Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homoseksualiści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homoseksualiści. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 listopada 2009

Festiwal Bez Tabu i bez ludzi

Olsztyn ma za sobą Festiwal Bez Tabu, czyli imprezę o tolerancji. Na ile jednak było to spotkanie kółka wzajemnej adoracji, a na ile wyszło w miasto? Impreza, owszem, udała się, ale… nie wyszła.


Skończył się. Skończył się Festiwal Bez Tabu, ale gór nie przeniósł. Szczyty nietolerancji wciąż stoją w tym samym miejscu. Ani się zmniejszyły, ani nie są mniej skute lodem. Oczywiście nie nastawiałam się na rewolucję, bo w Olsztynie o nią ciężko, ale ciekawa byłam reakcji olsztyniaków.

Kiedy kilka dni temu rozmawiałam z Robertem Biedroniem. Powiedział mi, że miasta organizujące imprezy promujące tolerancję zyskują. Że przyjeżdżają ludzie zainteresowani tematem równości, wydają pieniądze, a potem może i nawet opowiadają w innych miastach, jakie to rewelacje działy się w Olsztynie. Z punktu ekonomicznego — racja. Hotele zgarną za noclegi, a knajpy wystawią rachunki za kurczaki i drinki. Ale nie chodzi przecież o pieniądze, a o ludzkie głowy.

Festiwal Bez Tabu był pierwszą na taką skalę imprezą tego typu w Olsztynie. Cieszę się, że ktoś (dokładnie MOK i KPH Olsztyn) wpadł na pomysł, by wziąć na języki różnorodność społeczeństwa. Rozmawiać trzeba i należy nazywać to, co nie istnieje tylko dlatego, że nienazwane. Na ile jednak te rozmowy wpłynęły na świadomość olsztyniaków?

Nie jesteśmy miastem tolerancyjnym. Jesteśmy miastem, które chowa głowę w piasek, a uaktywnia się bezczelnie w internecie. Pan Zenek pisze wtedy tylko o seksie, a pan Józek chwali się, że wie, z czego rower jest zbudowany. Mietek dorzuca, że „jest wkurwiony”, a Stasiek, że wykastruje. A potem idą razem na piwo i gadają… żeby chłop nie mógł z gołą babą?

Nie potrafią mówić innym językiem niż wulgaryzmy i wyzwiska. Nikt ich tego nie nauczył, nie wytłumaczył. Bo wciąż nosimy w sobie piętno socjalizmu. Tak, najlepiej, gdyby wszyscy byli równi, a ci najrówniejsi kontrolowali wszelakie nierówności. Ba — wszystkie zagięcia trzeba wyprasować, wywałkować i wyklepać. Wygodne?

Zenek z Józkiem żyją w więzieniach własnych stereotypów i dobrze im za kratkami. Rozdrapywana rana nie boli — fakt. Nosa nie wystawiają, bo i po co? I tak świat się kręci, a życie przypomina „dzień świstaka”. Z pokolenia na pokolenie, te same świadomości przekazywane w genach.

Większość imprez, które mają niby przecierać oczy społeczeństwu, nie przecierają nawet szlaków. Organizowane są sobie a muzom, bo udział w dyskusji biorą wciąż te same, zainteresowane osoby. Wypowiadają głośno to, o czym rozmawiają w swoim gronie. Karuzela się kręci. A Zenek i Józek właśnie w tym momencie dłubią w nosie, bo telewizja akurat nadaje reklamy. Nowa margaryna, nowy proszek. A gdzie nowy światopogląd? Nuda, po prostu nuda, więc trzeba wsadzić palec w nos — byle nie kij w mrowisko… Bo co kumple powiedzą? Nawet jeśli Zenek chciałby zrozumieć różnorodność, boi się Staśka, że ten da mu w zęby. Może i przyszedłby pogadać, ale co ludzie powiedzą? Przychodzi na wykład geja, więc też jest gejem?

Olsztyn Festiwalem Bez Tabu podpiął się do miast organizujących podobne imprezy. Chwała za to, ale… wpiął się jednocześnie w pewien szablon — spotkania, filmy „A Million Different Loves”, występy drag queens. Kółko wzajemnej adoracji trochę się rozerwało, zanotowało w kalendarzu swoją aktywność i tyle. Zenek z Józkiem oglądali w tym czasie mecz. Jedna drużyna dokopała drugiej — bo na tym właśnie polega rywalizacja. Swoim przyklaskujemy, na innych bluzgamy.

Ach, a gdyby tak pewnego razu zorganizować w Olsztynie mecz geje kontra hetero? Walka byłaby zacięta, a i na trybunach zasiadłyby setki kibiców — tych tolerancyjnych i tych nerwowych. Aż strach myśleć, co by się działo po rozgrywkach… Nie daj Boże, gdyby geje wygrali. A może właśnie przegrani podaliby im ręce?

