szczęście nikt nam nie da wąsów. Lepsza będzie koparka... Jest bardziej męska.

czwartek, 25 października 2012

Przedszkolaki: Kto będzie rządził Olsztynem?

— Każdy chciałby mieszkać w takim Olsztynie. Z królem i skarbami — przewidują dzieci z Przedszkola Miejskiego nr 5 w Olsztynie.

Fot. Paweł Kicowski

Co to jest przyszłość?

— To takie coś, co się wydarzy.

— To coś, co się dzieje, gdy się dorośnie.

— Ileś czasu po urodzinach.

— Ja w przyszłości chciałbym pracować na wojnie. 

— A ja zostanę baletnicą. 



A jak będzie wyglądał Olsztyn w przyszłości?

— Brzydko.

— Bo nikt nie będzie bawił się na naszym podwórku. I ono zrobi się szare. 

— Ale w innych miejscach może być kolorowo.

— I tak powinno być! Wszystko będzie miało tęczowe kolory.

— Zostanę muszkieterką.

— A ja będę patrzyła na kolory w mieście. Będą tylko różowe, fioletowe i zielone.
 
— Ja bym chciał zobaczyć smoka. 

— A ja konia mechanicznego!



Jakie samochody będą jeździły po Olsztynie?
— Same nowoczesne i wielkie. 

— Będą pomalowane w kwiatki i motylki.

— Po mieście mogłyby jeździć czołgi. Wcale bym się nie obraził.

— Ja widziałem we Włoszech czołgi, więc to jest możliwe.

— W Olsztynie będą samochody, które będą miały sto oponów.

— Sto kół!
 — Może nawet i więcej.



A po jakich drogach będą jeździć?

— Po chmurach i dachach.

— Po drogach będą jeździć tramwaje. 

— To takie coś, co ma prąd na dachu. 

— Tramwaje też mają koła. 

— I będą woziły ludzi bez samochodów.



A jakie będą domy?

— Olbrzymie. Takie do chmur!

— Jedne będą miały trzysta pięter, inne sto, a jeszcze inne sto dziewięćdziesiąt. 

— I będą miały wielkie okna aż do samego dachu.

— Będą wybudowane z cegłów, kamieni i farby. 

— W tych domach będą tylko nowe zabawki. Bo teraz wszystkie są stare. 

— Olsztyn się przez to zwiększy, bo będzie potrzebował dużo miejsca.

— Będzie dużo ludzi. 
— Ale zabawek jeszcze więcej! 



Co będą robić ludzie?
— Bawić się w chowanego. 

— Albo w berka! 

— Będą na wysokich stanowiskach. 

— W wysokich butach. 

— Niektórzy będą spać. 

— Będą też jeździć w windach. 

— Albo w czołgach!

— Ja bym wolał, aby jeździły same jeepy.



Kto będzie rządził Olsztynem?

— Przyjedzie tu wielki król świata.

— On specjalnie tu przyjedzie, bo w Olsztynie będzie dużo pieniędzy i złota.

— Skarby znajdzie się w wielkich skrzyniach.

— Te skrzynie już są i czekają na króla. 

— Ale tylko na króla. 

— Bo tylko ten król może mieć tyle skarbów. 

— W ogóle mu będzie dobrze u nas.

— Będzie miał też klocki.

— Każdy chciałby mieszkać w takim Olsztynie.

— A ja się wyprowadzę. Bo będę miała tu za dużo zabawek. Nie dam rady bawić się wszystkimi.

— Nie martw się, ja ci pomogę...

poniedziałek, 15 października 2012

Przedszkolaki: Brudne ręce z robakami


— Trzeba myć owoce, bo wtedy bakterie nie przejdą na ręce — przyznają dzieci z Przedszkola Miejskiego nr 10 w Olsztynie.

Fot. Beata Szymańska

Mieć czyste ręce: co to znaczy?
— Mieć umyte.
— I takie, które nie mają bakterii.

A co to są bakterie?
— To robaki, które wchodzą na ręce, gdy coś dotykamy brudnego.
— To są bardzo złe robaki.
— Dlatego nie można wielu rzeczy dotykać.
— Na przykład ziemi.
— Albo kota i psa.
— Na przykład krzesła, dywanu i ściany.
— Nawet samochodu!
— Pomidora też nie.
— Ani szkła, bo może się wbić.
— Ja nigdy nie dotykałam szkła...
— Drzewa też nie radzę. Ma dużo bakterii.
— Bakterie to są robaki, których gołym okiem nie widać. Trzeba mieć do tego mikroskop.
— Może nie widać, ale dużo zła bakteria może wyrządzić.

Czyli?
— Można złapać zarazę.
— Można zachorować na anginę. Ja kiedyś miałam brudne ręce, a potem zachorowałam.
— Bo te robaki ciągle kombinują, aby dziecko włożyło brudną rękę do buzi. Jak włoży nawet palec, choroba się rozpocznie.
— I wtedy można nie żyć.
— A ja, jak się urodziłem, miałem żółtaczkę. A dziś mam pięć lat.
— Takie bakterie robią też katar.
— A ja kiedyś miałem czerwone kropki na ciele.
— Bo bakterie dużo złego potrafią narobić.
— Robią też siusiu na ręce i to źle wróży!
— Kupkę też robią, a to jeszcze gorzej.
— Jak bakterie są na rękach, gilgoczą.

Co należy zrobić, aby bakterie zniknęły?
— Myć ręce najpierw mydłem, a potem wodą.
— W łazience!
— Jak przychodzę z przedszkola, zawsze myję ręce.
— Trzeba zakręcać wodę.
— I po drzewach myć ręce.
— Bo na drzewach biedronki sikają.
— Pieski też!
— Bakterie są wszędzie!
— Chomiki trzeba myć.
— I po siusianiu trzeba myć ręce.
— Jak idziemy na podwórko, zawsze myjemy.
— Trzeba myć owoce, bo wtedy bakterie nie przejdą na ręce.
— Drzewa też warto wyszorować.
— Nogi zawsze się szoruje.
— A zęby szczotkuje.
— Ja zawsze myję uszy!
— Jak się przychodzi w gości, trzeba iść pod kran.
— Po posiłku warto umyć.
— I jak się wraca z podwórka.

A jak często trzeba myć ręce?
— Ja myję trzy razy dziennie.
— A ja pięć.
— Ja nawet dziewiętnaście razy!
— Ja jak zliczę, będzie tego z pięćdziesiąt.
— A ja myję, kiedy są brudne.
— Ręce myje się jak bluzki.
— Ale pięć razy dziennie?
— Nie, tylko wtedy, gdy jest plama.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Przedszkolaki: Bąble w wannie zamiast nudy

Na plaży, w Elblągu albo w łazience — co zrobić, aby zabić wakacyjną nudę? Rozmawiam z dziećmi z Przedszkola Miejskiego nr 10  w Olsztynie i śmieję się do łez.

Fot. Aleksander Bartnikowski
Jak zabić nudę w wakacje?
— Najlepiej na podwórku. Można biegać albo iść na spacer.
— Na spacer? To jest wielka nuda!
— Można jechać na plażę albo na statek. Albo łódką pływać.
— Albo oglądać dinozaury.
— A ja poszłam na żagiel i nuda przepadła.
— W czasie nudy wolno pływać statkiem.
— A nie lepiej szybko?
— W wakacje można grać na komputerze albo oglądać telewizor.
— Tym nudy nie zabijesz.
— Nie lubię nudzić się w domu.
— Lepiej iść do kina, bo tam jest większy ekran.
— Ja idę na „Madagaskar”!
— A na tapczanie siedzi leń. Albo leży.
— Ja wolę iść do sklepu i kupić ubrania z zabawkami.
— Ojej, a ja się strasznie spociłam!

Co jeszcze można robić w wakacje?
— Pojechać do Elbląga i wyśmiewać się z ludzi.
— Albo można kopnąć komuś piłkę w okno.
— Albo pojechać na Euro.
— Ale my przecież odpadliśmy w piłce nożnej!
— Przegraliśmy, ale cały czas jesteśmy w grze!
— Ja tam wolę jechać do Elbląga. Można tam wołać do ludzi: halo, halo! Gdzie jest banan?
— Albo: halo, halo! Gdzie jest torcik?
— A ja bym napełnił tortem dmuchawkę do balonów i bym strzelał z niej do ludzi.
— Oj, waliłaby taka dmuchawka: bum bum bum!
— Ja tam nie chcę nigdzie jechać. Wolę zostać w łazience.

