Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prowokacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prowokacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 grudnia 2009

W pracy nie jest cacy, czyli kto ukradł napis z Oświęcimia?

Przyszli, ukradli i poszli niezauważeni. Napis „Arbeit macht frei” zniknął z bramy muzeum Auschwitz-Birkenau. Czuję, że to złodziejska prowokacja — dziś co druga firma kojarzy się z obozem zagłady. Prawa pracowników giną w oczach.


Jakim cudem napis „Arbeit macht frei” zniknął z oświęcimskiej bramy? Przecież to nie bułka, którą można schować do kieszeni i wyjść cichaczem ze sklepu.

Dzisiejszego ranka nie potrzebowałam kawy, gdy radio powiedziało mi, że brama obozu koncentracyjnego została ogołocona. Aż za głowę się złapałam, bo Auschwitz-Birkenau jest monitorowane. Muzeum zatrudnia też czterech nocnych stróżów. Spali? Pracowali? Hm, pewnie od obowiązków się uwolnili. Tak, pewnie spali snem kamiennym, bo takiego żelastwa, jakie ukradziono, nie da się od tak zdemontować. Żeby skraść pięciometrową tablicę, złodzieje odkręcili ją tylko z jednej strony. Śruby z drugiej trzymały się zbyt mocno, więc je upiłowali. Pilnikiem? Cichaczem?

Po co złodziejom symboliczny napis? A może to prowokacja? Na złom z tym nie pójdą, na choince nie zawieszą. A może chcieli udowodnić, że obozy pracy to nie przeszłość, a teraźniejszość? Czuję, że jakiś szef dostanie ten napis w prezencie. Pracownicy zapakują go w czerwony papier, przykleją kokardkę, podpiszą „dla kochanego pracodawcy” i wręczą podczas firmowej wigilii. I będzie to strzał w dziesiątkę — trochę ironiczny, trochę symboliczny, trochę wredny — fakt. Ale jakiego sobie pracownika wychowasz, takiego masz. Może miły jest w rozmowie z tobą, drogi szefie, może udaje, że w pracy jest cacy, ale swoje myśli. A wiadomo nie od dziś, że nerwy puszczają.

Czasy mamy takie, że nie pracujemy, ale zapierdalamy. Używam tego słowa celowo — wczoraj, 17 grudnia, obchodziliśmy Dzień Bez Przekleństw, więc dzisiaj już śmiało można mówić prosto w oczy. Wszystkie chwyty dozwolone — jakie życie, takie słownictwo.

Praca czyni wolnym? Tak, przed północą, kiedy dobijasz do domu i po omacku nastawiasz budzik, żeby nie zaspać do roboty. Ale wolności nawet w snach nie doświadczysz, bo szef — jak nigdy — zmienia się w koszmar. Przywdziewa mundur SS-mana i wydaje polecenia w iście niemieckim stylu. Ma pejczyk, buty po kolana i binokl na zajadle wściekłym oku. Aż pot cię zalewa, przewracasz się z boku na bok, zaciskasz wargi, zwijasz w kłębek... No niech wreszcie ten koszmar się skończy! Aż tu raptem dzwoni budzik. Jaka ulga — ARBET MACHT FREI!

Ale, na Boga! Pomimo wszystko, kochani złodzieje, nie pochwalam waszego pomysłu. To chwyt poniżej pasa. Dupki z was, a nie bohaterowie!

PS. Napis nad bramą "Arbeit macht frei" jest jednym z symboli obozu. Wykonali go więźniowie z komanda ślusarzy pod kierownictwem Jana Liwacza (numer obozowy 1010). Świadomie odwrócili literę B — jako zakamuflowany przejaw nieposłuszeństwa.

Przeczytaj też:
Napis „Arbeit macht frei” za 20 tysięcy
"Barbarzyństwo, skandal, przekroczono wszelkie granice"
Najmroczniejsza strona człowieczeństwa

niedziela, 13 września 2009

Faja dla małolata

Papierosów niepełnoletnim nie sprzedajemy. Doprawdy? Sprzedawcy patrzą na pieniądze, a nie wiek klientów. Biznes to biznes. A zdrowie i przepisy prawa?


