Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ścieżki rowerowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ścieżki rowerowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lipca 2009

Kolorowa ścieżka rowerowa

Kolor czerwony w całej Europie służy do znakowania ścieżek rowerowych. Olsztyn idzie w zaparte i stawia na pomieszanie z poplątaniem. Miesza kolory i miesza w głowach.

Rower ma to coś. Wiem to ja i wiedział już to Ludwik Sempoliński. – Ten pęd, ten pęd upaja mnie – śpiewał mknąc na bicyklu z prędkością 20 km na godzinę. Przyprawiał damy o zawrót głowy. Olsztyn też przyprawia o zawrót głowy, ale rowerzystów.

Kładzie raz czerwone ścieżki rowerowe, a raz szare. Trafne! Konsekwentne! Niezłomnie! Wytrwale! I jakże logiczne!

Zdjęcie zrobione na ul. Sielskiej:


Zdjęcie zrobione na ul. Obrońców Tobruku:


Takich mieszanych miejsc w Olsztynie jest znacznie więcej.

Prawo w Polsce nie stawia wymogu budowania czerwonych i tylko czerwonych ścieżek rowerowych. Jednak Europa wybrała – czerwony świetnie pasuje do dwóch kółek. To kolor „aktywny”, więc dla rowerzystów idealny.

Dziwię się też, że miasta – nie tylko Olsztyn – budują ścieżki z kostki brukowej. Ta ma wielką wadę – wielu pieszych (drogi rowerowe zwykle sąsiadują z chodnikami) traktuje ją nieumyślnie jak chodnik. Nie lepiej byłoby zamiast kostki położyć asfalt?

Po pierwsze – zmniejszyłoby się ryzyko kolizji rowerzystów z pieszymi. Czarny asfalt jednoznacznie kojarzy się z drogą dla pojazdów, a nie chodnikiem.

Po drugie – po asfalcie wygodniej się jedzie.

Po trzecie – z kolorem nikt nie miałby problemu.

Ale o upodobania i kolory nie należy się spierać. Bo jeszcze ratusz odpowie: nie ma ścieżek – źle. Są ścieżki – źle. Więc o co chodzi? Czepiam się? Konsekwentnie!

Przeczytaj:
Olsztyn: bitwa na rowerowe ścieżki-śnieżki

czwartek, 18 czerwca 2009

Olsztyn: bitwa na rowerowe ścieżki-śnieżki

Za koncepcję budowy ścieżek rowerowych w Olsztynie zabrały się dwie mądre głowy, a nie jedna. Pieniądze — też podwójne — trafią do dwóch kieszeni. A wszystko po to, by wygodnie jeździć na dwóch kółkach.


Zaczęła się walka na ścieżki rowerowe. Do boju stanęli drogowcy i wydział środowiska. Którzy lepsi?

W Olsztynie wygodnie rowerem nie pojeździsz, bo ścieżek rowerowych nie ma tu za wiele. Co prawda przybywają, ale miasto wciąż stoi w tyle za innymi. Trzeba to zmienić!

Ścieżka rowerowa – efekt dobrego poczucia humoru budowniczych oraz projektantów. Zachęca rowerzystów do korzystania z jezdni.
Dzięki ciągłemu zainteresowaniu władz samorządowych, ścieżki rowerowe są urozmaicane znakami drogowymi, koszami na śmieci, słupami oraz wysokimi krawężnikami, aby, broń Boże, żaden rowerzysta nie zasnął podczas jazdy.
(Nonsensopedia: ścieżka rowerowa)

Drogowcy wzięli się do roboty i opracowanie koncepcji budowy ścieżek rowerowych zlecili specjalistom z warszawskiego Zielonego Mazowsza za — bagatela — 180 tys. zł. Chłopaki pokażą, gdzie powinny powstać ścieżki rowerowe, parkingi i wypożyczalnie rowerów. Opracowanie ma być gotowe do jesieni.

Ale co dwie głowy, to nie jedna! Swoją koncepcję zaczęli przygotowywać też inni urzędnicy z ratusza. Rusza właśnie przetarg na koncepcję ścieżek rowerowych. Czy ja już gdzieś tego nie słyszałam? Ale wydział środowiska chce dać olsztyniakom szlaki rekreacyjne. Za ile? Za 300 tys. zł!

— To trasy, które mają głównie służyć do wypoczynku, rekreacji i które pozwolą mieszkańcom i turystom poznać przyrodnicze walory Olsztyna — przekonuje Barbara Olszewska, dyrektor wydziału. — Trasy, które proponuje wydział środowiska, są uzupełnieniem naszych tras — dodaje Paweł Jaszczuk, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg.

I tu jest pies pogrzebany, bo ścieżki się pokrywają.

— Bo tak naprawdę nie ma ścisłego rozgraniczenia między ścieżką rowerową pełniącą rolę rekreacyjną a nierekreacyjną — tłumaczy Aleksander Buczyński z Zielonego Mazowsza. — Mieszkańcy, którzy w tygodniu dojeżdżają do pracy, tą samą trasą pojadą też nad jezioro.
(Rowerowy dubel ratuszowych urzędników)

Uwielbiam olsztyńskie absurdy! Gdzie baba nie może, tam urzędnika pośle. I tym sposobem za każdym rogiem czai się chłopiec-ratuszowiec i dba tylko o swoje podwórko. Zasady gry są jasne. O dialogu z przeciwnikiem nie ma mowy. Bo i po co? Nos zza swojego winkla trzeba wystawić, krok zrobić — a nuż wdepnie się w ścieżkę rowerową... Nie daj Boże! Zrobić z siebie bałwana i przegrać w walce na ścieżki-śnieżki?