A co można robić w łazience?
— Pływać w wannie.
— Zrobić statek z papieru, ale on szybko utonie. Lepiej wziąć gruby karton.
— Też zmięknie. Lepiej zrobić statek z metalu.
— Można puszczać bąbelki w wannie.
— Czyli bąki!
— Wielkie bąki i wielkie bąble! I głośne!
— Można też nasikać do wanny. Nikt nie zauważy.
— Ale kupki już tak łatwo nie zrobisz...
— A jak się wyjdzie z wanny, trzeba ubrać majteczki.
— A jak ktoś nie ma? Mój brat cioteczny nie ma ani jednych majteczek!
— Wtedy trzeba włożyć stanik.
— Moja mama nosi cyckonosz!

Rodzice mają wakacje?
— Jak tata łapie mamę za cycuszka, to wtedy mają wakacje.
— Mogą też iść razem do kina.
— I kupić sobie lody.
— Najlepiej kręcone!

Kiedy kończą się wakacje?
— Dla nas nigdy się nie kończą.
— A ja wiem za to gdzie się kończą!
— Wakacje kończą się w Raście.
— Tak, w supermarkecie. Już nie jest super.
— W przedszkolu wakacje nigdy się nie kończą.
— Kończą się wtedy, kiedy zaczyna nosić się cyckonosz.
— Mama nosi i nie ma wakacji...

czwartek, 14 czerwca 2012

Przedszkolaki: Mocne kopanie bez papierosa

— Piłkarz musi być zdyscyplinowany jak przedszkolak — przyznają maluchy z olsztyńskiego Przedszkola Miejskiego nr 9. I mają rację!

 
Co to jest piłka nożna?
— To takie coś, że się kopie piłkę.
— Na zielonym boisku.
— Do bramki.
— Właściwie są dwie bramki i do każdej się kopie.
— A kopie się po to, aby zdobywać punkty.
— Czyli gole.
— Bramkarze bronią, aby się nie udało.
— Piłkarze mają różne numerki na koszulkach.
— Ale niestety piłka jest twarda, więc byłoby lepiej, gdyby biegali w kamizelkach.
— Mają też krótkie spodenki.
— I kaski.
— Raczej hełmy!
— Ale to nie ten sport, gamoniu!
— Ale bramki trzeba bronić.
— Rękami!
— A nie nogą?
— Bramkarz może nogą i rękami. Nawet głową.
— Rękami grają siatkarze.
— Gdy strzeli się jednego gola, jest trudniej, bo bramka się podnosi.

Ilu zawodników gra na boisku?
— Ojej, dużo osób.
— Ja myślę, że nawet będzie ich dziesięć.
— Jedna nie może być, bo to nie byłoby sensu.
— Jak byłaby jedna, nikt by wtedy nie grał.
— Ja myślę, że jest osiemnastu piłkarzy.
— O, to jest bardzo możliwe.
— Wszyscy wychodzą, aby kopać.
— Tylko bramkarz broni. Inni kopią.
— Bo w piłce nożnej trzeba mocno strzelać.
— Tak strzelać, aby powalić bramkarza. Żeby nie dał rady.
— Piłkarz musi zdobyć punkta.
— I żeby być dobry, musi trenować.
— I dobrze jeść.  

Co powinien jeść?
— Zioła i witaminy.
— I warzywa.
— Same zdrowe rzeczy. Inne się nie nadają.
— Owoce różnego rodzaju.
— I nie może palić papierosów!
— Bo jak wyjdzie na boisko i spadnie mu papieros, trawa może się zapalić. Albo coś jeszcze.
— Palenie nie jest wskazane w piłce nożnej.
— Lepiej jeść kluski.
— Jabłka i banany.
— A jeśli piłkarz pali, musi spróbować rzucić palenie.
— Albo coś innego zapalić.
— I musi słuchać kibiców.  

Ilu kibiców przychodzi na mecz?
— Pięć milionów!
— Wszyscy wołają i mają flagi.
— Machają albo mają trąby.
— Flagi są albo biało-czerwone, albo żółto-czerwone.
— A wszystko z okazji Euro 2012.
— Może być też Euro 2015.
— Phi, takie coś możesz sobie wsadzić do mózgu.
— 2012 jest w nazwie, bo mamy taki rok.
— Ale może być też 2014.
— Kibice sobie malują twarze farbami do ściany.
— Wcale nie, bo te farby są specjalne!
— I nadają się tylko na buzię. Ja byłem kiedyś pomalowany i wiem.
— Bo to jest specjalna farba do ludzi.  

Kiedy najlepiej zacząć grać w piłkę?
— Wiosną.
— Gdy jest się małym.
— W niedzielę.
— Ja mam starszego kolegę Błażeja, która ma piłki do wszystkich sportów. I on mi pokazuje, jak się gra w nogę.
— A ja strzeliłem kilka bramek!
— Ja dwanaście... A właściwie nie pamiętam ile.
— Na boisko nie wolno się spóźniać.
— Bo piłkarz musi być zdyscyplinowany.
— Jak przedszkolak.

poniedziałek, 7 maja 2012

Przedszkolaki: Kulka w uszach i sześćset milionów

— Gdy człowiek staje się bogaty, od razu pięknieje — twierdzą pięciolatki z Przedszkola Miejskiego nr 6 w Olsztynie.  


Gdybym był bogaty...
— To bym kupił zabawkę!
— Ale ja nie jestem bogaty.
— A co to jest bogactwo?
— To jest takie coś, że ma się dużo pieniędzy.
— Można mieć też złoty zegarek.
— Albo ładną suknię ze złota.
— W ogóle w bogactwie ma się całe złoto.
— Można mieć też 100 zł.
— I koronę, złoty pierścionek z brylantem.
— Kulkę w uszach.
— Można mieć też dom z pieniędzy.
— Albo ubranie uszyte z pieniędzy.
— Albo dwieście tysięcy milionów.
— Nie ma takiej kwoty!
— To dwieście tysięcy sześćset milionów.
— Bogactwo to pieniądze.  

A co to są pieniądze?
— To takie małe kółeczka. W środku mają litery.
— Ale może to być też kwadratowa zielona kasa.
— Pieniądz jest kwadratowy i papierowy.
— Bo to pieniążek papierowy!
— A mama musi mi oddać 10 zł, bo zapłaciłem ze swoich oszczędności za basen. Bo chodzę i pływam! Miałem trzy sztuki dziesięciozłotowe.
— Mama ci wisi?
— A dziesięć złotych to też papierek.
— Napisana jest na nim jedynka i zero.
— I jest król, a znalazł się na pieniądzu, bo umarł.
— Bo to anioł!
— A ja mam dużo drobniaków — dużych i małych.
— A ja mam pieniądze z innych krajów.
— Boże, Boże, Boże!
— Że niby co?
— Że masz dużo pieniądzów!  

Co można kupić za pieniądze?
— Mleko.
— Bułkę.
— Chleb na tosty.
— Kubek.
— Gazetkę dla dziewczynki.
— Kangura.
— Plasterek szynki.
— Kapcie do przedszkola.
— A ja bym wszystko kupił!
— Wszystkie bułki!
— Zapałki.
— Dom ze złota!
— Można zapłacić pani w sklepie.
— Albo kupić syrop.
— Buraka.
— Pałac.
— Tysiąc lalek.
— Samochody latające!
— Samoloty strzelające pieniędzmi.

Po czym można poznać bogacza?
— Że jest piękny.
— Że ma piękne oczy.
— Ma ubranie całe z pieniędzy.
— I dom z pieniędzy.
— I samochód ze złotymi kołami.
— I ciężkie kieszenie.
— Ma skarbiec.
— Ma też wielką ogromną skrzynię bez dna!
— I jedno oko zaklejone. — Ale to oko jest złote.
— I piękne.
— Bo gdy człowiek staje się bogaty, od razu pięknieje.
— A my nie mamy pieniędzy.
— Ja mam! Nawet zagraniczne!
— Ty się nie liczysz.
— I nie jesteś piękny.
— Za pieniądze można dużo załatwić.
— W ogóle nie można żyć bez pieniędzy.
— Bo pieniądze są ważne.

niedziela, 22 stycznia 2012

Przedszkolaki: Słonie i hipopotamy dla dziadka

— Dziadek to drugi tata. Ma tylko bardziej więcej lat — opowiadają dzieciaki z Przedszkola Miejskiego nr 23 w Olsztynie.

Fot. Wojtek Benedyktowicz

Kto to jest dziadek?
— To tata rodziców tylko wcześniej urodzony.
— To człowiek wcześniejszej daty.
— Dziadek to drugi tata. Ma tylko bardziej więcej lat.
— To ten człowiek, który czasami opiekuje się dziećmi, gdy rodzice nie mają czasu.