Nie uważacie, że do ludzi trzeba mówić ich językiem, ich zainteresowaniami? Że lepiej zaprosić na przejażdżkę rollercoasterem niż napędzać wciąż monotonną karuzelę?


Przeczytaj:
Biedroń: Musi wybuchnąć bomba!
Dzień dobry, jestem gejem

Zobacz:
Faceci w damskich ciuszkach i sutannach
Rozmowa na noże: Robert Biedroń i Łukasz Adamski

piątek, 27 listopada 2009

Biedroń: Musi wybuchnąć bomba!

— Nie spotkała mnie nigdy dyskryminacja w Olsztynie, o czym nie mogę powiedzieć o innych miastach Polski. Ale nadal środowisko homoseksualne musi się tu ukrywać. Nie widzimy przecież na ulicach trzymających się za ręce osób homoseksualnych — twierdzi Robert Biedroń, który studiował w Olsztynie.


Potrzebny jest taki człowiek jak Robert Biedroń. Bo polskie społeczeństwo musi się nauczyć, że świat nie jest jednolity. Tyle wstępu — więcej postępu! Popieram.

Jesteśmy tolerancyjni?
— Polskie społeczeństwo dopiero poznaje, że jest różnorodne. Niestety nie jesteśmy — jak chcieliby tego niektórzy — wyłącznie katolickim, zarezerwowanym dla białych ludzi narodem. Nie ma też szablonowego światopoglądu. Świat jest ciekawy, a nie tylko czarno-biały.

Ale niektórzy widzą tylko czarne i białe.
— Bo nie mają śmiałości, żeby poznawać. Nie odnaleźli jeszcze klucza do różnorodności. Ale na całe szczęście pojawia się coraz więcej inicjatyw, które pokazują naszą indywidualność. Jest takie hasło: wszyscy jesteśmy równi, ale wszyscy jesteśmy różni. Dzisiaj panuje też trend, aby pokazywać różnorodność. I bardzo dobrze. Mieszkańcy Olsztyna są coraz bardziej tolerancyjni, chcą się uczyć i poznawać swoje miasto z innej strony.

Chcą poznawać? Mówią, że są tolerancyjni, ale ujawniają swoje poglądy na forach internetowych, że aż włosy dęba stają!
— Łatwo się chwalić, że jesteśmy tolerancyjni, ale kiedy jesteśmy z tym konfrontowani, nie zawsze potrafimy sobie poradzić. Jesteśmy w stanie tolerować czarnoskórego polityka, ale jeśli nie jest czarnoskórym politykiem w polskim parlamencie. Jesteśmy w stanie tolerować czarnoskórego mieszkańca Nowego Jorku, ale kiedy on staje się mężem naszej córki, nie chcemy już mieć takiego zięcia. Jesteśmy w stanie tolerować gejów i lesbijki, ale kiedy okazuje się, że to nasze dziecko, mamy problem.

Ale skoro kochamy swoje dzieci, więc skąd ten problem?

— Bo niestety nosimy w sobie bagaż uprzedzeń i stereotypów. Myślimy, że nasze dziecko jako gej czy lesbijka będzie nieszczęśliwe. Boimy się o jego przyszłość — że w szkole i w pracy będzie dyskryminowane. Wtedy budzą się w nas wszystkie lęki, które na co dzień nie mają ujścia. Jeżeli jednak poznamy mniejszości, nasze obawy wydają się bezpodstawne. Czarnoskóry mąż naszej córki może być równie fajny jak Janek z sąsiedztwa. A gej w szkole jest takim samym uczniem jak chłopak heteroseksualny. Różnice są w naszych głowach — tak jak i obawy. Zaczynamy sobie wyobrażać, że ktoś może nas namawiać do homoseksualności, może dobierać się do nas, próbować skrzywdzić nas albo naszych bliskich. To są właśnie stereotypy. Trzeba obnażać tego typu sytuacje i pokazywać, że nie ma żadnych powodów, aby bać się osób homoseksualnych.

Ale czy w takich rozmowach wezmą udział osoby nietolerancyjne? Może głos zabierze jedynie kółko wzajemnej adoracji...
— Osoby uprzedzone przeczytają artykuł i nawet jeśli skomentują go negatywnie, to jednak go przeczytają. Dowiedzą się, że geje i lesbijki żyją w ich mieście. Bo osoby homoseksualne nie mieszkają tylko w Warszawie, nie paradują tylko na paradach równości, ale mieszkają w Olsztynie, chodzą na ten sam uniwersytet i pracują w tej samej firmie, kupują w tym samym sklepie... Dlatego trzeba o tym rozmawiać, bo inaczej będziemy pogłębiać swoje uprzedzenia. Myślę, że przez to będziemy też coraz bardziej ludzcy. Jako społeczeństwo szybko się zmieniamy i interesujemy różnorodnością. Jestem optymistą i myślę, że pewnego dnia rozmowy „bez tabu” nie będą już potrzebne.

