Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Nie pytaj o Polskę. Walcz o nią. („Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”)

Mam ciary, gdy słucham. Walczy we mnie Warszawa, odzywa się przeszłość. „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” wyśpiewany przez Mateusza Pospieszalskiego to nie tyle lekcja historii — bo ta mi już nie potrzebna — ile lekcja emocji. Piękna płyta.


Mirona Białoszewskiego poznałam w liceum. Wtedy wałkowaliśmy jego wiersze i prozę. Język się łamało — „Muzo-natchniuzo tak ci końcówkuję z niepisaniowości natreść mi ości i uzo”.

Był też czas wejścia w gruzy i kanały. Pierwsze wejście — Miron i jego „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”. Dziwne było to wejście — naszpikowane onomatopeją, neologizmami. Czy tak wyglądało powstanie?

Nie mogłam pojąć waleczności młodych chłopców. Bohaterowie? Ginęli za ojczyznę? Rzucali się w paszczę lwa? Że też chciało im się walczyć w powstaniu, które z góry było przekreślone. Młody człowiek stawia wiele pytań — młody pijany młodością demokracji i przełomu wieków. Inne czasy — komputery, komórki, gry komputerowe i pistolety na wodę. O wojnach słyszy się tylko w telewizji, a literatura na ten temat dziwi. Różewicz? Nałkowska? Białoszewski?

Powstanie Warszawskie było kiedyś kartką wyrwaną z kalendarza historii. Powstanie jedno z wielu — w rzędzie zestawione z listopadowym, styczniowym. To jednak najświeższe, bo świadkowie jeszcze żyją i mogą opowiadać.

I kolejna klasówka — kolejne daty na pamięć, kolejne fakty.


Mijają lata i coś zaczyna się dziać. Powstanie Warszawskie dobija do rangi kultowego wydarzenia w dziejach. Koncerty, plakaty — w końcu muzeum.

Pierwszy raz do „miejsca pamięci Powstania Warszawskiego” trafiłam rok temu. Zobaczyłam kawałek chleba, koszulki, książki, w końcu listy. Wszystko zaczyna mówić, opowiadać.

W 2005 roku Lao Che wydaje płytę „Powstanie Warszawskie”. Oj, jak mnie ta płyta pochłania. Dokładnie w sierpniu rok temu — można powiedzieć, że na czasie. I myślę wtedy, że powstanie było naprawdę. Nie tylko w książkach, starych fotografiach i archiwalnych filmach. Bije we mnie dzwon — niczym ta przysłowiowa „godzina W”.

Długo dojrzewałam? Oj, długo.

W tym roku zasłuchuję się w „Pamiętniku z Powstania Warszawskiego”.

Muzyka układa się w ilustrację zdarzeń powstańczej Warszawy opisanych przez Białoszewskiego. Doskonale oddaje nastrój poszczególnych obrazów. Słyszymy w niej odgłosy wojny, ale i miasta: powstańczych piosenek, szlagierów granych z gramofonu na barykadach, pieśni religijnych, a nawet muzyki Chopina. (...) Jeszcze słowo o Mateuszu Pospieszalskim. Jest głównym wokalistą na swojej płycie. Po raz pierwszy pozwala się poznać w tej roli w takim wymiarze. Ale niedoskonały głos i nieprecyzyjny warsztat tworzą jakość jakby stworzoną dla tej płyty.
(Mateusz Pospieszalski. Ma głos stworzony dla tej płyty)

Powstanie Białoszewskiego i Pospieszalskiego jest pełne bólu, tragedii i śmierci. Ale jest też piękne, bo człowiek nie kombinuje, nie kręci — ot, idzie za potrzebą wolności. Jest w nim instynkt życia — pomimo iż kanały przepełnione potem, krwią i śmiercią. Ale idzie dalej — bo gdzieś widać już światło. Bum bum bum — nic nie przeszkadza. Nawet ta cisza przed burzą.

„Hurraaa... Hurraaa... Powstanie — od razu powiedzieliśmy sobie — Jest! Jak wszyscy w Warszawie. I to takie z hurraaa i tłumem łubudu... Hurraaa!”