Co jeszcze robi dziadek?
— Idzie do pracy rano, a wraca wieczorem.
— Pracuje w naprawie albo gdzieś indziej.
— Zastępuje rodziców w pracy, która jest opieką nad dzieckiem.
— Albo pracuje na polu. Karmi krowy i inne zwierzęta.
— Dziadek może też pracować na stacji kolejowej i kierować pociągami.
— Może też jeździć taksówką w kolorze chyba niebieskim.
— Mój dziadek wyjeżdża zagranicę — do Czech, Słowacji albo do Francji. Rozpakowuje i zapakowuje towar. Jeździ dużym samochodem.
— Mój dziadek ma 67 lat.
— A mój ma 63, a drugi 59 lat.
— Gdyby miał 500 lat, leżałby w grobie.
— Strasznie dawno temu musiałby się położyć.
— I już by nie było dziadka...

O czym rozmawiacie z dziadkami?
— O tym, czy się dobrze czuje. Czy wszystko u niego ok.
— Czy wszystko u niego najlepiej. A Dzień Babci i Dziadka jest po to, żeby mieli odpoczynek od nas.
— A ja pytam, czy za mną tęsknił.
— Ja gram w dziadkiem w karty, ale zawsze wygrywam.
— Ja w szachy i też prawie zawsze wygrywam.
— Ja też jestem lepszy w szachy, bo mój dziadek w ogóle nie umie w nie grać! Ja mam książkę!
— Czasem gramy sobie w warcaby...
— Ja w chińczyka albo w rajdy samochodowe. To takie gry planszowe.
— Ja gram w Piotrusia. Kto ma Piotrusia, ten przegrywa.
— A ja często z babcią bawię się w restaurację. Jestem kelnerem, a babcia na niby gotuje. Ale ostatnio gotowała naprawdę i wyszło z tego ciasteczko z pudrem cukrem.

Co można dać dziadkowi w prezencie?
— Ciasteczko albo coś innego. Kwiatek na przykład.
— Jakiś rysunek — na przykład własnoręczny portret dziadka.
— Można dać mu trochę swoich pieniążków, aby kupił sobie coś fajnego.
— Jakiś fajny prezent.
— Albo perfumy, żeby pachniał jak kwiatek.
— I do tego jeszcze coś — na przykład gilette.
— A mój tata pozwala mi się golić! I mam nawet swoją maszynkę, ale bez ostrza...
— Ja też mam i też się już golę!
— A mi się moje golarki gdzieś zapodziały i nie mogę się golić. Ale znajdę i się ogolę!
— Dziadkowi można namalować łączkę z różnymi motylami, ważkami i kwiatami.
— Można mu zrobić prezent niespodziankę.
— Albo kupić samochód i dom. Wszystko prawdziwe i duże!

A skąd na to wziąć pieniądze?
— Trzeba pracować i wypracować.
— A ile taki dom i samochód kosztuje? Trzeba chyba bardzo długo na to pracować. Od samego początku.
— Koszty są takie, ja wiem: 200 tysięcy złotych.
— No coś ty! Dom i samochód kosztują znacznie więcej! Nie znasz się!
— Trzeba mieć 500 tysięcy...
— Najlepiej milion!
— Na milion to się zapracujesz na śmierć.
— Lepiej mieć trylion. Wtedy się kupi fajny dom dziadkowi.
— O Boże...
— Najlepiej wygrać te pieniądze, a nie zarobić.
— Taka gra nazywa się lotto!
— Ale było powiedziane, że w lotto można wygrać 200 zł. Nie opłaca się.
— Można też wygrać dla dziadka wycieczkę do Afryki. Żeby zobaczył słonie, żyrafy i hipopotamy.
— Ja bym dał dziadkowi śnieg.
— Ten, co jest za oknem i leży na ulicy?
— Ten.
— A po co?
— Żeby sobie polepił.
— A sam nie może wziąć?
— Nie, bo nie może się schylać...

wtorek, 6 grudnia 2011

Przedszkolaki: Mikołaj jest specjalistą

— Ma czerwony pas i lubi święty spokój! — o świętym Mikołaju rozmawiam z dzieciakami z Przedszkola Miejskiego nr 15 w Olsztynie.


Do czego służy święty Mikołaj?
— Do przynoszenia prezentów!
— Służy do tego, aby dzieci nie były smutne i blade jak ściana.
— Jest po to, aby przynosić chłopcom samochody i motocykle.
— A co, jeśli ktoś urodzi się dziewczynką?
— Ja jestem dziewczynką i dostaje lale!
— Bo chłopcom mikołaj załatwia samochody i motocykle, a dziewczynkom lale. On ma to obmyślone.
— Bo mikołaj jest specjalistą!

Skąd bierze prezenty?
— Sam nie bierze, ma od tego ludzi.
— Nie ludzi, bo pomagają mu elfy. Ja to wiem.
— Ja też wiem o elfach! Widziałem je w telewizji!

A jak wyglądają elfy?
— Są zielone. To znaczy mają zielone stroje.
— Te stroje są wojskowe.
— Bo elfy wyglądają jak żołnierze. Idą wtedy do sklepu i kupują prezenty, które potem mikołaj wrzuca do wora.
— A ja widziałam inne elfy! Przebierają się za dzieci i wtedy idą do sklepu.
— Zgadza się, ja wszystko wiem o elfach, bo mam książkę, w której wszystko jest opisane.
— Krok po kroku?
— Mikołaj jeździ saniami. Do nich przyczepione są dwa renifery, które są jak lokomotywa.

W jaki sposób mikołaj przynosi prezenty?
— Wchodzi przez komin.
— A ja nie mam komina, bo mieszkam w bloku...
— Do mnie wchodzi przez okno. Zawsze 6 grudnia zostawiam otwarte. Ale nie wiem, jak on to robi.
— Ja wiem! Ląduje saniami na dachu, potem spuszcza do ciebie drabinkę jak z helikoptera i chodzi po parapetach. Jak znajduje twoje okno, wkrada się po cichu.
— Może też wejść przez drzwi albo przez dziurkę od klucza.
— Ale mikołaj jest przecież stary i gruby!
— Ma białą brodę i czerwoną czapkę. I jeszcze ma czerwony pas!

A dlaczego jest święty?
— Bo to jest bóg. Bóg się objawia, mikołaj też, więc musi być święty.
— A mnie bóg się nie objawił. Mikołaja też nigdy nie widziałam.
— U mnie wujek i tata są mikołajami.
— Mama mówi do taty zawsze: wcale taki święty nie jesteś...
— O, boże...
— Mikołaj nie jest bogiem, ale jest bardzo bogaty.
— Jak przynosi prezenty, więc musi mieć dużo pieniędzy. Bo samochody i motocykle kosztują.
— Mikołaj jest święty, bo przychodzi na święta.
— Ja też przyjeżdżam do babci na święta i co? Jestem święty? Nie jestem.
— Mikołaj jest święty, bo lubi święty spokój.
— Bo przychodzi 6 grudnia i zaczyna święta.
— 6 grudnia obchodzimy święto buta!
— Albo święto skarpety!
— Masz święte skarpety?
— Święto dzieci jest i już!
— A mi mówili, że są mikołajki... I komu teraz wierzyć?
— Ja napisałem list do świętego mikołaja. Włożę go do buta. Jak sobie przyjdzie, to sobie weźmie i przeczyta.
— Mikołaj nauczył się czytać w szkole, ale to było bardzo dawno temu.
— Listy powinno się wysyłać się pocztą!
— A ja myślę, że mikołaj ma bardzo dobry słuch. Listu nie napisałam, ale mówię, co chcę dostać. Zawsze się udawało, więc mikołaj musi mieć dobry słuch.
— On ma wąsy!
— W uszach wąsy?
— Nie, pod nosem. Jak mój dziadek.
— Bo mikołaj to też taki dziadek.

poniedziałek, 5 września 2011

Przedszkolaki: Antenki na zielonej łące

O ulubionych bajkowych bohaterach opowiadają dzieciaki z olsztyńskiego Przedszkola Miejskiego nr 29. Boki zrywać!

Fot. Wojtek Benedyktowicz

Co to jest bajka?
— To takie coś wymyślone tylko dla dzieci.
— Tak historia, która została stworzona na komputerze i włożone są w nią różne postaci.

A jakie znacie postacie z bajek?
— Osobiście znam kota w butach. To taki kot, co ma buty, kapelusz i nóż. Właściwie ma szablę.
— I ten kot mówi!
— A ja znam żółwie ninja! One walczą i ratują świat.
— Myszka Miki też jest bohaterem, ma spodenki i dwa białe kropki na nich.
— Czarne kropki ma! Nie znasz się!
— Ma czarne uszy i to jest pewne.
— Ja lubię Teletubisie. Mają na głowach antenki i mieszkają na zielonej łące.
— To są rogi, a nie antenki!
— A moją ulubioną postacią jest Roszpunka — taka malutka królewna.
— Ona wcale nie jest mała. Ona jest wielka! I ma długie włosy!
— Jej marzeniem jest zobaczyć latające lampiony.
— A ja lubię smerfy. To takie niebieskie ludki w spodenkach, białych kapeluszach i z ogonami.
— Smurfy nie mają ogonów!
— Mają, takie niebieskie jak one!
— A ja uwielbiam „Gwiezdne wojny”. To taka akcjowa bajka. Jest w niej dużo misji i walk. I są miecze różnego koloru.