Ale zanim — czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Stąd wydanie książki o dwóch wychowujących dziecko pingwinach „Z Tango jest nas troje”?
— Dokładnie. Trzeba pamiętać, że to my uczymy dzieci uprzedzeń. To my pokazujemy im, że można dzielić świat na ludzi, którzy mają więcej i mniej praw. Dzieci nie rodzą się z tymi stereotypami. To my, dorośli, nabijamy im do głów takie, a nie inne myślenie. To my uczymy ich nietolerancji. Im wcześniej pokażemy dzieciom różnorodność i nie będziemy im zafałszowywać świata, tym lepiej dla nas wszystkich. Nie wychowujmy homofobków, ksenofobków i rasistów! Bajka „Z Tango jest nas troje” pokazuje różnorodność i uczy szacunku dla wyborów innych. Pokazuje również, że dwóch panów i dwie panie mogą żyć ze sobą w szczęśliwym związku, a nawet razem wychowywać dzieci. Takie pary żyją wśród nas, wychowują dzieci — nawet w Olsztynie. I my, dorośli, będziemy z takimi parami konfrontowani coraz częściej. Nasze dzieci będą to widziały i będą o to pytały. Myślę, że ta książeczka jest idealnym narzędziem do tego, żeby takie dyskusje z dziećmi przeprowadzić. A dzieci są otwarte. Wiem, że ta bajka nie jest dla nich żadnym zaskoczeniem. Maluchy widzą orientację seksualną jako coś naturalnego. Dwóch tatusiów pingwinów traktują tak, jakby tam była pingwinia mamusia. A dorosły? Zgrzyta zębami. I to jest też lekcja dla nich — niech zastanowią się, co złego dzieje się w naszym życiu, że uczymy się uprzedzeń. Dzieci są szczere, nie podlegają stereotypom. A my? Skąd się to bierze?

No właśnie, skąd?
— Żeby odnaleźć się w świecie, kategoryzujemy ludzi. Sami sobie gotujemy taki los. Ale im więcej będziemy się nad tym zastanawiać, tym lepiej dla nas. Może okazać się przecież, że nasze dziecko jest homoseksualne i będziemy musieli sobie z tym poradzić.

To może kilka słów do rodziców, którzy jednak nie mogą sobie poradzić...
— To bardzo trudne, bo nikt rodziców tego nie uczy. Szkoła milczy na temat homoseksualizmu, a kiedy już pojawiają się hasła, są one pełne stereotypów. Trzeba więc z tym problemem poradzić sobie samemu. Na szczęście jest coraz więcej organizacji, do których można zwrócić się o pomoc. Jest Kampania Przeciw Homofobii, która ma swoje oddziały w całej Polsce. Mamy psychologów i osoby, które są wyspecjalizowane w takiej pomocy. Jestem przekonany, że zgłaszając się do nas, można uzyskać podstawowe informacje. Nasze badania pokazują, że najczęściej problem nietolerancji dotyka właśnie najbliższych. Homoseksualność staje się tajemnicą rodzinną. Matka tłumaczy dziecku, że nie wolno się z nią ujawniać, bo co powiedzą sąsiedzi? Ojciec czasami stosuje przemoc, rodzeństwo też nie akceptuje... Warto więc szukać informacji, jak traktować osobę homoseksualną w swojej rodzinie. Pomocny może być na przykład mój „Tęczowy elementarz”, który w Olsztynie wzbudził duże zainteresowanie. Dopóki panuje zmowa milczenia, dopóty będziemy obciążeni przerażającą wiedzą.

Zmowa milczenia panuje też w Olsztynie? Tu studiował pan politologię, zna pan olsztyńskie zwyczaje...
— Mam bardzo miłe wspomnienia z Olsztyna. Mniejszość niemiecka, osoby pochodzące ze wschodu — ta mieszanka sprawia, że w Olsztynie czuje się ducha różnorodności, a nie w każdym polskim mieście jest to odczuwalne. Miałem szczęście, że potrafiłem odnaleźć się w środowisku gejów i lesbijek. Owszem, było ono ukryte, ale było. Nie spotkała mnie nigdy dyskryminacja w Olsztynie, o czym nie mogę powiedzieć o innych miastach Polski. Ale nadal środowisko homoseksualne musi się tu ukrywać. Nie widzimy przecież na ulicach Olsztyna trzymających się za ręce osób homoseksualnych.

