Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2011

Przedszkolaki: Na święta rośnie brzuch

— Jajko się maluje, żeby zajączkowi i kurczaczkowi było weselej. Kolorowe jajko jest piękne — twierdzą przedszkolaki z olsztyńskiej „trzynastki”. I mają rację!


Co to jest jajko?
— To taki znak życia.
— To taka owalna kulka.
— Służy do jedzenia. Jak kiedyś ludzie byli biedni i głodowali, gotowali sobie jajka, które uratowały im życie.
— Dlatego to znak życia.
— A strusie jajka są ogromne!
— Są okrągłe inaczej.

Do czego służy jajko?
— Do święcenia w kościele.
— Mały Jezus się nimi bawił i żeby było mu weselej, ludzie malowali je na różne kolory.
— Dlatego jajko służy do malowania.
— Jajko zamienia się wtedy w pisankę.
— Można włożyć je do barwnika spożywczego, a potem wydrapać przeróżne znaki i figurki.
— Albo można zamoczyć je w wosku i potem też wyskrobać różne rzeczy.
— Jajko się maluje, żeby zajączkowi było weselej.
— I kurczaczkowi też. Kolorowe jajko jest piękne.

Jak smakuje jajko?
— Smakuje żółtkiem.
— A jak mi się jajko przegotuje i zrobi się w środku twarde, smakuje jak śmietana. Żółtko trochę ma inny smak, ale ogólnie jest jak śmietana.
— A mi białkiem smakuje cały czas.
— A mi smakuje w ogóle.
— Jajko głodującym ludziom kiedyś życie uratowało!
— Nieważne, jaki miało smak. Ratowało i już!
— Jak się je jajko, trzeba uważać, bo żółtko może wylecieć.
— Jest taka zabawa podczas Wielkanocy, że się bijemy jajkami i wtedy jedno jajko może się zbić i żółtko z niego wyskoczy.
— Żeby nie wyskoczyło, jajko trzeba tak bardzo, bardzo, bardzo mocno ugotować.

Skąd się wzięło jajko?
— Zniosła je kura.
— Z tego jajka wykluła się kolejna kura i tak w kółko się robi, że kurze wychodzi jajko. Każdej kurze!

Skoro każda kura znosi jajko, więc skąd się wzięło pierwsze jajko?
— No właśnie, skąd?
— Pan Bóg je stworzył. Pomyślał, że jajko jest potrzebne na świecie.
— I kura jest potrzebna, żeby potem w kółko powtarzało się to jajko.
— A może ktoś zasadził je w ziemi i potem wyrosło?
— Kosmici je zrzucili.
— Że niby z kosmosu spadło? Przecież żółtko by wyskoczyło podczas upadku.
— No, z takiej wysokości na sto procent by wyskoczyło...
— Na pewno żaden człowiek jajka nie stworzył.
— Stworzył je Bóg, aby ludzie nie głodowali i ratowali sobie życie.
— Stworzył, żeby było na Wielkanoc.

A dlaczego jajka są tak ważne podczas Wielkanocy?
— Bo wiosną budzi się nowe życie. Z jajka właśnie też się budzi.
— Wszystko wiosną się zaczyna.
— Bo Jezus wstał z trumny.
— Jak się zaczyna wiosna, z ziemi wychodzą przebiśniegi.
— Wtedy jest przedwiośnie jak wychodzą!
— Owady się budzą do życia — na przykład pająki i inne różne zwierzęta. Niedźwiedzie się budzą, bobry i bazie wyrastają.
— Pączki na drzewach rosną!

A czy te pączki są takie same, jak te w cukierni?
— Nie, bo od tych z cukierni rośnie brzuch!
— A jak połknąłbym pestkę, to w brzuchu wyrośnie mi kwiat?
— A mi zawsze w święta rośnie brzuch!
— A mi kwiat na stole.

sobota, 26 grudnia 2009

Jak uświęcić święta?

Co zrobić, żeby święta były udane? I Boże Narodzenie, i Wielkanoc, i imieniny, urodziny, sylwestry, rocznice. Co zrobić, żeby każda impreza dawała kopa, a nie zwalała z nóg?