A znacie Kaczora Donalda?
— To taki kaczor, który naprawdę nazywa się kaczor Duffy!
— On nie nosi majtek.
— I podróżuje wszędzie. Na przykład w Olsztynie.
— A na pustyni szuka skarbów.
— Ja chcę opowiedzieć o bajce Chip i Dale. Oni są wiewiórkami i przeżywają różne przygody. Na przykład muszą wejść pod ziemię i zrobić coś z myszami. Albo zdobywają ser wyjęty z tej ziemi.
— Fu! I zjedli go?
— Pożarli!
— Ja wolę Toma i Jerrego. To bardzo skomplikowana bajka o kocie i myszy. Kot poluje na mysz i tworzy różne wynalazki. Stworzył nawet myszowego robota, ale nie pomógł. Potem stworzył pistolet w kształcie myszy. Też nie pomógł. Jerry nie został zjedzony.
— Ja uwielbiam Barbie! Bo ma długie jasne włosy i różową suknię.
— Tak, Barbie jest piękna...

A chłopcy lubią Barbie?
— Nieeee!
— Barbie jest tylko dla dziewczyn.
— My, chłopcy, wolimy bajki dla mężczyzn.

środa, 13 lipca 2011

Przedszkolaki: Rozjechane dziecko po całym dniu


— Dziecko zmęczone jest ledwe i leżące jak placek — o swojej codzienności opowiadają dzieciaki z olsztyńskiego Przedszkola Miejskiego nr 12.

Fot. Wojtek Benedyktowicz

Jak dziecko zaczyna dzień?
— Wstajemy, przeciągamy się i szeroko ziewamy.
— Ja czytam książkę.
— Z samego rana?
— A ja jem śniadanie.

Co lubicie jeść najbardziej?
— Chrupki!
— Każdy ma jakieś ulubione jedzenie.
— Ja jem jajko w majonezie.
— A ja jajecznicę.
— Ja truskawki z bitą śmietaną i to z samego rana!
— Ja makaron.
— A ja tosty albo naleśniki.
— A ja płatki kukurydziane. To są takie chrupki, które wyglądają jak małe chmurki.

Co robicie po jedzeniu?
— Myjemy zęby.
— Szorujemy pastą, szczotką i kubkiem.
— Ty kubkiem szorujesz?
— Nakłada się pastę na szczoteczkę z tubki i fiu!
— Tak jak wodę się leje do kubka, tak z tubki wylewa się pastę na szczoteczkę.
— A potem gramy na komputerze.

W piżamie czy na golasa?
— Ja się ubieram!
— A ja zostaję w piżamie.
— A ja idę do przedszkola, bo tam sprawdzana jest obecność.
— Ja bawię się lalkami, bo mam ich kilka albo rysuję książkę.
— Ja idę do kolegi!
— Na dwór też można wyjść, na plac zabaw albo do przedszkola.
— Tam jemy obiad.

Co najczęściej jecie?
— Hamburgery i frytki.
— Koniecznie z kurczakiem i sałatką.
— Ale hamburgery są niezdrowe!
— Dlatego ja jem owoce, jabłuszko i marchewkę.
— A ja kluski z sosem.
— A ja pieczeń rzymską z buraczkami.
— A po obiedzie idziemy na zajęcia dodatkowe.

A co to są zajęcia dodatkowe?
— To są takie zajęcia, gdzie się ćwiczy.
— Ćwiczymy angielski, tańce, logopedę, rytmikę i korektę.

I pewnie wracacie zmęczeni do domu... Jak wygląda zmęczone dziecko?
— Jest całe spocone i ledwe.
— Jest śpiące i pić mu się chce.
— I znowu by jadł.
— Wszystko go boli — tak właśnie czuje.
— Płakać mu się chce z tego zmęczenia.
— Ja się chyba wypiszę z tej korekty...
— A ja w takim razie z tańców...
— Dziecko zmęczone jest leżące.
— Leżące jak placek.
— Rozkłada materiały i się na nich kładzie. I śpi jak mu się chce spać.
— Albo śpi na cioci.
— Zmęczone dziecko jest rozjechane.
— A jak wypocznie, idzie na kolację.
— Znowu?
— Ja jem jajko w majonezie!

A co robicie po kolacji?
— Różne rzeczy.
— Ja myję zęby.
— A ja jem ser żółty na kolację. A potem serek wiejski.
— Ja rzodkiewkę i kanapkę z wędliną.
— Ja piję wodę.
— A ja „kakało”!
— Ja idę się myć żelem „aktybakteryjnym”.
— Żeby nie śmierdzieć.
— Bo dziecko po całym dniu wydziela różne zapachy.
— A ja idę spać.

Co wam się śni?
— Mi się śni kosmos.
— A mi Barbie, która chodzi po plaży i pływa.
— W moim śnie występują króliki.
— A w moim biegające konie!
— A ja mam zawsze straszny sen. Śni się dużo złych rzeczy i baba jaga.
— Mi też śnią się potwory!

Jak wyglądają potwory?
— Są zielone, czarne i mają trzy oczy.
— Mają aż czterdzieści pięć zębów!
— Potwór jest wielki i ma skrzydło!
— No, jest ogromniasty! I krzyczy do ucha!
— Na twarzy ma oczy!
— A ty gdzie masz oczy?
— O tu.
— A to nie jest twarz?
— Potwór ma krzywe nogi.
— Ma pięć dziurek w nosie.
— I pięćset zębów!
— A nie, bo ma jeden!
— Pięćset! Ja wiem, bo był u mnie we śnie!
— U mnie był z jednym zębem... Ale za to ząb był duży i czarny!
— A mi się śni film, w którym była głowa niemowlaka.

A co myślicie, gdy się obudzicie po takim strasznym śnie?
— Myślimy, że to był bardzo straszny sen.
— Albo że na szczęście to był tylko sen.
— Albo że kolejny dzień przed nami.
— I znowu wszystko to samo.
— I jajko w majonezie na śniadanie!

niedziela, 24 kwietnia 2011

Przedszkolaki: Na święta rośnie brzuch

— Jajko się maluje, żeby zajączkowi i kurczaczkowi było weselej. Kolorowe jajko jest piękne — twierdzą przedszkolaki z olsztyńskiej „trzynastki”. I mają rację!


Co to jest jajko?
— To taki znak życia.
— To taka owalna kulka.
— Służy do jedzenia. Jak kiedyś ludzie byli biedni i głodowali, gotowali sobie jajka, które uratowały im życie.
— Dlatego to znak życia.
— A strusie jajka są ogromne!
— Są okrągłe inaczej.

Do czego służy jajko?
— Do święcenia w kościele.
— Mały Jezus się nimi bawił i żeby było mu weselej, ludzie malowali je na różne kolory.
— Dlatego jajko służy do malowania.
— Jajko zamienia się wtedy w pisankę.
— Można włożyć je do barwnika spożywczego, a potem wydrapać przeróżne znaki i figurki.
— Albo można zamoczyć je w wosku i potem też wyskrobać różne rzeczy.
— Jajko się maluje, żeby zajączkowi było weselej.
— I kurczaczkowi też. Kolorowe jajko jest piękne.

Jak smakuje jajko?
— Smakuje żółtkiem.
— A jak mi się jajko przegotuje i zrobi się w środku twarde, smakuje jak śmietana. Żółtko trochę ma inny smak, ale ogólnie jest jak śmietana.
— A mi białkiem smakuje cały czas.
— A mi smakuje w ogóle.
— Jajko głodującym ludziom kiedyś życie uratowało!
— Nieważne, jaki miało smak. Ratowało i już!
— Jak się je jajko, trzeba uważać, bo żółtko może wylecieć.
— Jest taka zabawa podczas Wielkanocy, że się bijemy jajkami i wtedy jedno jajko może się zbić i żółtko z niego wyskoczy.
— Żeby nie wyskoczyło, jajko trzeba tak bardzo, bardzo, bardzo mocno ugotować.

Skąd się wzięło jajko?
— Zniosła je kura.
— Z tego jajka wykluła się kolejna kura i tak w kółko się robi, że kurze wychodzi jajko. Każdej kurze!

Skoro każda kura znosi jajko, więc skąd się wzięło pierwsze jajko?
— No właśnie, skąd?
— Pan Bóg je stworzył. Pomyślał, że jajko jest potrzebne na świecie.
— I kura jest potrzebna, żeby potem w kółko powtarzało się to jajko.
— A może ktoś zasadził je w ziemi i potem wyrosło?
— Kosmici je zrzucili.
— Że niby z kosmosu spadło? Przecież żółtko by wyskoczyło podczas upadku.
— No, z takiej wysokości na sto procent by wyskoczyło...
— Na pewno żaden człowiek jajka nie stworzył.
— Stworzył je Bóg, aby ludzie nie głodowali i ratowali sobie życie.
— Stworzył, żeby było na Wielkanoc.