Co mogę jeszcze napisać? Tyle — nie pytaj o Polskę. Walcz o nią.

piątek, 7 sierpnia 2009

Żydek na psy schodzi

Jest czy go nie ma? Antysemityzm w Polakach wciąż się tli. To choroba nieuleczalna. Ale kto dzisiaj zaraża?


Jest taki spektakl „Żyd” z Bielsku-Białej. Przedstawienie to niczym nie powala, nie zaskakuje, ale... zmusza do myślenia. Niby to komedia, niby trochę głupawa i banalna, ale mówi o antysemityzmie, który wciąż w Polakach drzemie — wbrew narodowemu uzdrowieniu. Bo przecież mówi się, że wszystkie przykre rozdziały mamy już pozamykane. Guzik prawda.

Polacy kochają Żydów. Wzruszają Polaków żydowskie historie, porywają do tańca żydowskie melodie, do łez bawią żydowskie dowcipy i skecze. Szmoncesy łykamy pasjami. Porywa nas żydowski folklor. (...) Można powiedzieć, że judaizm jest naszą narodową pasją. Najpopularniejszą polską gazetę nazywamy tu “Koszerną”. Najświetniejsze radio nosi imię kobiety żydowskiego pochodzenia. Żyd umęczony przez Rzymian jest niemal naszym narodowym symbolem. Nie ma tematu, o którym Polacy będą dyskutować chętniej niż o Żydach. Nie ma tematu, na którym tak wielu Polaków tak dobrze się zna, jak na Żydach.

I pewnie dlatego na murach co i raz spotyka się napisy: Żydzi do gazu. Zdarzają się też namalowane swastyki czy szubienice z gwiazdami Dawida. Bo na Żydach znamy się wyśmienicie. Żartujemy sobie z ich zaradności. Cóż, bez Żyda nie ma Polaka.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że raz na jakiś czas natrafiam na delikatne przejawy antysemityzmu. Bogu dzięki, że z wielkim kalibrem się nie spotkałam. Obym tego nie doczekała. Oby historia się nie powtórzyła.

Rozdaję bilety do kina czytelnikom. Szczęściarze dzwonią i wybierają. Odzywa się też zalotny pan Antoni.

— Miła pani Ado, co mi pani da ciekawego?
— Ma pan do wyboru „Brzydką prawdę” albo „Wojnę polsko-ruską”.
— Wolę „Brzydką prawdę”, bo w „Wojnie” ten żydek Szyc co chwilę przeklina. Kiedyś on taki romantyczny był, a dziś — jak to żydek — na psy schodzi.

Ta sytuacja ma się tak samo jak inspiracja teatralnego „Żyda”. Takim pstrykiem dla dramaturga Artura Pałygi była anegdotka opowiadana przez Pawła Passiniego:

Na targach w Brukseli Polskę reprezentowała restauracja żydowska „Anatewka”. Podawano m.in. schab po żydowsku. Po posiłku kelnerka, wręczając karykaturalne figurki mężczyzn z pejsami i brodami, mówi z szerokim uśmiechem: „Na pamiątkę... żydki!”
(Artur Pałyga, O spektaklu „Żyd”)

Wzorce się powielają. Lubimy Żydów, ale...

Antysemityzm wiecznie żywy? Oto przykłady wygrzebane z sieci:

Nauczycielka:
Proponowałam różnym osobom pójście na ten spektakl. Od kilku usłyszałam: "Nie jestem antysemitą, ale...". Moja mama ma 78 lat. Opowiada, że jako dziecko bała się przechodzić koło synagogi w Białej, bo krążyły opowieści, że Żydzi porywają dzieci na macę. Z lekcji religii pamiętam, że Jezusa ukrzyżowali Żydzi...

Jadwiga Grygierczyk, aktorka:
Niedawno jechałam autobusem. Wsiedli kontrolerzy, sprawdzali bilety grupie młodzieńców. Usłyszałam potem ze strony tych młodzieńców pod adresem kontrolera: Ale Żyd. To jest wyssane z mlekiem matki. To takie kamyczki, które się zbierają.

