Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmieci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2009

Segregacja? Dobre sobie!

Do trzech razy sztuka? Segregacja śmieci powinna wyglądać tak: oddzielne pojemniki do papieru, szkła i plastiku. W Olsztynie na Jarotach obowiązują jednak inne prawa. Szkło i plastik są dyskwalifikowane. Tu rządzi papier!


Mają być trzy pojemniki? Są. Nikt przyczepić się nie może. A jednak!

Aż się prosi o pojemnik na szkło. Jak widać — chętnych do segregacji nie brakuje. Apeluję też o kontener do plastiku. Przyda się na bank. Nadchodzi przecież nowa moda i browary sprzedają piwo w plastikowych butelkach.

Mądre głowy mówią, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Nie uczmy więc tylko maluchów segregacji. Uczmy też miejscową żulernię! Niech daje przykład młodszym.

Ale papier cierpliwy — wszystko przyjmie...

Przeczytaj:
Co wiemy o segregacji śmieci?

wtorek, 26 maja 2009

Niezręczna tęcza, czyli jak rozumieć symbole

Olsztyn szykuje imprezę ekologiczną promującą segregację odpadów. Firmuje ją symbol tęczy. Ale tęcza jest nasza! — głoszą geje i lesbijki. Jak więc rozumieć zabawę: rób czystki, dbaj o środowisko?


Zabawa w skojarzenia? Proszę bardzo. W weekend Olsztyn obchodził Dni Równości, a kolejna sobota to czas Olsztyńskiej Tęczy Recyklingu. Dwa wydarzenia zlały mi się w jedno za sprawą tęczy.

W czym rzecz? Jeśli ktoś nie wie – tęcza jest symbolem tolerancji, walki z homofonią i rasizmem.

Już od lat 70-tych homoseksualiści amerykańscy zastanawiali się nad wypromowaniem uniwersalnego symbolu środowiska. Najbardziej kolorowym symbolem stała się tęczowa flaga, zawierająca spektrum 6 kolorów: czerwonego, pomarańczowego, żółtego, niebieskiego i fioletowego, które reprezentować mają różnorodność wspólnoty gejów i lesbijek. Wybór tęczy jako symbolu ma swoje uzasadnienie historyczne. Już w Starym Testamencie tęcza pojawia się jako symbol łączności między niebem a ziemią i przymierza między Bogiem a człowiekiem a także rękojmią, że potop nigdy nie zagrozi już rodzajowi ludzkiemu.
(Tęcza, pierścień i rosa Winkel)

Recykling w tym kontekście nabiera nowego znaczenia. Gorzej! Hasła, jakie serwuje organizator zabawy, też kojarzą się dwuznacznie. Bo jak odczytać stwierdzenie, że „wiele zyskujesz, gdy segregujesz”? Aż strach pomyśleć. Spece od segregacji rasowej lub seksualnej już zacierają ręce. Pewnie kiełkuje im w głowach hasło: róbmy czystki, dbajmy o środowisko!

Tęczowa flaga była też kiedyś symbolem spółdzielczości w Polsce. Sklepy Społem firmowały się tym „kolorowym szalikiem nieba”. Tęcza zniknęła jednak z logo na początku lat dziewięćdziesiątych. Ciekawe dlaczego… W wolnej Polsce nie jest już tak kolorowo?

Pomijając mój humor i skojarzenia — dbajmy o środowisko. Ekologia nie jest dziś dziwactwem, czy kaprysem. To konieczność. To styl życia i suma świadomie podejmowanych decyzji. O przyrodę trzeba się troszczyć, bo co zostawimy wnukom i prawnukom w spadku?

niedziela, 26 kwietnia 2009

Góra śmieci pójdzie w dół

W Olsztynie rozkwitnie życie podziemne. Underground. W centrum miasta śmieci zejdą pod chodnik. A co stanie się ze śmieciarzami? Wyrzucą ich z roboty?


Olsztyn nie chce mieć bałaganu na głowie. Dlatego stawia na nowoczesność — z centrum znikną tradycyjne śmietniki, a zastąpią je kontenery wkopane w ziemię. Na powierzchni będzie stał tylko mały otwór przypominający miejski śmietnik — powiedzmy przystankowy. Piętro niżej zaś zacznie się balanga — odpady będą kleiły się do siebie, łączyły w pary, w końcu związki zaczną się rozpadać. Wtedy kontener będzie opróżniony. Ale w jaki sposób?

Są dwie metody wyciągania śmieci. Sposób pierwszy — klasyczny. Należy zatrudnić śmieciarza, by załatwił sprawę. Ale jak? Podbierakiem? Wędką? Zapewne specjalnym „wyławiaczem śmieci” albo nowoczesną śmieciarką. Tak jak w Gdańsku. Ale o tym dalej.

Sposób drugi nazywam sposobem skandynawskim. Szwedzi z powodzeniem go praktykują i do „śmierdzącej roboty” człowiek nie jest im potrzebny. Ale o tym też dalej.