Po pierwsze trzeba zarobić dużo pieniędzy, aby je potem wydawać. Najlepiej kupić gotowe jedzenie, żeby nie wylewać siódmych potów przy pieczeniu i gotowaniu. Dla bardziej rozrzutnych proponuję wynająć kucharzy, ale tych najlepszych trzeba zamówić na kilka miesięcy przed imprezą. Chłopaki mają wzięcie.

Żeby całkowicie się nie zatracić w dobrobycie, proponuję wszystko samemu ułożyć na półmiski i podać. Miano dobrej gospodyni — bezcenne.

Kiedy tłum nasyci się do pełna, trzeba zakasać rękawy i zmywać. Tu potrzebna jest zmywarka. Reklamy mówią, że to oszczędność wody, a życie pokazuje, że to oszczędność czasu. I nerwów. Kręgosłup też skorzysta. Do świąt bez zmywarki nie podchodź!

Dobrze widziany w domu organizatorów imprezy jest też kontener na odpadki poprezentowe. Tu wrzuca się opakowania, plastiki, torebki, gumki i wszystko, co w prezencie jest zbędne, a co czyni go większym i bardziej efektownym. Tam, gdzie są dzieci, kontener musi być nad wyraz chłonny — dziecięce prezenty są zazwyczaj największe.

Kontener wywiezie oczywiście specjalna firma wywozowa. Zapuka do drzwi i gratisowo odbierze odpadki. Są święta przecież, więc trzeba sobie pomagać.

A po świętach? Mile widziana w domu jest firma remontowa albo co najmniej ekipa wykwalifikowanych sprzątaczek. Ktoś po imprezie musi posprzątać, prawda? Stoły należy poskładać, obrusy wyprać, pozamiatać stłuczone szkło, odkurzyć…

W życiu wszystkim powyższym zajmuje się kobieta. Albo jedna, albo dwie, albo nawet trzy — w zależności w ile kobiet rodzina jest wyposażona. Dla nich „świąteczny odpoczynek” ma zupełnie inny sens i inaczej pachnie. Na pewno nie zapachem rozgrzanej kuchni.

Ten wpis dedykuję wszystkim matkom Polkom i polskim gospodyniom. Życzę im odpoczynku między świętami, bo polski zwyczaj nie kameleon — szybko się nie zmieni.

Podobnego zdania jest moja koleżanka Magdalena Wilde, która wygłosiła słowo w :Gazecie Wyborczej":

Denerwuje mnie patriarchalny charakter świąt. Niby są dla wszystkich, ale kobiety siedzą głównie w kuchni. W zeszłym roku przyjechała do nas rodzina. I bardzo fajnie, że mogliśmy się spotkać. Tylko gdy wszyscy gościli się przy kominku i rozmawiali, ja z mamą siedziałyśmy niemal cały czas w kuchni. Przynieś, podaj, zmień nakrycia, posprzątaj potem — wszystko było na naszej głowie. I gdzie tu czas na gwiazdkową atmosferę?

PS. Madziu, pozdrawiam!

czwartek, 24 grudnia 2009

Hołownia: Komercja nas jeszcze nie zżarła


— W wigilii jest coś fajnego, tego wieczoru kiełkuje w nas ziarenko nadziei — przyznaje Szymon Hołownia, publicysta katolicki.


Mówi o sobie: Uświadomiłem sobie ostatnio, że jestem niczym przedwojenna pomoc kuchenna (finezja rymu niezamierzona). Interesuję się wyłącznie religią oraz popkulturą... O wigilii można więc tylko pogadać z Szymonem Hołownią.

Dzisiaj wigilia, a większość z nas jeszcze nie czuje klimatu świąt.
— A mi się wydaje, że to wszystko wina naszego lenistwa. Potrafimy poczuć święta, ale nam się nie chce. Mamy niestety narodową skłonność do narzekania. Biczujemy się przed świętami, zwalamy wszystko na wszechobecną komercję i jęczymy, że świąt w nas nie ma i nie będzie. A właśnie, że święta w nas są — trzeba tylko w siebie wejrzeć. Komercja wcale nas jeszcze nie zżarła, bo jesteśmy odporni. Boże Narodzenie w Polsce ma wymiar bardzo silnie związany z sercem — z miłością, z relacją z najbliższymi. Nie da się od tego uciec. Dla niektórych Boże Narodzenie ma wymiar religijny, a dla innych...