A w innych miastach widzimy?

— Też nie. Ale nie jest to wymówka, aby nic w tym kierunku nie robić. Jednak nic się nie dzieje w Olsztynie, żeby to zmienić. Mamy dużo do nadrobienia. Wróćmy do wspomnianej już szkoły — wejdźmy do pierwszej lepszej klasy i zapytajmy o homoseksualizm. Wszyscy zrobią wielkie oczy i powiedzą, że nie ma gejów i lesbijek w Olsztynie. A kto wie — może nauczyciel jest gejem... W każdej klasie statystycznie znajdzie się osobę homoseksualną. Ignorancja nie świadczy o tym, że jest dobrze. To, że nie ma spektakularnych pobić, nie znaczy, że tych pobić w ogóle nie ma. Jeżeli ktoś jest dyskryminowany, to przede wszystkim przez zmowę milczenia. Nie przyzna się do swojej indywidualności, ale to nie znaczy, że nie przyzna się w ogóle, że ją zatuszuje. Nie da się tego zrobić. Oddział KPH dopiero zaczyna działać w Olsztynie. Obawiam się, że tak jak w innych miastach, demony drzemiące w naszym społeczeństwie wcześniej czy później się odezwą. Obok rozpoczęcia dyskusji w danym regionie, ujawniają się diabełki drzemiące w naszych głowach. Najpierw musi wybuchnąć bomba, żeby potem nastał spokój. Dyskryminacja jest — pokazała się już w internecie i być może wyjdzie na ulice. Oby nie.



Przeczytaj:
Dzień dobry, jestem gejem

Homofobia, czym właściwie jest?

środa, 14 października 2009

Olsztyn o gejach: trzeba zrobić porządek!

— Olsztyn to tolerancyjne miasto — powiedział mi gej, gdy pisałam artykuł o „wyjściu z szafy”, czyli coming oucie. Komentarze pod tekstem pokazały, że jest zupełnie inaczej. Olsztyn homofobią stoi: homoseksualizm jest jak ogromna nadwaga, mongolizm, debilizm... Ludzie, co z wami się dzieje?


Jesteśmy homofonami? Ależ skąd! My? Pijemy za dużo? Broń Boże, pijemy w miarę, nie jesteśmy alkoholikami. A co mówimy o Żydach? Kłaniamy się im w pas? A może słówko o rasizmie? Wtedy usłyszeć można: do czarnoskórych nic nie mam, ale… I właśnie o to „ale” się rozchodzi.

Zaprzeczamy? Chyba sami sobie. Oto komentarze, jakie pojawiły się przy moim tekście „Dzień dobry, jestem gejem”. Olsztyniacy to homofoby, jest czarno na białym.

Nie bez powodu ten wpis zamieszczam w Dzień Nauczyciela.

Pilsener
Homofobia, rasizm oraz antysemityzm to nasza narodowa tradycja i nie powinniśmy się tego wstydzić, lecz wpisać do konstytucji.

Stefan
Nikt mi nie powie, że to jest normalne, jak facet z facetem razem się bawią w doktora.

do chory
Jak to nie stwarzają zagrożenia? A z kim oni się pedałują, przecież w pojedynkę się nie da.
Ja sam byłem zagrożony. Kiedyś jechałem nocnym pociągiem i taki jeden zaczął się przystawiać. Dopiero jak dostał w ryj, zrozumiał, że źle trafił. Pederastów trzeba leczyć, a nie mówić że jest to normalne. Stosunek w odbyt nie jest normalny.

ola
Tolerancja, pomoc, wręcz życzliwość dla osób niepełnosprawnych (fizycznie lub psychicznie) to zupełnie coś innego niż publiczne propagowanie i gloryfikowanie nienormalnej orientacji seksualnej. To drugie nie ma nic wspólnego z tolerancją.
Te odchyłki to choroba lub kalectwo, wstydliwe i wymagające pomocy i leczenia. Podobnie jak ogromna nadwaga, mongolizm, debilizm...
Nie dajmy się ogłupiać w ramach szeroko pojętej tolerancji.

jaszczur

A czy wyznacznikiem postępu jest tolerancja dla pederastów? To ja dziękuję za taki postęp i taką poprawność polityczną. Każdy ma prawo do bycia pederastą, ale prywatnie w swoich czterech kątach. Na pewno nie ma prawa do demoralizowania i gorszenia innych osób, a także do gwałcenia podstawowego poczucia estetyki... Trzeba zrobić porządek z tymi coraz bardziej panoszącymi się zboczeńcami!