Gdańsk to pierwsze miasto w Polsce, które sprowadziło śmieci do podziemi. Tamtejsze kontenery mają od 3 do 5 m sześciennych pojemności i zlokalizowane są oczywiście pod ziemią. Opróżniają je specjalne samochody podnoszące pojemniki z odpadami. Ale auto MacGyvera nie jest tanie, więc — tak czy siak — koszty trzeba ciąć. I tu znów mamy dwa sposoby: albo nie stawiać nowoczesnych pojemników, albo — skoro już stoją — zminimalizować ich opróżnianie. Znów pytanie — jak?

Gdańscy urzędnicy wymyślili, że śmietniki zostaną zabezpieczone, a każdy z mieszkańców otrzyma do nich specjalną kartę dostępu. Do kontenera będzie trzeba więc podchodzić... jak do bankomatu. W śmietnikach miałaby się także znaleźć waga, dzięki której każdy użytkownik płaciłby za tyle śmieci, ile by ich wyrzucił.

Gdańsk myśli też o kolejnej nowince technicznej — o sieci rur, które niczym odkurzacz wsysałyby odpady do oddalonej o kilometr stacji. Taki system ma właśnie Sztokholm.

A co wymyśli Olsztyn? Przekwalifikuje śmieciarza w MacGyvera, a może zastąpi go odkurzaczem?

Nie ważne, na co miasto postawi. Śmieciarz nie będzie już tym klasycznym, pospolitym śmieciarzem. Będzie działaczem olsztyńskiego podziemia. Ot.

Jak widać na załączonym obrazku, miałam kiedyś przyjemność przyjrzeć się pracy śmieciarza. To, co moje oko widziało, a ucho słyszało, skleiłam w kilkanaście zdań i teraz zapodaję.

Śmieciarz… brzmi dumnie?
— Gdy tak na mnie mówią, nie obrażam się — podkreśla Jan, pracujący w zawodzie ponad piętnaście lat. — Co ja w takiej sytuacji mogę odpowiedzieć? Nie denerwuję się. Gdybym tak za każdym razem się wkurzał, nic dobrego by nie wyszło. Trzeba pracować, a nie marszczyć brwi. Pracuję najlepiej jak potrafię.

Jan wstaje po piątej, by dojechać do pracy na szóstą. Ubiera się w specjalny uniform.
— Pracuję w pomarańczowym mundurze — podkreśla śmieciarz. — Muszę przecież porządnie wyglądać i reprezentować firmę.
Zanim wyjedzie w miasto, wita się z kumplami z brygady zbierającej odpady komunalne — tak powinno mówić się na śmieciarzy. Dopiero potem siada za kółkiem śmieciarki. Przed nim całodzienna wędrówka po śmietnikach.

Czasem w głowie się nie mieści, co mieści się w śmietniku.
— Różne rzeczy ludzie wyrzucają i dziś już nic mnie nie dziwi — przyznaje Jan. — Znajduję stare opony, pralki, lodówki, meble. Raz znalazłem nawet martwego człowieka. Przeraziłem się, bo ruszać go, nie ruszać? Nie wiedziałem, co robić, bo przecież nie zostawię tak człowieka samemu sobie. Wezwałem więc policję i pogotowie. Nie wiedziałem jeszcze, czy żyje, czy już nie. Miałem nadzieję, ale niestety... Jakiś czas temu znów znalazłem człowieka w śmietniku. Już opóźniałem kontener, już wszystkie śmieci miały być wrzucone do samochodu. Patrzę, a tu nogi wystają. Wyciągnęliśmy go z kontenera, zadzwoniliśmy na pogotowie, bo ten cały się trząsł z zimna. Miał drgawki z przemarznięcia. O mały włos, a byłoby za późno. To bezdomny, który chciał ogrzać w śmietniku. Aż strach pomyśleć, co by się z nim stało, gdyby wpadł do samochodu. Przecież śmieci są zgniatane z wielką siłą!

Zanim Jan trafił do obecnej pracy, był kierowcą, później strażakiem. Zmieniał pracę, by lepiej zarabiać. Ile dziś dostaje? Nie mówi, ale zarobki rekompensują mu śmierdzącą robotę.
— Kolega namówił mnie do tej pracy — opowiada Jan. — Na początku nie byłem entuzjastą tego zajęcia, ale z biegiem czasu wszystko się zmieniło. Wciągnąłem się i przyzwyczaiłem. Nie każdy musi być inżynierem. Nawet nie każdy może! A wywieźć śmieci ktoś musi. Jeden wyrzuca, a drugi sprząta — porządek w mieście musi być. Oczywiście nie jest to łatwa praca. Wywóz śmieci to ciężki zawód — dosłownie. Do śmieciarki wchodzi jedenaście ton odpadów — podkreśla Jan. — Zazwyczaj w dzień robię dwa kursy samochodem, a po niedzieli nawet trzy. Wystarczy sobie wyobrazić, ile olsztynianie wyrzucają.

czwartek, 12 marca 2009

Czy zsypy pójdą na śmietnik?