Szanowny Sir Jarek:
My, Polacy (oczywiście z dużej litery) to jednak biedne frajery jesteśmy. Zawsze jakieś zewnętrzne nacje nas pognębią. A to Ruscy, a to Pepiczki, że o przebrzydłych Szkopach nie wspomnę. A my zawsze za „Wolność Waszą i Naszą” z szablami na czołgi. Ale najgorsze to są te żydki, co nam Ojczyznę rozgrabiają od środka i nie pozwalają na pławienie się w dobrobycie co się Nam ze wszech miar za dzielną postawę Przedmurza Chrześcijaństwa i "SOLIDARNOŚĆ" należy. Toż pomsty i kary Pańskiej nie ma na nich, a jeszcze Nam Pana Naszego Jezusa Chrystusa ukrzyżowali.

J-44:
Te pejsy do czego służą? Dlaczego nie można jeść wieprzowiny, skoro ona się już tak łatwo nie psuje, bo są lodówki? Po ch... rytualny ubój zwierząt? Wreszcie dlaczego niewinnym małym chłopcom, bez ich zgody, obcina się napletek nazywając to obrzezaniem? Izrael to bardzo barbarystyczne i nienowoczesne państwo.

dezerter:
Aj waj, aj waj — ty mnie do wojny nie popychaj!

Piotr Wierzchowski:
Wielu z nas, Polaków, to antysemici. Dlaczego?
1. Znajomi księża upierają się, że to jednak Żydzi zamordowali Jezusa w Jerozolimie.
2. Znajomy Żyd uważa, że w każdej bibliotece w USA są dowody na to, że właśnie Polacy są antysemitami.
3. Często słyszę w Warszawie: na Żyda nie będę głosował.
4. Nie znamy historii Ziemi Świętej. Nawet pani Świderkówna pisze o Palestynie w czasach Jezusa, gdy Palestynę utworzyli Rzymianie w II w.n.e. po powstaniu Bar Kochby. Pomijam tu szereg kościelnych wydawnictw, które generalnie rozmijają się z historyczną prawdą o tych ziemiach, w tym czasie.
5. Wielu Polaków obraża się na stwierdzenie, że zarówno Jezus i jego Matka byli Żydami — i to z rodu Dawida.
6. Aleksander hrabia Fredro, "Zemsta": to Żyd, wnet w literę go obrócę.
7. H. Sienkiewicz, "Potop", Zagłoba: sprowadzić mi tu Żyda za pejsy.
8. Świadectwo W. Bartoszewskiego o postawie niektórych księży z rejonu Jedwabnego, na jesieni 1939: nawoływali wiernych do wydawania Żydów Niemcom.
9. Brat Artura Rubinsteina uważał, że Polacy mieli go za parszywego Żyda, zaś jego brata za wielkiego Polaka.
Tu tylko kilka zdań, które nasunęły mi się w ciągu kilku minut.

Gość:
Za świńską grypę też odpowiedzialni są Żydzi może?

Polak:
Przepraszam Żydów za to, że podczas wojny moi pradziadkowie, ryzykując życiem swoim i rodziny, przechowywali i ocalili od zagłady kilku z nich, nie doczekawszy się nawet pośmiertnie drzewka pamięci ani innych form wdzięczności. Ja, nauczony doświadczeniem moich przodków oraz moimi własnymi obserwacjami, w przypadku ponownego holokaustu nie zamierzam nawet kiwnąć palcem w obronie któregokolwiek przedstawiciela narodu wybranego. Dla mnie to żaden geszeft.

Przeczytaj:
Holocaust — Polakowi palec w oko
Jeśli boli cię głowa, nie bierz aspiryny. Wymyślił ją Żyd!

czwartek, 30 lipca 2009

15 lat bez Ryśka

30 lipca 1994 roku w Chorzowie zmarł muzyczny geniusz Ryszard Riedel. Fenomen w tym, że jego muzyka wciąż żyje — przekazywana z pokolenia na pokolenie, z ust do ust. Że cały czas wzbudza emocje.



I równie genialne wykonanie Darka Tabisia.



Już za życia był legendą. Dzięki jego sugestywnemu i żywiołowemu zachowaniu na scenie, koncerty zespołu zamieniały się w swoiste muzyczne spektakle. Gdy dodać do tego charyzmę, za sprawą której porywał tłumy, a także wyjątkowy charakterystyczny głos – otrzymujemy postać tragicznego artysty, który odszedł z powodu uzależnienia od narkotyków, niejako „na własne życzenie”, choć na pewno wbrew zapatrzonym w niego fanom.