Gość
Zwróćcie uwagę, jakiego slangu używają homosie. Członek u nich nazywa się pytągiem. Mam wrażenie, że ci ludzie przeszli szkołę pedzi w jakimś więzieniu. Teraz są na wolności i mówią, że ich zachowania są normalne. Chcesz się jeden z drugim pedałować, to wracaj do pierdla z powrotem. Tam będziesz miał pytągi i w usta, i w tyłek, i ci obciągną itd. Obrzydlistwo.

go go
Niech sobie chodzą za rączkę i się pukają w 4litery, nic mnie to nie obchodzi, ALE proszę mi tu nie wmawiać, że jest to takie fajne, trendi i proeuropejskie

Adam i Ewa
To jest nienormalne, żeby facet z facetem i kobieta z kobietą, po prostu świat przestałby istnieć, bo jak niby oni mają się rozmnażać? To jest przeciw naturze. Dajcie sobie na spokój z tym dniem tolerancji. Przecież można to leczyć!

koki
Ja pierdolę, to dziś jest dzień geja? A ja mam urodziny...

młody
Jestem nietolerancyjny! Jestem zaściankowym homofobem i jestem z tego dumny! Mam chyba prawo do własnej opinii. Nigdy nie zrozumiem tych pedałów i zawsze będę to powtarzał. Proponuje stworzyć Światowy Dzień Homofobii i zorganizować marsz NIEtolerancji!

normalny
A kiedy będziemy obchodzić Dzień Normalności? Przydałoby się, bo za kilkanaście lat ta choroba tak się rozprzestrzeni, że idąc z kobietą ulicą będę wytykany palcami. Ludzie, opamiętajcie się! To da się leczyć, skoro współczesna medycyna potrafi skutecznie leczyć pedofilię, więc i wy też macie szansę!

do normalny
Dawać im silne leki zmniejszające popęd, to im te świństwa wylecą z głowy!

Hmm
Dlaczego większość komentarzy odnosi się do odbytu i seksu miedzy facetami, czyżby jakaś fascynacja, panowie? Zainteresowanie? Zdrowy heteroseksualny mężczyzna po prostu przechodzi obok i kocha swoją kobietę.

Zakładka
Ujawnianie przed ogółem swoich spraw intymnych jest zwykłym chamstwem i to niezależnie, czy ktoś jest hetero czy homo. Obnoszenie się ze swoją orientacją seksualną to taki rodzaj ekshibicjonistycznej autoreklamy, prymitywna potrzeba nakręcenia się, gra wstępna dewiantów.
A o tragedii dzieci adoptowanych przez pary homo można sobie poszukać i poczytać w necie – o wychowaniu „w miłości”, przypadkach pedofilii itp. ...

Do głupich komentarzy
Homoseksualizm nie jest chorobą, ale wytykanie ludzi, którzy walą teksty typu "cwel" czy "nienormalny" już jest karalne i oczywiście chore, zatem zapraszamy takich ludzi do psychiatrów.
I powtarzam, jeżeli brzydzisz się homoseksualistów, pójdź do lekarza i poproś o radę, wizyta u psychiatry z powodu homofobii powinna pomóc.
Dodatkowo jak ktoś nie jest wyedukowany, to każdy człowiek posiada jakiś % zmiennej orientacji — dla jednych jest z przewagą dla pań, dla innych dla panów, a inni są po środku, więc są tzw. bi. I jeżeli nadal ktoś mówi, że ma w sobie 0% tej samej orientacji, to się myli, bo w takim wypadku od małego nie dałby buzi nawet własnemu ojcu.
I pamiętajcie, to nie homoseksualizm trzeba tępić, a homofobię!!!

Tolerancja_23
Większość osób wypowiada się negatywnie na temat homoseksualistów, ale ciekawe jak byście mówili, gdyby ten temat dotyczył właśnie was. Nikt nie wybiera sobie orientacji, jedni są homo, jedni hetero, a inni bi. I nigdy się tego nie zmieni. Więc niech niektórzy nie mówią, że homoseksualizm to choroba. Choroba to odstępstwo od w pełni zdrowego organizmu. A orientacja każdego człowieka nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. Przeczytajcie sobie, co to jest homoseksualizm i wtedy piszcie.

chory?
Uważam, że chore jest pisanie artykułów na takie tematy. Homoseksualizm był, jest i będzie. Można się z tym pogodzić albo nie. Można żyć z tą świadomością albo udawać, że nie ma takiej grupy społecznej. Po co tylko serwować czytelnikom płytkiego poziomu takie treści? Nie uważam, by ludzie homoseksualni stwarzali jakiekolwiek zagrożenie. Wiele osób pisze tu o adopcji — ale ona w Polsce i tak nie będzie miała miejsca, więc po co się gorączkować? W końcu nawet małżeństwa heteroseksualne muszą spełnić szereg wymagań, by móc adoptować dziecko, więc nie ma powodów do wynurzeń! A to, że ktoś jest gejem? Niech będzie! (…) Myślę, że jak olsztyńscy geje zaczną gwałcić skinheadów, porywać i zjadać małe dzieci i wyrywać torebki staruszkom, będziemy musieli interweniować, a teraz? Mamy święto latawców, to niech będzie Dzień Wyjścia z Szafy...