W Olsztynie, by uratować zsyp w wieżowcu, każda rodzina musi poświęcić średnią pensję. Taki jest koszt pamiątki po minionym systemie - azbeście. A można taniej? Można zlikwidować zsypy na amen. Mieszkańcy będą głosować.

Mieszkać z karaluchem pod jednym dachem? A proszę bardzo. Takich niechcianych lokatorów często goszczą mieszkańcy wieżowców. Włosy z głowy rwą sobie przede wszystkim ci z parteru, którzy dodatkowo znoszą unoszący się w powietrzu fetor. Karaluch puścił bąka? Nie, to tylko urok zsypu.

Nigdy w życiu nie mieszkałam w wieżowcu, ale zsypy od zawsze mnie odrzucają. Buch fetorkiem na wejście. Mieszkańcom wysokich bloków są jednak na rękę – wychodzi się z mieszkania, pyk i już śmieci lądują we właściwym miejscu. Zawsze im tego zazdrościłam. Bo ja, by śmieci wyrzucić, muszę pieczołowicie buty zawiązać, kurtkę zarzucić, a ostatnio nawet wziąć kluczyk, by otworzyć sobie śmietnik. Ale czy zazdroszczę im nadal?

Czasy się zmieniają i ci, co kiedyś mieli lepiej, dziś mają gorzej. W Olsztynie wieżowce na Nagórkach mogą stracić zsypy, a co za tym idzie – wszyscy jak jeden mąż będą wychodzić ze śmieciami. Czy sypie, czy leje – drep, drep, drep.

Śmietnik można uznać za jeden ze zbędnych produktów cywilizacji, tudzież za efekt uboczny istnienia cywilizacji. Jest on/ona/ono wszakże pewnego rodzaju formą wyrazu cywilizacji dobrobytu, która podbudowując swoje ego mówi: mamy więcej niż zdołamy przeżreć.
W czasach prehistorycznych, z tego co pozwala nam sądzić współczesna archeologia, nie istniało takie zjawisko w naturze jak śmietnik. Nagromadzenie zbędnych produktów i przedmiotów bowiem było dwojakim zagrożeniem dla ówczesnych ludzi. Po pierwsze sprowadzało to muchy, a wiadomo jak niebezpieczne muchy były w tamtych czasach (parę metrów wielkości, błoniaste skrzydła, egzopancerz z mithrilu, naszyjniki z czaszek swoich ofiar). Po drugie zapach śmietnika sprowadzał również padlinożerców i inne zagrożenia, od epidemii z chorobami wenerycznymi włącznie. Padlinożercy stanowili poważne niebezpieczeństwo dla prehistorycznego człowieka, który nie znając higieny, ALWAYS, Mentos freshmaker'a i Snickers'a sprawiał wrażanie chodzącej padliny. (Nonsensopedia)

2 tysiące olsztyńskich rodzin zdecyduje, co dalej z ich zsypami. Dlaczego? Stanowią one poważne zagrożenie dla zdrowia, bo są wykonane z betonu z domieszką azbestu. By pozbyć się niebezpieczeństwa, władze spółdzielni wymyśliły, że każda rodzina zapłaci albo 2 tys. zł za remont zsypów, albo wyłoży 100 zł za ich likwidację.

Mieszkańcy muszą głosować. Ale jak?

– Są trzy metody głosowania. Pierwsza przez aplauz. Znaczy, że wszyscy głosują. Druga metoda... Kulkami. Są kulki czarne i czerwone, które otrzymuje każdy głosujący... Yyyy... Przepraszam białe i czarne, które otrzymuje każdy głosujący... Czarna za – lub odwrotnie: czarna za... Yyyy... Czarna przeciw – biała za lub odwrotnie. Jest trzecia metoda przez podniesienie rąk. Ta metoda jest najdoskonalsza.
– No świetnie, ale jaką metodą wybierzemy metodę głosowania?
(cytat z kultowej komedii „Rejs”)

Mieszkańcy mają dwa tygodnie na podjęcie decyzji. Na razie przeważa opcja „lżejsza dla kieszeni”, a od większości z każdej klatki zależy, co zrobi spółdzielnia. Jednak czy likwidacja zsypów rozwiąże problem karaluchów i nieprzyjemnego zapachu? Mam wrażenie, że wieżowce będą borykać się z problem, który zauważam w czteropiętrowcach. Tu lenistwo przejawia się tym, że śmieci wystawiane są za drzwi i potrafią stać tak tygodniami. Azbestu tu nie ma, ale kalejdoskop ludzkich odpadów jest i owszem. W pełnej okazałości. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - pokaż mi swoje śmieci, a powiem ci, kim jesteś.


Oto jak mój sąsiad ułatwia sobie życie. Worek stoi już tydzień.