Na pierwszą próbę Dżemu trafił zaproszony przez jednego z kolegów. Początkowo nie potraktowano go poważnie. Do chwili, kiedy zaśpiewał. Paweł Berger, zmarły tragicznie w 2005 roku klawiszowiec grupy, w rozmowie z Janem Skaradzińskim, autorem monografii „Rysiek”, tak wspominał ten dzień: – Buty nam spadły, jak dał głos, ale niczego po sobie poznać nie daliśmy, żeby małolatowi się w głowie nie poprzewracało.

Lata 80. biegły dla niego trzema równoległymi drogami: muzyczną, rodzinną i narkotykową. Tę pierwszą znaczyły kolejne przeboje: „Lunatycy”, „Sen o Wiktorii”, „Wehikuł czasu” czy „List do M.” W tej drugiej azylem było mieszkanie w bloku na jednym z tyskich osiedli. Trzecia była drogą ku zatraceniu. Do jej kresu dotarł 30 lipca 1994 roku. Miał wówczas niespełna 38 lat.
(Rysiek Riedel żył za szybko, umarł za młodo)

Rysiek był na detoksie w olsztyńskim szpitalu psychiatrycznym. Ale nie dał rady wyjść z nałogu.

> Riedel, gwiazda bez wysiłku

niedziela, 19 lipca 2009

Jagiełło znów dokopał Krzyżakom

Na Grunwald walą tłumy! A wszystko po to, by kibicować Jagielle w pogromie, jaki zaserwował 599 lat temu Krzyżakom. Historyczne pola zmieniają się wtenczas w Krupówki. Powód do dumy? Jasne!


Bitwę pod Grunwaldem rozpoczyna wystrzał z bombardy. Zaczyna się walka. Rycerze walczą na śmierć i życie. Wielu spada z koni, sypią się trupy. W końcu wygrywa Jagiełło. Niemcy odchodzą z kwitkiem. I tak jest od 1410 roku — kiedy bitwa rozegrała się po raz pierwszy. Kurz jednak po tej walce opadał dość długo, by znów się wznieść w 1998 roku. I od tego czasu corocznie miecze idą w ruch. Tylko obecność karetek pogotowia przekonuje, że nie mamy do czynienia z prawdziwą bitwą pod Grunwaldem. Rekonstrukcja walk dla wielu rodaków to pretekst do zamanifestowania narodowej dumy. Podtrzymuje mit, że w średniowieczu byliśmy prawdziwą potęgą.

Rekonstrukcja trwa godzinę i jest wielkim historycznym spektaklem. Skoro tak — ludzie na Pola Grunwaldzkie ściągają niczym do teatru. Czyli jednak naród ma potrzebę obcowania ze sztuką. Cóż, że ze sztuką walki. Sztuka to sztuka!


18 lipca na pole bitewne wychodzi ponad 1400 rycerzy.


Atrakcją jest wybudowana wioska średniowieczna. Rycerze polerują zbroje, a kowale szykują podkowy Polakom na szczęście...


Wiele osób uczestniczących w średniowiecznych inscenizacjach traktuje to jako zawód. Do bitew i pojedynków przygotowują się przez cały rok: ćwiczą fechtunek, kompletują sprzęt, czytają stare księgi i historyczne powieści.


To historyczne reality show to też żywa lekcja historii. Dlatego do Grunwaldu ściąga sam mistrz Ronaldo.


Nie brakuje też wielu młodych panienek.


Dlatego panowie mają oczy szeroko otwarte.


Ale dostatek też męskich ciał...


Rekonstrukcje bitew nie są wcale najnowszym wynalazkiem. Pod koniec XIX wieku w Krakowie były one na porządku dziennym. To właśnie takie widowiska inspirowały Jana Matejkę do malowania obrazów. Dziś Grunwald inspiruje fotografów. Szczęk mieczy miesza się zawsze z dźwiękiem migawek.



Przeczytaj:
Utarty nos Krzyżaka

Zbyszko z Bogdańca nigdy nie był pod Grunwaldem
Siła narodu kibicowała naszym pod Grunwaldem
Grunwald: jarmark z rycerzami w tle

czwartek, 4 czerwca 2009

Jedynki prasowe: 20 lat wolności

4 czerwca urodził się Krzysztof Hołowczyc... a w 1989 roku Polska dojechała do mety komunizmu. Joanna Szczepkowska ogłosiła zwycięstwo Polaków. Pamiętacie?