A dlaczego jajka są tak ważne podczas Wielkanocy?
— Bo wiosną budzi się nowe życie. Z jajka właśnie też się budzi.
— Wszystko wiosną się zaczyna.
— Bo Jezus wstał z trumny.
— Jak się zaczyna wiosna, z ziemi wychodzą przebiśniegi.
— Wtedy jest przedwiośnie jak wychodzą!
— Owady się budzą do życia — na przykład pająki i inne różne zwierzęta. Niedźwiedzie się budzą, bobry i bazie wyrastają.
— Pączki na drzewach rosną!

A czy te pączki są takie same, jak te w cukierni?
— Nie, bo od tych z cukierni rośnie brzuch!
— A jak połknąłbym pestkę, to w brzuchu wyrośnie mi kwiat?
— A mi zawsze w święta rośnie brzuch!
— A mi kwiat na stole.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Przedszkolaki: Złoty ząb na walentynki

— Na randkę najlepiej iść z królem albo z królewiczem z bajki — uważają dzieciaki z Przedszkola Miejskiego nr 19 w Olsztynie. Z maluchami rozmawiam na temat miłości i... wartości uczucia.


Miłość kojarzy się z uczuciem i troską o drugą osobę. No, może tak kojarzy się dorosłym, a już na pewno zakochanym. Dzieciaki mają na ten temat inne zdanie. Aż zdębiałam, gdy usłyszałam, że najlepiej na randkę iść z królewiczem z bajki. A jeszcze lepiej, gdyby dał ukochanej jakiś drogocenny prezent. Może porozmawiajmy z naszymi dziećmi na temat uczuć. One też są ważne. Może nawet ważniejsze niż pieniądze...

Co to jest miłość?
— To jest takie coś, że się kogoś kocha.
— I takie coś, że się idzie na ślub.
— I takie coś, że jak dziewczynka kocha chłopaka, to musi mu o tym powiedzieć, bo chłopak musi takie rzeczy wiedzieć.
— Jak się kocha, to się całuje.

A co to jest pocałunek?
— To jest takie coś, co zbliża ludzi do siebie.
— To taka metoda usta-usta.
— Że jedne usta muszą dotknąć inne usta.
— A ja się jeszcze z nikim nie całowałam...
— A ja już byłem całowany! I zakochałem się wtedy w mojej mamie.
— Bo ludzie przez całowanie wyrażają swoją miłość.

Dlaczego ludzie się kochają?
— Bo tak.
— Bo mogą być ze sobą i mogą trzymać się za ręce.
— Mogą też się zaręczyć, jeśli chcą. A jak nie chcą, mogą kochać się bez ślubu.
— Po to się kochają, aby świętować w walentynki.

A co to są walentynki?
— To taki dzień, że można dać kwiatek.
— Czerwoną różę. Albo czerwone serduszko!
— Albo kartkę z napisem, że się kocha.
— Albo czekoladki.
— Ale przecież z kartki nie zrobi się czekoladek!
— A ja mam chłopaka!
— A ja mam dużo chłopaków i w każdym jestem zakochana.
— A mnie jeden rzucił. Miał osiemnaście lat i wyjechał do Niemiec.
— Mnie nikt jeszcze nie rzucił!
— A ja mam Filipa i Bartka.
— Nie, to ja mam Filipa!
— A właśnie, że ja!
— To straszne rozrabiaki!

Jak trzeba się ubrać na randkę?
— Trzeba włożyć błyszczącą sukienkę na ramiączka. I piękne buty na obcasie. A na szyi powinno wisieć wielkie serce z napisem „I love you”.
— To po polsku znaczy „kocham cię”.
— Chłopak powinien włożyć czarne buty, białe spodnie i czarną marynarkę. Do tego powinien mieć krawat i koronę na głowie. Najlepiej żeby był królem albo królewiczem z bajki.
— I powinien dać dziewczynie prezent.

Jaki?
— Może dać jej kwiaty i sukienki.
— A ja bym chciała tysiąc sukienek.
— I dużo złota! Mogłabym je sprzedać za milion.
— Miałabyś wtedy chłopaka i milion.
— Milionera!
— Ja bym była milionerką!
— A ja bym chciała karetę z koniami.
— A ja złoty zamek.
— Albo bym sobie zażyczyła złoty pierścionek.
— A ja złoty ząb!

A co dziewczyna może dać chłopakowi?
— Bluzeczkę z supermanem.
— Może być z dużym dekoltem.
— Ja bym dała mu złote buty albo srebrne.
— Ja złoty ząb.
— A ja bym dała chłopakowi buziaka.

środa, 1 grudnia 2010

Przedszkolaki: Guz jak wieżowiec

— Krosty się porobią, zachorują oskrzela, kaszel i katar. Wszystko może w człowieku zachorować — dzieciaki wiedzą najlepiej. Z maluchami z Przedszkola Miejskiego nr 20 w Olsztynie rozmawiam o zabawie... i jej skutkach.


Gdzie można się zabawić?
— Można się wyszaleć w parku. Jak są liście opadnięte z drzew albo jak śnieg spada z nieba.
— Można biegać i spotkać kolegę.
— Albo można się ślizgać, gdy się zrobi ze śniegu ślizgawka. I tak się jedzie na butach — wziuuu!
— A nie lepiej iść na basen? Tam można pływać.
— Albo można iść do takiego miejsca zabawy, gdzie jest basen z kulkami.
— Taki z kolorowymi piłkami. Można w nich skakać.
— I prawie pływać!
— Ale lepiej tam nie nurkować, bo ktoś nas może nadepnąć.
— Może z przodu nadejść i nadepnąć.
— I będzie guz.
— Taki guz może wyrosnąć jak wieżowiec.
— A ja bym poszła na plażę.
— Za zimno na plażę!
— Ja bym poszła. Nawet jak bym zmarzła. Nie boję się zmarznięcia.

A co zrobić, aby nie było zimno?
— Ubrać się ciepło. W taką specjalną kurtkę, czapkę i szalik.
— I takie spodnie śmieszne. Czasem one mają szelki, a czasem nie mają.
— I trzeba włożyć takie rajstopy na nogi!
— I ocieplane buty.
— Takie buty mają takie specjalne ciepło w środku, żeby noga się nie zaziębiła.
— Takie sweterki są w środku.
— Albo misie.
— A ja mam na szafie misie!
— A ja mam kapcie, które na palcach mają świnki.
— A moje kapcie na palcach mają misie.

W co można bawić się zimą?
— Można robić kulki. I rzucać nimi.
— A jak się zrobi wielką kulkę, potem mniejszą i najmniejszą, wyjdzie z tego bałwan. Ale te kulki trzeba ze sobą połączyć, na czubek głowy położyć garnek, w nos wetknąć marchewkę, a na oczy wziąć węgielki.
— I na guziki!
— Można też iść na stok i jeździć na łyżwach.
— Albo uprawiać skoki narciarskie.
— Sanki też wchodzą w grę...

A w co najlepiej bawicie się z rodzicami?
— Na wsi się bawimy. Można jeździć na sianie.
— Albo można budować domek!
— A ja bawię się w głuchy telefon. Mówi się jeden wyraz do ucha, a wychodzi z innego ucha inny wyraz. Przekręcony.
— Można bawić się w rysowanie i w ubieranie lalek.
— Albo można bawić się w pajączka. To taka gra, że trzeba się zatrzymać w nieruchomej figurze. Nie można się ruszać, ale można oddychać.
— Albo można iść do planetarium.
— Tam jest takie okrągłe coś i się wyświetla z takiej maszyny.
— Z takiego karabinu maszynowego.
— Wyświetlają się filmy o kosmosie.
— O, ja bym chciała polecieć na kosmos!
— Tam są prawdziwe planety i trzeba wziąć dużo szczepionek. Bo jak się ogląda prawdziwe planety można zachorować. Krosty się porobią, zachorują oskrzela, kaszel i katar. Wszystko może w człowieku zachorować.
— Jak się weźmie szczepionki, będzie można przez rakietę patrzeć na planety i gwiazdy.
— A jak się jest w planetarium, na tym okrągłym pojawia się mały miś.
— Wcale nie, bo ten miś jest wielki!
— Ale nie za wielki, bo musi zmieścić się w planetarium.
— Miś musi być w sam raz.
— W sam raz do zabawy.

piątek, 30 lipca 2010

Przedszkolaki: Siatkarz spalony od słońca

O siatkówce plażowej opowiadają dzieciaki z Przedszkola Miejskiego nr 15 w Olsztynie.