> Homoseksualizm. Polska szkoła milczy na ten temat

niedziela, 11 października 2009

Dzień dobry, jestem gejem


— Gdy byłem mały i oglądałem bajki Disneya, zwracałem uwagę bardziej na księcia niż małą syrenkę. W okresie dojrzewania byłem już pewny swojej orientacji i zacząłem się z nią oswajać. Trudniej było powiedzieć bliskim... — o swojej orientacji opowiadają olsztyńscy geje. 11 października obchodzimy Światowy Dzień Coming Outu.


Bartłomiej Chrzanowski:
— Żyjemy w kraju, w którym od dziecka uczymy się nietolerancji. Już w wieku kilku lat słyszymy „ty pedale” — mimo iż nie wiemy, co to znaczy. Księża na ambonie trąbią o „grzechu sodomskim”, politycy walczą z teletubisiami — człowiek w takich warunkach zaczyna się zastanawiać: może rzeczywiście lepiej się nie wychylać? Częstym powodem ukrywania swojej orientacji jest też brak oparcia w rodzicach. Ale powodów mogą być setki. Na szczęście w Olsztynie żyje się dobrze. W te wakacje podróżowałem sporo po Polsce i stwierdziłem, że Olsztyn to bardzo tolerancyjne miasto. Na południu Polski zdarzyły mi się nieprzyjemne sytuacje, a w ciągu trzech lat, które spędziłem w Olsztynie, nic takiego się nie działo.

Jak odkrywałem swoją orientację? Gdy byłem mały i oglądałem bajki Disneya, zwracałem uwagę bardziej na księcia niż małą syrenkę. W okresie dojrzewania byłem już pewny swojej orientacji i zacząłem się z nią oswajać. Wewnętrzny coming out nie stanowił dla mnie większego problemu, trudniej było powiedzieć bliskim, ale mam to za sobą. Poszło tak gładko, że nawet się tego nie spodziewałem. Dużą podporą była dla mnie znajomość innych gejów. Poczucie wspólnoty mnie podbudowało. I na pewno duży wpływ miało to, że wychowałem się w domu, gdzie szacunek dla drugiego człowieka był bardzo ważny — wiedziałem, że znajdę w rodzinie oparcie.

Adam:
— Nigdy osobiście nie czułem się dyskryminowany, ale czuję presję społeczeństwa. Jest okropna. Może nie odbija się bezpośrednio na mnie, ale na mojej rodzinie i bliskich. Nie mogę być do końca szczery. Kiedy powiedziałem o sobie mamie, to był dla niej wielki szok. Strasznie to przeżyła — płakała dniami i nocami. Obawiała się właśnie reakcji ludzi i tego, że będzie mi w życiu źle. Radziła mi nawet, bym nikomu o tym nie mówił, bo ludzie nie zrozumieją. A dlaczego? Strach ma wielkie oczy. Boimy się tego, czego nie znamy. Zawsze, gdy mówi się o homoseksualizmie, pokazuje się dwóch mężczyzn ubranych w landrynkowe kolory. Bawią się na paradzie wolności. Tak rodzą się stereotypy!

Uparcie wtajemniczałem kolejne osoby. Otwarcie mówiłem: tak, jestem gejem i mam chłopaka. Zdawałem sobie sprawę, że za moimi plecami toczą się dyskusje. Zawsze jednak dawałem się poznać najpierw jako człowiek, a dopiero potem jako gej. W tej chwili wszyscy znajomi wiedzą, ale oczywiście nie mówię tego na każdym kroku. Gdy na przykład idę na pocztę, nie witam się z panią w okienku: dzień dobry, jestem gejem. Przecież ta pani też nie zwierza mi się ze swojej prywatności.
W dużym mieście jest łatwiej, ludzie nie wytykają palcami. Trzyma ich w ryzach poprawność polityczna. Bo z osobami homoseksualnymi jest tak samo jak z niepełnosprawnymi. Jak się widzi kogoś na wózku, nie bardzo się wie, jak się zachować. Lepiej pozostać neutralnym.