Nasz klient, nasz pan? Sprawdzam w Olsztynie, że to powiedzenie ma się świetnie do kupna papierosów przez nastolatków. Wyruszamy w miasto, by kupić papierosy. Towarzyszy mi Kasia*, uczennica II klasy liceum i jej przyjaciel. Dziewczyna nie ma jeszcze dowodu. Zaczynamy na starówce — wchodzimy do małego sklepiku. Zaczyna się jazda!
— Poproszę papierosy — Kasia mówi pewnym głosem.
Sprzedawczyni podaje, prosi o zapłatę. Wkraczam do akcji.
— Pani tak bez dowodu? Skąd pani wie, czy ta dziewczyna ma 18 lat? — pytam z grubej rury.
— Ma. Przecież widać — sprzedawczyni idzie w zaparte.
— Widać? Tak pani ocenia wiek? Na wygląd?
— Mi się wydaje, że ma. I dowód też pewnie ma. A w ogóle to osoby niepełnoletnie nie mogą kupować tylko alkoholu. Papierosy możemy im sprzedawać.
— Możecie?
— Oczywiście. Takie jest prawo.
Wychodzimy z paczką papierosów. Punkt dla nas!

Metoda na kolegę.
W spożywczaku Kasia prosi o kolejną paczkę. Sprzedawczyni wykłada papierosy na ladę i wybija na kasie cenę. Czeka na zapłatę. Znów wkraczam do akcji.
— A czy ty masz osiemnaście lat? — udaję zatroskaną przypadkową klientkę.
— Masz osiemnastkę? — dopytuje sprzedawczyni.
— Nie...
— I chciała jej pani sprzedać papierosy? — dopytuję tym razem ja.
— My tak zaskakujemy znienacka. Najpierw naliczymy, a potem pytamy o dowód.
Ekspedientka ma refleks, błyskawicznie się tłumaczy. Już chcemy odejść, ale sklepowa trzyma rękę na pulsie. Papierosy nabite, a nie kupione!
— A ty masz dowód? — zachęca do kupna towarzysza Kasi.
— Mam, ale ja nie palę — kwituje chłopak.
Znów punkt dla nas. Gdybym się nie odzywała, Kasia miałaby drugą paczkę w kieszeni.

W kiosku łatwiej.
Podchodzimy do kiosku. Tym razem trzymam język za zębami. Kasia zamawia, płaci i odchodzi z paczką papierosów. Kioskarz pyta tylko o drobne. Kolejny punkt dla nas! Podchodzimy do kolejnego kiosku. Tu zaczynają się schody — Kasia musi pokazać dowód. Jest? Nie ma. Chyli głowę i odchodzi. Bez papierosów. Brawo dla kioskarza! Ale dalej nie jest już tak kolorowo. Znów interweniuję.
— Czy ta dziewczyna ma 18 lat? — zwracam się do kioskarki, która raptem prosi o dowód. — Dlaczego pani chciała sprzedać tej dziewczynie papierosy?
— Nie pomyślałam...
Punkt dla nas, Kasia włożyłaby do swojej torebki już czwartą paczkę. A chodzimy po mieście zaledwie kilkanaście minut!

Pochwała za uwagę.
Nęci nas reklama tanich papierosów, które oferuje warzywniak. Podchodzimy, Kasia kupuje. Nie ma problemu, sprzedawczyni nie żąda dowodu.
— Ale ja widzę na przy okienku pani kiosku napis: „STOP. Nie sprzedajemy wyrobów tytoniowych niepełnoletnim”. Wydaje mi się, że dziewczyna, która teraz kupuje, nie ma 18 lat. Dlaczego ma pani taki napis na szybce?
— Nie spojrzałam...
— Nie spojrzała pani?
— Ale dobrze, dobrze, dobrze — cieszy się sprzedawczyni, że ktoś zwrócił jej uwagę. — Bardzo dobrze, że pani się odezwała!
Mam nadzieję, że następnym razem ta pani spojrzy — jeśli nie na dowód, to przynajmniej w oczy młodemu klientowi. Punkt dla nas?

Jestem wredna.
Im większy sklep, tym trudniej. Kasjerki są przeszkolone, czy w ryzach trzyma je monitoring?
— Poproszę papierosy.
— A dowód jest?
— Nie ma.
— Ale jestem wredna — słyszymy. Punkt dla sklepu.
W kolejnym jest podobnie. Przepustką do świata nikotyny może być tylko dowód. Nie ma zmiłuj.
Naszą zabawę w podchody kończymy zwycięsko. Gdyby Kasia tylko chciała, mogłaby napalić się po uszy. Ale na szczęście nie pali...
Sklepikarze powinni trzymać się na baczności. W przyszłym tygodniu już nie my, ale policjanci wyruszą na przeszpiegi. Rusza bowiem Akcja Odpowiedzialnej Sprzedaży STOP 18! Wtedy konsekwencje będą poważniejsze. Za sprzedaż tytoniu nieletnim grozi 500 złotowy mandat lub wymierzona przez sąd grzywna — nawet do 5000 złotych. A ile kosztuje zdrowie dzieciaków?