Dzieciaki zawsze wiedzą najlepiej i mają dużo do powiedzenia. Uwielbiam ich kąt widzenia. Ostry kąt.

Co to jest siatka?
— To takie coś, czym można łapać motyle.
— Albo ryby! Taka siatka do ryb też jest!
— Jest też siatka, którą stwarzają pająki.
— Eee, to pajęczyna.
— Siatka to takie małe krateczki.
— To takie coś, że na górze jest są linie proste, a niżej są takie jak pudełko. Nie potrafię tego nazwać, bo to jest za bardzo trudne dla dzieci.
— Są też siatki na ukos.
— Siatki służą też do przecedzania.
— I siatkami można łapać jeszcze małe zwierzątka.
— Siatką można ogrodzić drzewko.
— Albo złapać złodzieja. Można wejść na drzewo i być cicho. Ale trzeba pamiętać, aby wejść na drzewo z siatką. I jak złodziej będzie przechodził, trzeba tę siatkę zrzucić na niego. I złodziej będzie złapany.
— Można też grać przez siatkę.

A co to jest siatkówka?
— To taka gra, co się odbija.
— Po niej się odbija?
— Nie, że się beka, ale piłkę się odbija. Głupi jesteś...
— Taka siatka wisi na środku i przez nią piłka przelatuje.
— To taka lina, do której są przytwierdzone kwadraciki. Jak piłka przeleci przez siatkę, a przeciwnik jej nie złapie, jest gol.
— A ja kiedyś oglądałem siatkówkę! I właśnie tak się dzieje, że są gole.
— W siatkówce można rzucać piłką i piłka wtedy grzmoci.
— A czy ktoś oglądał ostatni finał?
— Ja oglądałem! Finał finałowy!
— To takie coś, że się kończy najważniejszy mecz. Taki główny.
— To końcówka czegoś wielkiego.
— I piłkarze siatkowi piłkują piłkę, aby wpadła do takiej siatki.
— To koszykówka jest, a nie siatkówka!
— A piłka jest okrągła.
— Wszystkie piłki są okrągłe!
— A nie prawda, bo są też piłki owale.
— I są piłki jajowe. Piłka wtedy jest jak jajko, ale się nie zbija jej skorupka. To takie inne, mocne jajko.

A co to jest siatkówka plażowa?
— To taka, co gra się ją na plaży.
— Na piasku. Na bosaka.
— Ale siatkarze mają spodenki i koszulki.
— Albo majtki.
— Albo kąpielówki, bo blisko jest woda i mogą tak podskoczyć do piłki, że wylądują w wodzie.
— I grają cztery albo dwie osoby. To zależy od rodzaju siatkówki. Bo jest wieloosobowa albo małoosobowa.
— A jak zawodnicy przeginają, dostają kartki. Są żółte albo czerwone kartki. Takie za karę.
— Bo jak ktoś specjalnie rzuci źle piłkę, to się dzieje, że fiu fiu!
— Źle się dzieje.
— Jak piłkarz z całej mocy swojej rzuci piłką i ucieknie, to jest też fiu fiu.
— A jak inny piłkarz będzie stał z boku i tę piłkę złapie?
— Ale może nie stać. Jak nie będzie stał, piłka uderzy tego pierwszego.
— Piłkarz może stać też z innej strony. I wtedy się rzuci na tę piłkę, bo będzie chciał rzucić gola i też będzie miał kartkę.
— Albo będzie spalony.

Co to jest spalony?
— To jest takie coś, że robi się po ogniu. Jest ogień, wypala się i wtedy robi się spalony.
— Jak piłkarz gra na plaży i świeci słońce, też będzie po meczu spalony. Od słońca.
— Spalony tak naprawdę to jest coś złego na boisku.
— Gdy piłką się strzela w bok. Bok wtedy bok boli i jest spalony.
— A czasem to się tylko gra dla przyjemności.
— A czasem dla medali i wszyscy są zainteresowani.

wtorek, 1 czerwca 2010

Do czego służy dziecko?

O Dniu Dziecka, zarabianiu pieniędzy na zabawki i kieszonkowym rozmawiam z dzieciakami z Przedszkola nr 23 w Olsztynie. 


Co to jest Dzień Dziecka?
— To jest takie święto międzynarodowe dla dzieci.
— Obchodzi się je na całym świecie, czyli we wszystkich krajach.
— Wtedy dostaje się prezenty. To znaczy dzieci dostają, a inni dają.
— Dostają zabawki!
— I jest festyn!
— Ostatnio siedzieliśmy na kocu w kratę i mieliśmy piknik.
— Jedliśmy kiełbasy.
— Sok piliśmy.
— A ja siedziałam w domu i dostawałam różne zabawki.
— A ja chciałabym pojechać na duży plac zabaw.
— Ja bym chciała pojechać do Egiptu, bo tam są piramidy. Zobaczyłabym też wielbłądy.
— A ja jeszcze raz bym pojechała do Egiptu, bo już byłam i widziałam piramidy. Wielbłądy też bym chciała jeszcze raz zobaczyć, bo już też widziałam.
— A ja bym chciała odwiedzić ciocię, bo ciocia dałaby mi zabawkę.
— A ja bym chciał dostać świetlisty miecz!
— A ja chętnie pojechałabym do Tunezji.
— A ja bym chciała zjeść loda i pójść do kina. Mama obiecała, że tak zrobimy.
— A ja bym chciał dostać pięć samochodów.
— A ja mam przy sobie jednego resoraka.

Do czego służy dziecko?
— Do przytulania.
— Do dawania zabawek.
— Do wspierania dorosłych, gdy mają złe humory, bo są zdenerwowani.
— Dziecko służy do pomagania w sprzątaniu.
— I żeby rodzice mogli cieszyć się, że je mają.
— Dziecko służy do grania w gry.
— Do grania w piłkę!
— Albo do zabawy w chowanego.

A gdzie można się schować?
— Pod zjeżdżalnią.
— A ja ostatnio się schowałam w krzakach.
— A ja pod łóżkiem, a potem w szafie.
— O, ja też byłem w szafie!
— Ale w tej samej? Nie widziałem cię.
— Bo się schowałem.
— A ja się schowałam w wersalce.
— Gdy się jest w wersalce, można marzyć.
— A ja schowałem się w brodziku.
— A ja zawsze chowam się w kotłowni.
— A ja pod pościelą.

Do czego służą rodzice?
— Do przytulania.
— Do pocieszania.
— Do gotowania jajka.
— Do gaszenia światła wieczorem, gdy dziecko już śpi i samo zgasić nie może.
— Do budzenia rano. Ale to nie jest dobre, bo rano się śpi, a nie wstaje. Ja nie wiem, że rodzice potrafią wstawać.
— Służą do wstawania.
— I do wychowywania.

A jak rodzice wychowują dzieci?
— Karmią.
— Dają picie.
— Uczą chodzić i trzymają za rękę.
— Dają lekarstwa, gdy dziecko niedomaga.
— Uczą jeździć dziecko na rowerze. Trzymają taki kij wystający z rowera, a potem go puszczają i dziecko samo jedzie. I może się przewrócić, ale rodzić jest do łapania dziecka.
— Robią jedzenie dziecku. I czasem kupują słodycze.
— Kupują różne rzeczy w sklepie. Ubrania na przykład albo zabawki na Dzień Dziecka.
— Buty też kupują i wiążą sznurówki.
— Rodzice zarabiają pieniądze, żeby dzieciom kupować zabawki.

A w jaki sposób zarabiają pieniądze?
— Moja mama zarabia pieniądze w taki sposób, że panowie jeżdżą samochodami i wożą różne rzeczy. A potem pieniądze przychodzą do mamy i taty. Z tych samochodów.
— Mój tata zarabia w banku.
— A moja mama jest prawnikiem i pracuje tak, że siedzi cały czas przy biurku. I chyba tak zarabia pieniądze. Przy tym biurku robi różne rzeczy. Bo nie siedzi tylko.
— A moja mama tak pracuje, że pomaga osobom niepełnosprawnym.
— A mój tata z zawodu jest kierownikiem.
— A ja dostaję kieszonkowe.

A co można kupić z kieszonkowego?
— Dużo rzeczy, ale właściwie tylko słodycze.
— A ja zbieram na tornister, bo jeszcze nie mam tornistra, a chcę mieć.
— A ja chcę mieć piórnik i też zbieram. Może dostanę go na Dzień Dziecka i będę zbierała na inne rzeczy.
— A ja bym sobie kupiła loda.
— A ja książkę.
— Ja walkie-talkie i bym rozmawiała z bratem.
— A ja taki breloczek do telefonu. Żeby zwisał i był ładny.
— A ja taką grę, że oni się ścigają na palmach.
— Widziałem taką reklamę! Ale beznadziejna była.
— A ja bym kupiła lalkę.