Zacząłem coś podejrzewać, gdy miałem 12 lat. Nie bałem się tego, co czułem, bardziej obawiałem się reakcji ludzi. Musiałem stanąć w szranki z otoczeniem, przede wszystkim z religią. Piętrzyło się we mnie wszystko, co złe i w końcu straciłem wiarę w Boga. Nie takiego poszukiwania własnej tożsamości sobie wyobrażałem. To był dla mnie koszmar. Ale wyszedłem już na prostą. I postawa mojej mamy jest tego przykładem. Mieszkamy we dwoje, a niebawem zamieszkamy we troje. Ona, ja i mój chłopak. Ona traktuje go jak własnego syna! Bardzo jej za to dziękuję. Tym bardziej, że mój przyjaciel dopiero teraz zaczyna mówić światu o sobie. Dlatego — mimo iż nie kryję swojej orientacji — chcę zachować anonimowość. Wiem, jacy potrafią być ludzie, a nie chcę narażać go na nieprzyjemności.


SONDA
A ty kim jesteś?

jestem gejem
jestem lesbijką
jestem hetero
jestem bi

Przeczytaj też:
Historie odważne — raport o coming oucie
Zanim wyjdziesz z szafy…
Lesbijka to nie gej
Lesbijki i geje wychodzą z szaf
Olsztyn o gejach: trzeba zrobić z wami porządek!

wtorek, 25 sierpnia 2009

Prowokacja w Olsztynie: Cejrowski znów nie wziął od gejów

Terapia przeciw homofobii? Takie skierowanie chcieli w Olsztynie wręczyć Wojtkowi Cejrowskiemu geje i młodzi działacze lewicy. Podróżnik zaproszenia nie przyjął, na co homoseksualiści: Będziemy "prześladować" Cejrowskiego aż do skutku!


Oko za oko? Ząb za ząb? Fakt, Wojtek Cejrowski przegina ze swoimi poglądami. Nieraz dał popalić homoseksualistom — nie tylko w Poznaniu, gdy powiedział, że od „pedziów nie bierze, to może być zahivione”. Nie dziwię się więc, że nerwy puszczają. Ale czy przypadkiem w Olsztynie homoseksualiści się nie zagalopowali?

Cejrowski przyjechał do Olsztyna na Paradę Bosych Stóp. Byłam, widziałam, bawiłam się świetnie. Ktoś rozsypał pinezki na ulicy, ale przeszło, minęło. Dopiero dobę po zabawie na redakcyjne skrzynki przyszedł mail od Damiana Chodorka:

Przy okazji wizyty Wojciecha Cejrowskiego w Olsztynie, która miała miejsce 22 sierpnia, działacze Grupy Inicjatywnej Kampanii Przeciw Homofobii Olsztyn, Młodych Socjalistów oraz Polskiej Partii Socjalistycznej próbowali wręczyć podróżnikowi książkę na temat zabezpieczania się przez zarażeniem wirusem HIV oraz skierowanie na leczenie z homofobii. W odpowiedzi usłyszeli: Nie! Grzech sodomski. Mogę się za Was pomodlić, o to żebyście się tego grzechu wyleczyli (...) zła nie tolerujemy!

Wizyta Cejrowskiego odbywała się przy okazji "Parady bosych stóp" i promocji książek, których podpisywanie rozpoczęło się po południu na olsztyńskiej starówce. Właśnie wtedy próbowano wręczyć prezenty od lokalnych środowisk działających na rzecz praw mniejszości seksualnych. Była to reakcja przede wszystkim na stwierdzenie, które padło w Poznaniu: Od pedziów nie biorę. Nie wezmę. Brzydzę się was. To może być zahivione. Inicjatorom akcji nie udało porozmawiać się dłużej, ponieważ ochrona uniemożliwiła dalszą dyskusję. Myśleliśmy, że skoro festiwal jest dla wszystkich, co powinno mieć miejsce w demokratycznym państwie, to także geje i lesbijki mogą swobodnie porozmawiać z gościem uświadamiając mu, że głosi nieprawdziwe informacje na temat dróg zarażenia się wirusem HIV.

Żadnej awantury nie widziałam. Ba — pytałam nawet znajomych, którzy kręcili się przy Cejrowskim. Każdy wzruszał ramionami — geje dali mu popalić? A kiedy?

O sprawie — bazując tylko na mailu od Chodorka — napisała "Gazeta Wyborcza". Chwilę po publikacji pojawiły się pierwsze komentarze. Internauta zapytał: a widział to ktoś? Na co inny dopowiedział: do Cejrowskiego podeszli ludzie, którzy przedstawili się jako geje i lesbijki. Wręczyli mu prezent, ale ochroniarze podróżnika zareagowali. Trwało to może z pół minuty. Cejrowski prezentu nie przyjął.

A miał przyjąć?