Jak prasa świętuje 20. rocznicę wolności?




Która jedynka najlepiej oddaje ducha rocznicy? Komentuj!

Przeczytaj:
Czy 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm?
Szczepkowska: Wierzgnięcie było konieczne

czwartek, 21 maja 2009

Holocaust — Polakowi palec w oko

Holokaust to nie tylko niemiecka zbrodnia — pisze „Der Spiegel” i wini również Polaków. Prawda, czy nadużycie?


Egzamin z historii zdałam dzięki Hitlerowi. Był 1999 rok, pierwsza sesja na studiach. Wylosowałam pytanie z holocaustu. A że zagładą interesowałam się już od podstawówki — za sprawą wiersza „Warkoczyk” Różewicza — odetchnęłam. Na krótko, bo stoczyłam bitwę. Gdy wyliczałam, ile złego narobili Niemcy, profesor zmarszczył brew i zapalił papierosa. Przybrał pozę walecznego byka. Każdy mój argument zbywał swoim. Miał rację? Zna historię o milion razy lepiej niż ja, ale to i tak nie pozwoliło skulić mi uszu.
— Ale panie profesorze, przecież to Niemcy wymordowali Żydów!
— A Polacy niby tacy święci?

Dostałam tróję i zamknęłam indeks. Nie przyjęłam jednak do wiadomości, że Polacy też świnie. Przecież ratowali Żydów! To Niemcy i tylko Niemcy zgotowali światu taki los. Tak mówili podręczniki, nauczyciele, naoczni świadkowie. Może inni milczeli?

Zapadła cisza. Przerwał ją dopiero Jan T. Gross książką „Strach”. Twierdzi w niej, że Polacy święci jednak nie byli. Podważył tym naszą heroiczną polskość. Wszyscy stanęliśmy okoniem — że piszący historyk przeinacza historię. Teraz śladem Grossa idzie „Der Spiegel”.

Bez Niemców nie doszłoby do holokaustu. To oczywiste. A inni pomagali z własnej woli, czy motywował ich strach, a może manipulacja?

O utracie moralnego kompasu na wielką skalę opowiadał mi prof. Jan T. Gross, autor kontrowersyjnego „Strachu”:

Nigdy nie rozmawiałam z wampirem... Jak pan podchodzi do takich określeń na swój temat?
— Powiem, że z humorem, aczkolwiek jest mi przykro, że człowiek na stanowisku, przedstawiciel bardzo poważnej instytucji używa takich słów. W rozmowie osobistej, jak ludzie się przezywają, to wszystko jest w porządku. A jak piastuje się urząd, to jednak kultura zobowiązuje. Dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej, bo przecież o nim mowa, jest lekkomyślny. Tak właśnie bym go określił. A dlaczego tak powiedział? IPN prowadzi politykę historyczną i przygotowywał się niemerytorycznie na długo przed ukazaniem „Strachu”. Był gotowy dać książce opór, wydając równocześnie książkę Marka Jana Chodakiewicza i promując go jako alternatywę. To było przemyślane ze strony IPN-u, ale... Ta instytucja jest przecież siedliskiem tego, co ja nazywam w książce „katoendecją”! To specyficzne myślenie narodowo-katolickie wbrew wszystkiemu. Również wbrew rzeczywistości.

Jednak nie wszystko jest czarne. A pan poprzez „Strach” chce zmyć mit, że Polacy byli albo ofiarami, albo bohaterami. Mówi pan, że byli katami...
— Ja po prostu opisuję prawdę. Bo taka była historia w czasie wojny! To jest bardzo trudna wiedza i również trudno jest ją sobie uwewnętrznić.