A może kupiłybyście coś innym dzieciom w prezencie?
— Innym dzieciom? Nigdy!
— Ja bym innym dzieciom nie kupił.
— Za swoje kieszonkowe?
— Nie stać nas.
— A ja bym kupiła. A co to!
— Ja też bym kupiła.
— A ja Filipowi! Żeby coś miał.
— A ja Marysi bym kupiła lalkę.
— A ja coś dla brata bym kupiła.
— A ja psu. Kółko albo piłkę, żeby się bawił. Bo pies to też dziecko.
— A ja bym kupiła sobie zabawkę z okazji Dnia Dziecka.

środa, 25 listopada 2009

Przedszkolaki: Berek z Marsjankami


25 listopada obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia, więc o misowych przygodach i snach rozmawiamy z sześciolatkami z Przedszkola Miejskiego nr 15 w Olsztynie.


Co to jest miś?
— To taka pluszowa zabawka, która służy do przytulania.
— To przytulanka i sama nazwa już głosi, że służy do przytulania.
— Można się bawić misiem.
— A miś ma różne kolory.

Jakie?
— Misie są zazwyczaj brązowe, ale niekoniecznie.
— Biały może być i szary.
— Czerwony też może być! Ja mam czerwonego.
— To jest zakrwawiony miś.
— Ja mam białego misia i to jest miś polarny.
— A ja z brązowym misiem śpię.
— A ja śpię z krecikiem.
— A ja z zającem, pieskiem i krecikiem też.

Co śni się misiom?
— Mojemu misiu się śniło, że wpadł do ognia.
— A mojemu się śniło, że siostra namaściła go olejem i wypuściła w krzaki.
— A mojemu śniło się, że był w telewizji i ktoś chciał go sprzedać.
— A mojemu śniło się, że kot go wziął. No i jak ten kot go wziął, to odgryzł mu potem ucho.
— A mój miś we śnie czytał książkę o morzu i marynarzu.
— A mój śnił, że na klatce ktoś go gonił i tak go gonił, że spadł aż z łóżka.
— A mój leciał w kosmos i zobaczył potwory, co miały trzy oka.
— A mój jechał motorówką i tam byli bandyci, ale inny miś rzucił mu koło ratunkowe i wtedy właściciel miśka się obudził.
— A na mojego misia pędziła rakieta i tak gnała, że miś myślał, że go walnie. Ale nie walnęła, bo przeleciała mu koło ucha. Potem w głowie mu szumiało.
— A mój miś poleciał na Marsa i widział pięćdziesiąt Marsjanek! Bawili się w chowanego i w berka. A potem miś spadł z księżyca na pupę.
— I miał siniaka?
— Nie wiem, nie zaglądałem mu tam...
— A mój leciał z naleśnikami i polewą czekoladową.
— A mój był w wojsku i tam koty go rozszarpały.
— To nie było marszu orła białego?
— Nie, miś wszedł na bombowiec i strzelał marchewkami.
— A mój miś zmienił sobie we śnie imię, ale nie pamiętam, czy mi się podobało.

Jakie imiona mają wasze misie?
— Orzeszek, bo ma kolor orzeszka.
— Mój Bąbelek się nazywa, bo ma bąbelki zwisające na sznureczku.
— A mój jest Plamką, bo ma dużo łat.
— A mój nazywa się Małpka, bo jest małpką.

Jakie przygody przeżyliście ze swoimi misiami?
— O, dużo było tych przygód! Mój miś spadł z łóżka i tak się poturbował, że aż się rozwalił.
— A moja siostra poszła do łazienki i ogoliła misia golarką. I miał gołe spodnie i bluzeczkę.
— A ja kiedyś bawiłem się z misiem w football i kopałem inne misie. Trafiłem w swoje lego i klocki mi się zepsuły. A to były moje najlepsze klocki.
— A ja spałem z misiem, a jak się obudziłem, miś był pod łóżkiem. W nocy łóżko musiało się przechylić i miś zleciał.
— A ja szłem i poślizgnąłem się na kostce lodu, a potem kot włączył kran i wlała się woda do wanny. No i miś wypadł mi z ręki w wannę i w wodę. Siostra musiała suszyć misia suszarką.
— Ja mam misia pandę. Jak byłem mały, siostra oderwała mu nos. Okazało się, że w środku były kulki styropianowe.
— A ja mam misia Zieloną Matyldę!
— A ja misia przytulę, bo jest mięciutki.



Przeczytaj:
25 listopada - Dzień Pluszowego Misia

wtorek, 10 listopada 2009

Przedszkolaki: Podawać słowa do ucha

Do czego służy poczta głosowa? Do głosowania! Tę tajemną wiedzę ujawniają dzieciaki z Przedszkola nr 19 w Olsztynie. O telefonach nie wie nikt tak dużo jak one!


Rzadko rozmawiam z przedszkolakami, bo to w redakcji działka kolegi Szymona. Ale czasem zdarzają się zastępstwa. Na prośbę czytelniczki mojego bloga (wow!) zamieszczam krótką rozmowę z maluchami.

Co to jest telefon?
— To jest takie coś, co służy do telefonowania.
— Przez telefon się dzwoni do kogoś.
— Jak się daleko dzwoni, to właśnie trzeba mieć telefon.
— Jak blisko to też można mieć, ale nie trzeba.
— To coś, co ma słuchawkę.
— I guziczki ma!
— Telefon robi też zdjęcia. Znad można albo z góry można coś zrobić. I wysłać przyciskiem palca.
— A ja wiem, jak wygląda telefon! Jest prostokątem.
— I ma brązowy kolor.
— Czerwony też może być.
— Albo zielony i niebieski.
— A pani wie, że telefonem dzwonimy do przyjaciół? Oni mają telefon i my mamy. Z jednej i z drugiej strony musi być telefon.
— Koledzy ze sobą rozmawiają.
— Ja mam kolegę z Francji!
— A ja przyjacioła z ulicy! Ale nie pamiętam nazwy tej ulicy.

O czym rozmawia się przez telefon?
— O tym, żeby przyjść.
— Dzwonię do kolegi i pytam, czy do mnie przyjdzie.
— Albo czy mama szybko będzie w domu.
— Albo do cioci się dzwoni.
— Albo pyta się o zdrowie.
— Albo o to, czy ktoś jest chory.
— A ja dzwoniłem wczoraj do brata!
— Ja do dziadka!
— Oj, a do kota nikt nie zadzwonił.

Co to jest pomyłka?
— Jak ktoś do kogoś dzwoni i się pomyli.
— Jak ktoś wykręca dobry numer, ale wykręci zły.
— Jak ktoś dzwoni do kogoś i naciśnie zły guzik.
— Ale zna dobry guzik, ale naciśnie zły!
— Może być też w pomyłce poczta głosowa.

A co to jest poczta głosowa?

— Że jest sygnał, a nie człowiek.
— Poczta głosowa służy do głosowania listów głosowych.
— Dzieje się to wtedy, gdy ktoś zadzwoni i się dodzwoni do poczty głosowej.
— I wtedy słychać: piiiip!
— To taki specjalny sygnał.
— I tylko poczta głosowa taki ma.
— Żaden człowiek inny go nie ma. Tylko poczta głosowa!
— I po tym piiipie trzeba gadać.
— A potem odebrać.
— Wysłuchać!

A co to jest głuchy telefon?
— Taki telefon jest wtedy, gdy mówi się dookoła.
— Cicho jakieś słowa.
— Podawać te słowa trzeba do innego ucha.
— To jest wtedy, gdy ja podawam słowa do Mateusza, a Mateusz do Gabriela, a Gabriel Adrianowi. I to już koniec.
— Na końcu osoba mówi głośno.
— I to nie jest ta osoba, która słowa podawała.
— I to słowo jest inne, bo przekręcone.
— Bo dzieci mogą inaczej to słowo usłyszeć.
— Było jabłko, a jest gruszka.
— Bo ktoś nie usłyszy, że jabłko.
— Od Szymka wysłuchałem serek, a to było inne słowo.
— To było słowo kapuśniak!

Przeczytaj:
Przedszkolaki: Ptaki śpiewają, a gołębie nie
Przedszkolaki: Mój tata barmankę wyrwał!

niedziela, 8 listopada 2009

Przedszkolaki: Mój tata barmankę wyrwał!

Dzieci wiedzą lepiej! Tak, uczmy się od dzieci na każdym kroku. W domu, na ulicy, w piaskownicy, a przede wszystkim w przedszkolu. Słuchajmy, co mówią… a słuch mają genialny. W disco polo są ekspertami!