* imię zostało zmienione :)

Jak bawiliśmy się w kupowanie fajek? Prawie wszystko uwieczniliśmy:

wtorek, 25 sierpnia 2009

Prowokacja w Olsztynie: Cejrowski znów nie wziął od gejów

Terapia przeciw homofobii? Takie skierowanie chcieli w Olsztynie wręczyć Wojtkowi Cejrowskiemu geje i młodzi działacze lewicy. Podróżnik zaproszenia nie przyjął, na co homoseksualiści: Będziemy "prześladować" Cejrowskiego aż do skutku!


Oko za oko? Ząb za ząb? Fakt, Wojtek Cejrowski przegina ze swoimi poglądami. Nieraz dał popalić homoseksualistom — nie tylko w Poznaniu, gdy powiedział, że od „pedziów nie bierze, to może być zahivione”. Nie dziwię się więc, że nerwy puszczają. Ale czy przypadkiem w Olsztynie homoseksualiści się nie zagalopowali?

Cejrowski przyjechał do Olsztyna na Paradę Bosych Stóp. Byłam, widziałam, bawiłam się świetnie. Ktoś rozsypał pinezki na ulicy, ale przeszło, minęło. Dopiero dobę po zabawie na redakcyjne skrzynki przyszedł mail od Damiana Chodorka:

Przy okazji wizyty Wojciecha Cejrowskiego w Olsztynie, która miała miejsce 22 sierpnia, działacze Grupy Inicjatywnej Kampanii Przeciw Homofobii Olsztyn, Młodych Socjalistów oraz Polskiej Partii Socjalistycznej próbowali wręczyć podróżnikowi książkę na temat zabezpieczania się przez zarażeniem wirusem HIV oraz skierowanie na leczenie z homofobii. W odpowiedzi usłyszeli: Nie! Grzech sodomski. Mogę się za Was pomodlić, o to żebyście się tego grzechu wyleczyli (...) zła nie tolerujemy!

Wizyta Cejrowskiego odbywała się przy okazji "Parady bosych stóp" i promocji książek, których podpisywanie rozpoczęło się po południu na olsztyńskiej starówce. Właśnie wtedy próbowano wręczyć prezenty od lokalnych środowisk działających na rzecz praw mniejszości seksualnych. Była to reakcja przede wszystkim na stwierdzenie, które padło w Poznaniu: Od pedziów nie biorę. Nie wezmę. Brzydzę się was. To może być zahivione. Inicjatorom akcji nie udało porozmawiać się dłużej, ponieważ ochrona uniemożliwiła dalszą dyskusję. Myśleliśmy, że skoro festiwal jest dla wszystkich, co powinno mieć miejsce w demokratycznym państwie, to także geje i lesbijki mogą swobodnie porozmawiać z gościem uświadamiając mu, że głosi nieprawdziwe informacje na temat dróg zarażenia się wirusem HIV.

Żadnej awantury nie widziałam. Ba — pytałam nawet znajomych, którzy kręcili się przy Cejrowskim. Każdy wzruszał ramionami — geje dali mu popalić? A kiedy?

O sprawie — bazując tylko na mailu od Chodorka — napisała "Gazeta Wyborcza". Chwilę po publikacji pojawiły się pierwsze komentarze. Internauta zapytał: a widział to ktoś? Na co inny dopowiedział: do Cejrowskiego podeszli ludzie, którzy przedstawili się jako geje i lesbijki. Wręczyli mu prezent, ale ochroniarze podróżnika zareagowali. Trwało to może z pół minuty. Cejrowski prezentu nie przyjął.

A miał przyjąć?

Komentarze pod tekstem zostały zablokowane. Domyślam się, że toczyły się ostre boje — internauci nie znają granic i uwielbiają dolewać oliwy do ognia. Ale czasem bywa za gorąco. A czasem nawet dmucha się, by wzniecić ogień.