Komentarze pod tekstem zostały zablokowane. Domyślam się, że toczyły się ostre boje — internauci nie znają granic i uwielbiają dolewać oliwy do ognia. Ale czasem bywa za gorąco. A czasem nawet dmucha się, by wzniecić ogień.

Gdyby nie mail od Chodorka, sprawa przeszłaby niezauważona. Gdyby nie Poznań, półminutowego incydentu w ogóle by nie było. Nie wypowiedziałby się Robert Biedroń, że Cejrowski to kolejny trudny przypadek. Że działacze KPH będą "prześladować" go aż do skutku, dopóki nie wyleczy się ze swojej homofobii i nietolerancji, albo nie wyjedzie do Ekwadoru, gdzie zostanie natychmiast aresztowany. Bo to kraj, w którym obowiązują surowe przepisy antydyskryminacyjne.

Ale stało się. Na ile jest to jednak nadmuchana wiadomość? Fakt, z zupki z proszku można ugotować niezłe danie. Poza mailem Chodorka innych dowodów brak. Przede wszystkim brak wypowiedzi Cejrowskiego. Myślę, że ukryta kamera zrobiłaby większą furorę niż jednostronna relacja.


A może odwrócić nieco fakty? Co by się stało, gdyby Cejrowski wyprzedził Chodorka i jako pierwszy wysyłał mail do mediów? Może czytalibyśmy wtedy:

Czepiają się mnie, szukają sensacji! Wiem, język mam niewyparzony, ale jeśli pederaści (tak Cejrowski nazywa homoseksualistów) wciąż mnie atakują, więc jak mam się do nich przekonać? Krytykowałem ich raz, drugi, trzeci. Może i przegiąłem pałę, ale… może miałem rację? Skoro oni ciągle skaczą do mnie, burzą się na każde słowo na ich temat… Czy od takich ludzi powinienem przyjmować prezenty? Gdybym przyjął książkę i skierowanie do lekarza, też byłaby sensacja. Że jestem perfidny i jaja sobie z nich robię. Że jestem niepoważny, że zdania własnego nie mam, że nie jestem asertywny. A ja, Wojciech Cejrowski, jestem asertywny. Lubić, nie lubię. Ale o skandale się nie proszę. To pederaści się proszą! Tysiące ludzi się ze mną sfotografowało, tysiącom ludzi dałem autografy — nikt się nie awanturował. Może to byli Żydzi, złodzieje, alkoholicy, narkomani, leworęczni, wegetarianie. Nie chwalili się. Brałem mazak i podpisywałem. Pozowałem do zdjęć, ale nie pozowałem na awanturnika.

Panie Wojtku, ja panu powiem — lubię pana, cenię, ale nie popieram pańskich przekonań. Jest pan katolikiem, więc powinien pan wyznawać, że każdy jest równy. Wiem, że lubi pan krytykować i języka za zębami utrzymać nie potrafi. Ba — nie dba o to! I sam pan sobie piwa nawarzył, że co i raz homoseksualiści nie wytrzymują. Że reagują, że się skarżą i w końcu krytykują — wet za wet. Że podpalają pana jak petardę i czekają, kiedy wybuchnie. A kiedy nie wybucha — walą jak w dym do mediów. A te już popalić potrafią. Sam się pan prosi swoimi komentarzami.

Panie Damianie, rozumiem, że Polak ma waleczną naturę. Wojował z Krzyżakami, zaborcami, hitlerowcami, a teraz wojuje z brakiem tolerancji. I racja, trzeba walczyć z homofobią — podpisuje się pod tym obiema rękami! Tylko dziwię się — czy trzeba robić to w tak kowbojski sposób? Wiele osób ma żal do homoseksualistów, że wojują wybijając się przed szeregi. Parady, transparenty… w końcu maile do mediów. A może lepiej byłoby napisać: podeszliśmy, wymierzyliśmy lufę w stronę tego homofoba Cejrowskiego, ten już przyjął waleczne barwy, ale goryle uniemożliwili nam konfrontację. Czujemy niedosyt, nawet żal czujemy, że nie udało nam się utrzeć nosa temu panu w kwiecistej koszuli. Dlatego wysyłamy mail do szanownych redakcji z prośbą o napisanie, że Cejrowski znów nas obraził. Chcieliśmy dać mu kontrowersyjny prezent, ale facet nie ma poczucia humoru. Bo ma złe poglądy.

Po czyjej stoję stronie? Po niczyjej. Powiem jedynie — nie skaczmy sobie do gardeł. Szkoda życia.


SONDA
Po czyjej jesteś stronie?

Cejrowskiego
Homoseksualistów
Nie mam zdania


Przeczytaj:
Parada Bosych Stóp z Cejrowskim