W takim razie dlaczego do tej pory żyliśmy w świadomości bohaterstwa? Dlaczego wybielaliśmy tę czerń?
— Taka jest tendencja każdego z nas osobna i wszystkich grup społecznych. Ma się tendencję do myślenia o sobie w samym w samych superlatywach. Co złego to nie ja, więc najistotniejsze jest tu znaczenie pozytywne. Szczególnie gdy w grę wchodzi utrata moralnego kompasu na wielką skalę. Ale fakt faktem, taka historia miała miejsce w czasie wojny i polskie społeczeństwo nie ma o niej wiedzy. Ale Polacy nie są jedyni w tej kwestii i nie tylko nam brakuje zdolności skonfrontowania prawdy na temat okupacji z własnymi wyobrażeniami. Wszystkie społeczeństwa, jakie znalazły się pod okupacją niemiecką, w jakiś sposób okazały się podatne na antysemityzm. Taki sposób myślenia był bardzo rozpowszechniony w połowie XX wieku. To, co wymyślił Hitler — mordowanie Żydów — oczywiście było unikalne. Ale na początku też nikt nie wiedział, w jaki sposób okupacja przebiegnie w Europie. Dlatego wiele osób nawiązało współpracę z Niemcami. I stało się to, co się stało. Po wojnie w Polsce w ogóle się o tym nie mówiło. Inaczej wyglądała świadomość zbiorowa w takich krajach jak Francja, Holandia. Tam wszystko było prostsze — była możliwość dyskusji. Kraje te nie były pod rządami komunistycznymi, jednak i tak temat antysemityzmu nie należał do najlżejszych. Nawet tam musiało minąć trzydzieści lat zanim zaczęło się o mówić w sposób naprawdę wolny i nieskrępowany. Dopiero po tych latach zaczęto myśleć w sposób prawdziwy i zdający sprawozdanie z tego, co się naprawdę działo.

A u nas — nie uważa pan, że to za wcześnie tak rzucać historią w twarz?

— Mówić prawdę nigdy nie jest za wcześnie.

Ale książka najpierw ukazała się w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego nie w Polsce, skoro tyczy się Polaków?
— To totalny przypadek. Ja po prostu pisałem „Strach” po angielsku i miałem podpisaną umowę z wydawcą. Oczywiście, w trakcie pisania, zastanawiałem się, czy nie należałoby wydać książki najpierw po polsku. Ale nie było żadnego powodu. Przedstawiam fakty znane. Moim zadaniem było tylko ich wydobycie na wierzch i pokazanie nieznanej historii. Ale nieznanej ogólnie, bo poszczególne fakty były opisane, ale nikt wcześniej nie zadał sobie trudu, by je zebrać do kupy. To już jest coś innego. Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że historycy nie dopełnili obowiązku i tym bardziej jestem przekonany, że trzeba przedstawić tę kwestię społeczeństwu. O wielu rzeczach, które teraz znajdują się w „Strachu” pisałem już o wiele wcześniej. Dziesięć lat temu wydałem małą książeczkę „Upiorna dekada” i tam poruszam szalenie dużo tych samych wątków. Trzy ostatnie strony w „Strachu” to są te same strony, które kończą „Upiorną dekadę”. Przekaz obydwu tytułów jest bardzo podobny, ale wcześniej nikt nie podjął się komentarza czy debaty. Więc — a propos tego, że „Strach” nie ukazał się najpierw w Polsce — nie miałem żadnego poczucia obowiązku, że to właśnie w Polsce musi odbyć się premiera.

A co Amerykanie mówią na temat „Strachu” i polskiego antysemityzmu?
— Nic nie mówią! W Ameryce nie jest to dominujący ważny temat. W ogóle się nie interesują. To w pewien sposób bardzo prowincjonalne państwo, a jednocześnie olbrzymie. Amerykanie mają swoje problemy i najchętniej o nich rozmawiają. Książka oczywiście miała bardzo dobre recenzje, przez kilka dni była jakoś komentowana, ale nic ponadto. Przyszły następne książki i tyle było ze „Strachu”.

A w Polsce nieustająca debata trwa...

— Nie spodziewałem się, że reakcja będzie aż taka.

Nawet prokuratura czytała pana książkę. Nie obawiał się pan procesu? Bo i o takim pomyśle się słyszało — jako że znieważył pan polski naród...
— Nie sądzę, by doszło do procesu. A jeśli już tak się stanie, będzie to bardzo kompromitujące dla Polski.