Olsztyn za ścieżki rowerowe zapłaci więc podwójnie. Żal mi tych pieniędzy, które można byłoby wydać z głową — stojaki rowerowe kupić, wypożyczalnie rowerów wyposażyć (i powołać do życia!), foldery z trasami rowerowymi wydać... Zrobić z Olsztyna rowerową stolicę Polski. A dlaczego nie?

Urzędników bez głowy niestety mi nie żal.

A kto wygra tę bitwę na ścieżki-śnieżki?

Wiem, kto przegra. Rowerzysta.


SONDA
Kto wygra bitwę na ścieżki-śnieżki?

drogowcy
wydział środowiska


Zobacz:
Szlaki rowerowe okolic Olsztyna

piątek, 20 marca 2009

Olsztyn będzie jak Amsterdam

Fachowcy z Krakowa zajęli się promocją Olsztyna i spartaczyli robotę. Teraz warszawiacy mają wytyczyć w Olsztynie ścieżki rowerowe. Dlaczego olsztyniacy nie mogą decydować sami o swoim?


Olsztyn ma tylko 22 km ścieżek rowerowych – większość z nich zbudowano bez wyraźnego zamysłu. Przykład? Okolice kościoła świętego Józefa, przejście przy poczcie – ścieżka mierzy może 7 metrów. I jak tu rozpędzić się na rowerze? Oczywiście ową ścieżkę przecina wspominane przejście dla pieszych, więc nie ma sensu nawet na rower wsiadać, bo przecież dzieci, babcie, psy. Nie daj Boże kogoś potrącić!

Inny przykład - przystanki autobusowe stojące na ścieżkach m.in. przy ul. Niepodległości i Bałtyckiej. Tam jadący cyklista również może staranować pasażerów czekających na autobus. I czyja to będzie wina? Rowerzysty? Klienta MPK? Źle ustawionej wiaty? Może Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Olsztynie? A może firmy, która ścieżkę wykonała?

Teraz ma być lepiej. MZDiM ogłosił przetarg na wykonanie dokumentacji dotyczącej budowy układy dróg rowerowych na terenie miasta. Wygrała stołeczna firma, która pewnie nie ma zielonego pojęcia o tym, jak jeździ się po Olsztynie. Mam wrażenie, że miasto popełnia kolejny błąd. Pierwszym niefartem było zatrudnienie krakusów, by sporządzili strategię promocji Olsztyna. I wymyślili – m.in. święto serów i latawców. Co to ma wspólnego ze stolicą Warmii i Mazur? Już lepiej wypadłoby święto opony.

O pomysły na promocję Olsztyna trzeba było zapytać olsztyniaków, Warmiaków, Mazurów... Swoich trzeba było zapytać! Czy naprawdę w okolicy nie ma pomysłowych ludzi? Czy naprawdę trzeba zatrudniać tych, którzy albo o Olsztynie słyszeli w telewizji, albo byli tu przejazdem w drodze na Mazury? Olsztyniacy mają przecież głowy pełne pomysłów. Wystarczy zapytać, posłuchać. Swoje miasto znają przecież od podszewki. A tak - cudze chwalicie, swego nie znacie.

Krakusy wystawili rachunek – 180 tysięcy złotych – i niczym nie zaskoczyli. Nawet hasło - jakie według nich jest piorunujące – nikogo na kolana nie powala. Czy naprawdę „przestrzeń radości” zaskakuje?

Owszem, ale w negatywny sposób. Jako mieszkaniec czuję się upokorzony takim traktowaniem. Radość jest pojęciem na tyle enigmatycznym i uniwersalnym, że nie niesie w sobie żadnej tożsamości i nie kreuje nowych trendów. Festiwal serów, latawców i święto wiosny, czyli wymyślone przez agencję wydarzenia, dzięki którym o Olsztynie ma być głośno, to pomysły żałosne i nic niewnoszące. Strategia nie bierze zupełnie pod uwagę tego, co my, mieszkańcy, chcemy. (…) Ja bym szukał punktów wyjścia na trzech płaszczyznach: Olsztyn jako miasto uniwersyteckie, miasto ogród-park oraz miasto kultury. Trzeba pokazać, że Olsztyn to miasto z charakterem, istniejące w porozumieniu z przyrodą, która przenika się z architekturą i kulturą.
(Kazimierz Brakoniecki: Promocja miasta bez tożsamości)

Teraz „przestrzeń radości” ma zapełnić się ścieżkami rowerowymi. Mirek Arczak, olsztyński cyklista, tak kiedyś ocenił pomysły urzędników:

Boję się, by cała praca nie sprowadziła się do namalowania farbą na krzywym chodniku znaku informującego, że tu jest ścieżka rowerowa. Dlatego przed przystąpieniem do opracowania koncepcji najpierw należy określić, czego dokładnie chcemy. A tego na pewno nie zrobi się w zaciszu gabinetów, tylko współpracując z użytkownikami takich tras.

A jak będą pracować warszawiacy? Czy uwzględnią potrzeby samych zainteresowanych? Skoro Olsztyn nie ma zaufania do swoich, może więc oni okażą się mądrzejsi? Na razie wiadomo, że będą opierać się na holenderskim podręczniku projektowania infrastruktury rowerowej "Sign up for the bike". Czyżby chcieli zrobić z Olsztyna Amsterdam?

Amsterdamczycy jeżdżą rowerami wszędzie – do pracy, na zakupy, do pubów itp. Nie w smak to kierowcom, bo to rowerzyści mają większe przywileje niż oni. A gdy dojdzie do kolizji - według obowiązujących przepisów - winą zawsze obarcza się właściciela czterech kółek. Czy w Olsztynie będzie to możliwe?