Gdyby nie mail od Chodorka, sprawa przeszłaby niezauważona. Gdyby nie Poznań, półminutowego incydentu w ogóle by nie było. Nie wypowiedziałby się Robert Biedroń, że Cejrowski to kolejny trudny przypadek. Że działacze KPH będą "prześladować" go aż do skutku, dopóki nie wyleczy się ze swojej homofobii i nietolerancji, albo nie wyjedzie do Ekwadoru, gdzie zostanie natychmiast aresztowany. Bo to kraj, w którym obowiązują surowe przepisy antydyskryminacyjne.

Ale stało się. Na ile jest to jednak nadmuchana wiadomość? Fakt, z zupki z proszku można ugotować niezłe danie. Poza mailem Chodorka innych dowodów brak. Przede wszystkim brak wypowiedzi Cejrowskiego. Myślę, że ukryta kamera zrobiłaby większą furorę niż jednostronna relacja.


A może odwrócić nieco fakty? Co by się stało, gdyby Cejrowski wyprzedził Chodorka i jako pierwszy wysyłał mail do mediów? Może czytalibyśmy wtedy:

Czepiają się mnie, szukają sensacji! Wiem, język mam niewyparzony, ale jeśli pederaści (tak Cejrowski nazywa homoseksualistów) wciąż mnie atakują, więc jak mam się do nich przekonać? Krytykowałem ich raz, drugi, trzeci. Może i przegiąłem pałę, ale… może miałem rację? Skoro oni ciągle skaczą do mnie, burzą się na każde słowo na ich temat… Czy od takich ludzi powinienem przyjmować prezenty? Gdybym przyjął książkę i skierowanie do lekarza, też byłaby sensacja. Że jestem perfidny i jaja sobie z nich robię. Że jestem niepoważny, że zdania własnego nie mam, że nie jestem asertywny. A ja, Wojciech Cejrowski, jestem asertywny. Lubić, nie lubię. Ale o skandale się nie proszę. To pederaści się proszą! Tysiące ludzi się ze mną sfotografowało, tysiącom ludzi dałem autografy — nikt się nie awanturował. Może to byli Żydzi, złodzieje, alkoholicy, narkomani, leworęczni, wegetarianie. Nie chwalili się. Brałem mazak i podpisywałem. Pozowałem do zdjęć, ale nie pozowałem na awanturnika.

Panie Wojtku, ja panu powiem — lubię pana, cenię, ale nie popieram pańskich przekonań. Jest pan katolikiem, więc powinien pan wyznawać, że każdy jest równy. Wiem, że lubi pan krytykować i języka za zębami utrzymać nie potrafi. Ba — nie dba o to! I sam pan sobie piwa nawarzył, że co i raz homoseksualiści nie wytrzymują. Że reagują, że się skarżą i w końcu krytykują — wet za wet. Że podpalają pana jak petardę i czekają, kiedy wybuchnie. A kiedy nie wybucha — walą jak w dym do mediów. A te już popalić potrafią. Sam się pan prosi swoimi komentarzami.

Panie Damianie, rozumiem, że Polak ma waleczną naturę. Wojował z Krzyżakami, zaborcami, hitlerowcami, a teraz wojuje z brakiem tolerancji. I racja, trzeba walczyć z homofobią — podpisuje się pod tym obiema rękami! Tylko dziwię się — czy trzeba robić to w tak kowbojski sposób? Wiele osób ma żal do homoseksualistów, że wojują wybijając się przed szeregi. Parady, transparenty… w końcu maile do mediów. A może lepiej byłoby napisać: podeszliśmy, wymierzyliśmy lufę w stronę tego homofoba Cejrowskiego, ten już przyjął waleczne barwy, ale goryle uniemożliwili nam konfrontację. Czujemy niedosyt, nawet żal czujemy, że nie udało nam się utrzeć nosa temu panu w kwiecistej koszuli. Dlatego wysyłamy mail do szanownych redakcji z prośbą o napisanie, że Cejrowski znów nas obraził. Chcieliśmy dać mu kontrowersyjny prezent, ale facet nie ma poczucia humoru. Bo ma złe poglądy.

Po czyjej stoję stronie? Po niczyjej. Powiem jedynie — nie skaczmy sobie do gardeł. Szkoda życia.


SONDA
Po czyjej jesteś stronie?

Cejrowskiego
Homoseksualistów
Nie mam zdania


Przeczytaj:
Parada Bosych Stóp z Cejrowskim