Kardynał Dziwisz stwierdził, że „książka budzi demony antypolskości i antysemityzmu”. Według pana antysemityzm jest w Polsce nadal „aktywny”?
— Są badania na ten temat i wychodzi, że tak. Ujawnia się on nie tylko poprzez napisy na murach, ale przede wszystkim w mediach. Taki „Nasz Dziennik” na przykład co i rusz coś zapodaje. To, co się odbywa wokół Rydzyka jest naznaczone bardzo wyraźnie i nie jest to zjawisko marginalne. Towarzystwo Rydzyka przez ostatnie dwa lata wyszło na główne salony Rzeczpospolitej.

A skąd się wzięła nienawiść Polaków do Żydów? Czy wojna dała przyzwolenie na antysemityzm bez hamulców?
— Tak myślę, wtedy do głosu doszła eskalacja. Antysemityzm i antyjudaizm nie był zjawiskiem nowym, ale nie był też rozpowszechniony. Jednak trzeba powiedzieć, że to zjawisko nie jest charakterystyczne tylko dla Polaków. Wszędzie tam, gdzie jest chrześcijaństwo, jest również antysemityzm w różnej postaci. Ale dopiero hitleryzm umożliwił antysemityzm na tak przerażającą skalę. Uruchomił zachowania i działania, których ludzie normalnie by nie podejmowali. Wcześniej przecież antysemityzm polski nie był antysemityzmem eksterminacyjnym! A podczas wojny poszło to najgorszym kanałem, a do tego ludzie korzystali na tym materialnie. Nie tylko polskie społeczeństwo, ale i niemieckie ciągnęło, ile mogło. To przecież było przemyślane przejęcie własności Żydów.

Nie tylko wyrywanie złotych zębów, ale i zagarnianie całych majątków...
— Oczywiście, że tak. Takie było zjawisko społeczne! Bo jeżeli trzy i pół miliona Żydów znika, to na ich miejsce ktoś się wprowadza. Ktoś na tym korzysta. A Żydzi przecież nie byli biedni, a korzyści nie oddaje się tak łatwo.

Ale gdzie moralność?
— Wielu ludzi ją miało. Oczywiście nie rozumiem zachowania tych, którzy czynili tak, jak nie powinni. Ale jak obserwuję to, co dzieje się na świecie, okazuje się, że człowieka bardzo łatwo jest zachęcić do tego, by robił krzywdę. Przykładem jest wojna domowa w Jugosławii, sytuacja w Ruandzie, w Kenii. Kenia było jednym z lepiej rozwijających się afrykańskich państw i nagle z dnia na dzień wszystko się zmieniło. Jak mówił Marek Edelman — w człowieku tkwi zło...

Do napisania „Strachu” tknęło pana jedno zdanie — że uratowanie życia ściganemu przez zbrodniarza dziecka może okryć kogoś wstydem i hańbą. Nie mógł pan tego zrozumieć. Czy książka w czymś pomogła?
— Oczywiście ciągle nie przyjmuję do wiadomości, że można się tak zachowywać i przykładać rękę do zbrodni. Książka rzeczywiście wyjaśniła mi wiele rzeczy. Uprzedzenia antyżydowskie otworzyły bramkę, przez którą można było wejść w to zachowanie. Ludzie po wojnie mieli niewyartykułowane i głęboko osadzone w duszy poczucie wstydu. Za wojenny antysemityzm i gwałtowność w stosunku do Żydów. Polacy korzystali na śmierci Żydów i wstyd się im było do tego przyznać. W ten sposób wypierali ze świadomości to, co się działo. A ci ludzie którzy pomagali Żydom? Dla nich było to straszne! To był palec w oko! Czuli na plecach strach, bo co będzie, gdy się wyda? Wiele osób ukrywało i pomagało Żydom, biorąc od nich pieniądze w czasie wojny. Brali, by i tak ich potem zamordować. Jeśli już ukrywało się Żyda, trzeba było na tym zarobić. Takie było myślenie wielu. A Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata, czyli ci, którzy nie brali pieniędzy za pomoc, byli w jeszcze gorszej sytuacji. Bo co by było, gdyby napadła ich banda? Gdyby musieli wydać to, co rzekomo dostali od swoich podopiecznych? To nie były łatwe czasy.

niedziela, 17 maja 2009

1989-2009: 20 lat wolności

System się nie zmienił. Zmieniły się ideały. Rządziła partia, dziś rządzi polityka. Kiedyś ludzie robili coś dla ludzi. Teraz robią dla zysku. W ciągu 20 lat wolności zmieniła się terminologia. Kiedyś obywatel trawiący ciężkostrawną rzeczywistość. Dziś konsument. System się nie zmienił.