Ten wywiad jest wypożyczony od redakcyjnego kolegi Szymona Liszewskiego, który co tydzień gawędzi z przedszkolakami. Nie mogłam się powstrzymać i dlatego go cytuję. Boki zrywać! Tak, tak, tak — warto przeczytać, co dzieciaki z Przedszkola nr 13 w Olsztynie mają do powiedzenia. Ja Amerykę odkryłam.

Co to jest piosenka?
— Taka rzecz, co można sobie śpiewać.
— Co na przykład można sobie włączyć i śpiewać, i tańczyć.
— A jak chce się tańczyć, to jeszcze można takie coś kupić, że są kolorowe płytki i się zapalają, i się można nauczyć.
— Muzyka to jest takie coś, że nie można jej zobaczyć ani dotknąć.
— Piosenka może rano obudzić.
— Piosenka to taki układ słów, który z muzyką razem się mówi, ale takim głosem jak nutki.

A co to jest disco polo?
— To jest impreza!
— Taki chłopczyk z Anglii jest, to kolega mojej koleżanki. I on lubi słuchać disco polo.
— I jeszcze taka koleżanka moja puszczała i siedziałyśmy i słuchałyśmy.
— Do disco polo można tańczyć i śpiewać.

Jakie znacie piosenki disco polo?
— (śpiewają) Żono moja, serce moje! Nie ma takich, jak my dwoje! Bo ja kochaaaam oczy twoje, do szaleństwa, do wieczora, jeeeee!!!
— Jesteś szalona, mówię ci, zawsze nią byłaś, skończ już wreszcie śnić. Nie jesteś aniołem, mówię ci, jesteś szalona!
— Jak anioła głos, usłyszałem ją. Powiedziała: patrz — tak, to on. Na rozstaju dróg, stoi dobry Bóg, on wskaże ci...
— Nie daj się! Ludzie niech swoje myślą! Nie daj się, z diabłem do piekła wyślą. Nie daj się, warto być zawsze...
— Biorę cię w aucie, farcie!
— ...każdy tu wie, że jestem królem tańca. Na fliperach mam wszystkie rekordy...
— Kanikuły, kanikuły, na uciobu ni pajdu!

No to sobie pośpiewaliśmy... I co? Słuchajcie, to są mądre piosenki?

— Tak. Są fajne i śmieszne.
— Brzydkie!
— Ja też znam taką brzydką.
— Z brzydkimi słowami.
— Ja uważam, że są niemądre, bo są brzydkie.
— Fajne są, ale „będę brał cię w aucie” to takie trochę głupie jest.
— Albo jak słowa się powtarzają.

To po co takie głupie piosenki śpiewać?
— Fajne są przynajmniej.
— Zatańczyć se można.

Co to jest biesiada?
— Kot z fiflakami?
— Idzie się do kibelka i tańczy w kibelku?
— Leży się na kanapie?
— Na scenie się tańczy?
— Biesiada to chyba takie miasto...

A wesele?
— To ktoś, kto ma ożenek i bierze wino i stuka do tyłu.
— Idzie się do kościoła, a potem do domu takiego. I tam jest jedzenie, się tańczy i śpiewa.
— Się pije.
— I buzi, buzi, buzi...
— Całuje się i pije piwo.
— Można się fajnie pobawić i potańczyć.
— Pije się whisky, szampana.
— Z dzieckiem i dwoma dzieckami można się bawić tak, że się robi węża i się wychodzi na podwórko. I się lata wszędzie. I w ogóle jest fajnie. Mój tata barmankę wyrwał!
— Śpiewa się „Sto lat”.
— I „Gorzka wódka”.
— Ja byłem na takim weselu.

A disco polo było?

— Wszystko było!

Przeczytaj:
Przedszkolaki: Ptaki śpiewają, a gołębie nie
Szczerość dziecka potrafi zabić

czwartek, 1 października 2009

Dzieci są boskie. A na lotnisku... diabelnie pocieszne!

— Jak dorosnę, zostanę pilotem — mówili chłopcy. A ja pilotką — dodawały dziewczynki. Olsztyńskie przedszkolaki oszalały na punkcie samolotów. Wystarczyła im jedna wizyta na lotnisku, by zakochać się w powietrzu.


Jak ja zazdroszczę maluchom odkrywania świata! Jak zazdroszczę dotykania, podglądania i zadawania pytań! Po prostu siąść i płakać nad swoim wiekiem — kiedy się wiele wie, a niektóre rzeczy są już tak pospolite, że się ich nie zauważa. A przedszkolak wszystko dojrzy i wszystkim się zachwyci. No, prawie wszystkim.

Lotnisko to dla niektórych nowość. Samoloty — fantastyczne kolosy, które potrafią wnieść człowieka między chmury.

Spadochron? Piękne kolory, a czasza prawie jak balon:
— Że też ci skoczkowie tak krążą po niebie...

Wizyta w Aeroklubie Warmińsko-Mazurskim była dla dzieciaków wielką przygodą. Ba — wzniosła je ponad poziomy!


środa, 12 sierpnia 2009

Przedszkolaki: Ptaki śpiewają, a gołębie nie

Uwaga na gołębie! Jest ich pełno — chodzą, dziobią, gruchają i... Niektórzy je dokarmiają, inni klną na lewo i prawo. Jak sobie radzić z gołębiami? Dzieciaki z olsztyńskiego Przedszkola Miejskiego nr 6 wiedzą najlepiej.


Co to jest gołąb?
— To jest taki specjalny ptak.
— Taki, co leci.
— I jest biały albo szary.
— Albo brązowy jest!
— I ma coś takiego zielonego albo czerwonego na szyi.
— Że taką szyję ma?
— Zieloną albo czerwoną.
— Widziałam tę szyję, jak szłam z tatą do taty pracy.
— Gołąb to duży ptak. Większy od wróbelka.
— Ja widziałam gołębia z takimi odstającymi włosami. Szłam z mamą do sklepu, by kupić farbę do włosów dla cioci. I wtedy tam był taki gołąb, co włosy mu stały.
— Ja też widziałem z takimi włosami! Ale nie pamiętam jak wyglądał.

Gdzie mieszkają gołębie?
— W parku.
— Na chodniku.
— Na parapecie.
— Na starówce przy fontannie.
— Na ulicy.
— A na ulicy są rozdeptane gołębie. Widziałem!
— A ja widziałam wróble rozdeptane.
— A ja widziałem chorego gołębia i chciałem go ratować, ale mama mi nie pozwoliła.
— Bo ten gołąb był zbity.
— A kto go tak zbił na kwaśne jabłko?
— Wrona.
— Gołębie mieszkają na niebie.
— Na drzewie też mają domki.
— Gniazdka nie domki. Ty się nie znasz!

A co robią gołębie?
— Latają sobie z drzewa na drzewo.
— Ptaszki śpiewają, a gołębie chyba nie.
— One gruchają.
— Gruchu! Gruchu! O tak gruchają.
— Grochu, grochu dajcie! To mówią.
— Ale one jedzą ziarno, chleb i rogale.
— Bo one mają takie upodobania. A moja koleżanka je trawę! Sama widziałam. Jak wyszliśmy na dwór, jadła trawę.
— Trawę?
— I papier też zjadła.
— Nie zjadłam!
— Zjadłaś!
— Gołębie jak nie latają, śpią.
— A jak nie śpią, karmią swoje małe.

A czy gołębie robią coś przykrego?
— Robią kupy.
— Kupa kiedyś spadła mi na rękę. I byłam zła.
— Te kupy są białe i czarne.
— Białe są!
— A ja kiedyś widziałam, jak wróbelek zrobił kupę.
— Ale my rozmawiamy o gołębiach, a nie wróbelkach.
— U mojej babci jest dużo kup gołębich. Lecą gołębie i kupy lecą. Wokół domu można znaleźć.
— Ja też widziałam bardzo dużo kup.
— A gdzie?
— Przy fontannie na starówce.
— A ja widziałem na parapecie.
— Moja babcia wyrzuca chleb na parapet i gołębie przylatują.
— Ale gołębie małe kupki robią.
— Koniom większe wychodzą.
— A krowom wychodzą placki.
— A ja widziałam jak ptak zrobił kupę na szybę samochodu. Ale nie wiem, czy był to gołąb. Nie rozpoznałam.

Macie jakiś pomysł, by gołębie tyle nie brudziły?
— Trzeba wysłać je do Afryki.
— Albo na pustynię.
— Albo do koni.
— Do Afryki gołąb będzie leciał 50 milionów lat. Nie wiem, czy da radę dolecieć. Zmęczy się.
— Ale niektóre ptaki latają do ciepłych krajów. Niech wezmą ze sobą gołębie.
— Jak gołębie polecą, to komu będziemy rzucać okruchy?
— Ale kup nie będzie. Polecą i będzie czysto.
— A nie można tych kup posprzątać?


Przeczytaj:
Gołębi koszmar z ulicy Dworcowej