To dni wolne od pracy.
— Nie powiedziałbym tak. Dla innych Boże Narodzenie ma wymiar spotkania z drugim, bliskim człowiekiem. Często jest to idealna okazja, żeby pobyć razem.

Okazja okazją... Często nie rozmawiamy ze sobą na co dzień, więc i w święta nie rzucimy sobie w ramiona.
— W sumie racja. Jednak jeśli w rodzinie coś się psuje przez cały rok, w jeden wieczór niczego nie naprawimy. Nie przemówimy w wigilię ludzkim głosem. Święta są pochodną tego, co sobie urządzamy przez cały rok. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Do Bożego Narodzenia trzeba się przygotowywać dużo wcześniej — każdego dnia przez cały rok.

Pretekstów do rozmowy nigdy nie brakuje — jednym z nich może być gra planszowa, dołączoną do pana książki „Monopol na zbawienie”.
— Tak, to jest gra, w którą trudno grać bez rozmowy. Na tym ona polega, że ludzie podczas zabawy dochodzą do niesamowitych rzeczy. Pojawiają się pytania, odpowiedzi, wątpliwości, wyjaśnienia. Gracze dzielą się swoimi przeżyciami. To jest okazja do spotkania — nie tylko na polu gry, ale i w życiu.

Czyli możemy uczyć się słuchać nawzajem.

— To by było genialne! Ale nie przypisuję sobie aż tak wielkich mocy. Jeżeli ktoś psuje sobie relacje przez kilka lat, nagle mu się nie odmieni. Ale jest w wigilii coś fajnego — nawet jeśli nasze relacje są złe i szykuje się nam świąteczna katastrofa, kiełkuje ziarenko nadziei. Widzimy, myślimy, że nam się nie układa i właśnie te wyrzuty sumienia mogą być początkiem lepszego. I tego wszystkim życzę na te święta — żeby było nam lepiej ze sobą. Wesołych świąt!

środa, 23 grudnia 2009

Tyszkiewicz: Nie wysyłam smsów

— Jestem przeciwna wysyłaniu smsów z okazji świąt. I kartek właściwie też — twierdzi Beata Tyszkiewicz, aktorka. — Myślę, że pocztówka to tylko konwencjonalność i zwyczaj.

Polak Polakowi oka nie wykole. Fakt, są chwile, gdy rzucamy się sobie w ramiona. Łączą nas narodowe tragedie, czasami świąteczny klimat. Ale tylko czasami — tego zdania jest też Beata Tyszkiewicz.

Życzliwość. To cecha Polaków?

— Jesteśmy z natury ludźmi życzliwymi i czułymi na ludzkie potrzeby. Jesteśmy jednak często zakłopotani walką o pieniądze. Dobra tego typu są łatwo dostępne i w związku z tym zwiększa się na nie popyt. Zmieniamy się, inne priorytety wchodzą w grę. Pieniądze stają się nie tylko środkiem, ale i celem.

Pieniądze zmieniają ludzi, na więcej sobie pozwalamy, inaczej się zachowujemy. A jak u nas z zasadami savoir vivre’u?
— Za mało jest konwencjonalnych stosunków. Jeśli już są, to są po prostu są poprawne. Nie wyrażają żadnych uczuć, ale za to ułatwiają szalenie życie.

Jak pani uważa — dobrych manier można się nauczyć w każdym wieku?
— Oczywiście, że tak. Ale to kobiety uczą się znacznie szybciej od mężczyzn, bo są bardziej chłonne, uważne. Obserwują i dostrzegają wiele rzeczy. Panie w ogóle cały czas się czegoś uczą. Biorą przykład z różnych przekazów i zachowań. Nawet jeśli są w jakiejś sytuacji pierwszy raz, to bardzo się pilnują. A co z tego wynika, wyciągają wnioski i potem wykorzystują je w swoim zachowaniu. I ja to widzę! To dobrze świadczy o Polkach.

W jakim stopniu nasza kultura różni się od zachowań innych narodowości?
— Nie wiem, do czego doprowadzi wspólna Europa, ale różnie zachowują się różni ludzie. Jedni są bardzo zamknięci, egocentryczni i egoistyczni. Taka jest na przykład Szwajcaria. Takie są kraje pewnego luksusu — ale luksusu dla ludzi starszych. Inaczej wyglądają ogromne miasta jak Paryż czy Berlin, gdzie triumfuje młodość. Te miasta są bardzo międzynarodowe i to czuć na każdym kroku. Wystarczy wyjść na ulicę i od razu zauważa się naleciałości różnych kultur i zachowań. To się bardzo zmieniło, bo przecież kiedyś w Paryżu byli sami Francuzi. A dziś jest tam bardzo kolorowo.

Czego możemy się nauczyć od innych narodów?
— Przede wszystkim powinniśmy ograniczyć wylewność opowiadania o wszystkim. Polacy mówią o każdym szczególe swojego życia — począwszy od rodzinnych stosunków, a skończywszy na bardzo prywatnych kwestiach. Ja się nauczyłam, że na świecie o różnych rzeczach się nie mówi. Żona nie wie, ile mąż zarabia i wcale go o to nie pyta. To są tematy tabu. A u nas jest zupełnie inaczej. Startujemy z niższej pozycji, więc o wszystkim mówmy i wszystko jest przedmiotem rozmowy. Ale to jest słowiański atrybut. Łatwo Polacy mówią, że kogoś kochają. Cechuje nas łatwość, ale na pewno nie solidność.

Skoro mowa o braku solidności, może można mówić też o nieszczerości?
— Jeżeli jest miło, to niech ludzie oszukują. Przecież tak naprawdę na małej garstce osób nam zależy. A inni? Reszta niech będzie konwencjonalna i miła. Niech obowiązują jakieś reguły gry.

Mamy uczyć się od innych... a inni od nas? Jesteśmy w czymś lepsi?
— Ja nie szukam takich cech. Myślę, że to nieskromne myśleć, w czym my jesteśmy lepsi. Raczej patrzmy na tych, którzy są lepsi od nas i uczmy się od nich. To tak, jakby mnie zapytać, w czym ja jestem dobra. Przecież to nie mnie oceniać! Ale jedno mogę powiedzieć — im ludzie są bardziej odsunięci od centrum Polski, tym są życzliwsi. Ale oczywiście gdy nie chodzi o miedzę, bo jeśli w tym sęk, to ho ho!

Jakie najbardziej zaskakujące pozdrowienia otrzymała pani w życiu?

— Nie mam pojęcia. (śmiech) Nie zbieram takich dziwnych rzeczy. Jestem też przeciwna wysyłaniu smsów z okazji świąt. I kartek właściwie też. Myślę, że pocztówka to tylko konwencjonalność i zwyczaj. Oczywiście zawsze jest miło, że ktoś pomyślał. I nie tyle, że napisał, to jeszcze wysłał pozdrowienia. Ale czy nie lepiej by było, gdyby ludzie się spotykali? O to jest dziś bardzo trudno. Każdy goni gdzieś za swoim.

To może zamiast kartki... lepiej zadzwonić?
— Komuś możemy przeszkodzić swoim telefonem. Uważam, że lepiej list napisać. Ale kto dzisiaj pisze listy?

czwartek, 12 listopada 2009

Zero seksu aż do świąt?

Dziewczyna o jednym, chłopak o drugim. Znaczy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?


Mikołaje już kwitną w centrach handlowych. Autobusy są pełne nie tylko zastygłych twarzy, ale i ciekawych spostrzeżeń. Dziewczyna do chłopaka:
— Zaczął nam się już się okres świąteczny.
— Nam?
— A komu? I będzie trwał aż do Bożego Narodzenia.
— To nie będzie przez ten czas bzykania?