Co mogę powiedzieć o sobie "dwudziestoletniej"? Chyba nic więcej niż napisał Radosław Orzeł:

Byłem tani, jestem drogi. Byłem parówką na kartki, jestem parówką bez mięsa. Byłem jaroszem, a nagle stałem się wegetarianinem. Byłem Stanem Wojennym, jestem pogrążony w apatii. Byłem analogowy, a teraz cały z pikseli.
(…)

Byłem tragedią, a jestem traumą.
(…)

Byłem lokatorem kwaterunkowym, jestem lokatorem kredytu. Byłem kinem studyjnym, jestem multipleksem. Byłem "Czterdziestolatkiem", "Kabaretem Starszych Panów", "Tolkiem Bananem", jestem tasiemcem, tombolą, plebiscytem.
(…)

Byłem lodem na patyku i oranżadą w proszku, jestem batonem, chipsem i snackiem. Byłem mały, jestem duży. Byłem zdobywcą Berlina i pogromcą spod Kurska, jestem przegranym w Powstaniu Warszawskim.
(…)

Byłem makulaturą, jestem segregowanym odpadem.
(…)

Byłem i jestem nadzieją. Byłem Made in Poland i byłem Made in USSR. Byłem Polakiem, jestem Europejczykiem. Byłem zakłamaną historią, jestem historią bez autorytetu. Byłem Zimą Stulecia, a jestem roztopem.

Pamiętam, jak tata przywiózł z Anglii pepsi. Jedną w puszcze, jedną w butelce. Żal mi było je otwierać, żal wypijać — bo co się stanie jak połknę ten lepszy świat? Zostanie mi pusta puszka, czyli atrapa lepszego życia.

Dziś śmietniki zawalone są pustymi butelkami i puszkami.

Pamiętam, jak mama kupiła mi purpurowy płaszczyk. Pamiętam, jak szłyśmy do jakiegoś mieszkania w wieżowcu. Płaszczyk pochodził z drugiej ręki, z Niemiec. W tym płaszczyku czułam się lepsza — jakby z żurnala wycięta. Wtedy modna była "burda". Pamiętam prośby mamy, by dbać o płaszczyk. Pamiętam też moją zabawę w piaskownicy po deszczu. — Obyś się nie przewróciła w błoto! — przestrzegała mama. Przewróciłam się.

Dziś można kupić dwa ciuchy w cenie jednego.

Pamiętam pierwszą pizzę na cienkim cieście we Wrocławiu. W Olsztynie jeszcze nie było pizzerii. To była zupełnie nowa jakość — kuchnia europejska kontra zupa pomidorowa.

Dziś pizza sama przyjeżdża do domu. Ale pomidorówkę i tak lubię najbardziej.

Pamiętam, jak kilka lat temu byłam w Paryżu. Pewien Francuz pomógł mi znaleźć linię metra jadącą na lotnisko. Rozmawialiśmy chwilę. Stwierdził: Polska to komunistyczny kraj. Piękny, ale komunistyczny. Oczy w słup. Komunistyczny? A Wałęsa?

Tak Polskę widzą cudzoziemcy. Powyższy filmik jest na to dowodem. 20 lat wolności na nic? O wolności bez Solidarności?


> Jedynki prasowe: 20 lat wolności

Poznaj głos mojego pokolenia:
Jesteśmy niewolnikami fantastycznego wyboru
Przez ostatnie 20 lat dojrzewałem razem z Polską
Déjà vu

wtorek, 5 maja 2009

Jaki kanał, taki rejs!

Puściłam się na głębokie wody... No, może nie takie głębokie, ale Kanał Elbląski głębokie korzenie ma na pewno. By wybudować system pochylni, ich konstruktor musiał czekać 20 lat. Ja przepłynęłam kanał w 11 godzin. Mówią, że to cud Polski. Ja wiem, że to ewenement na skalę światową.


Cudze chwalicie, swego nie znacie. Zawsze ciągnęło mnie gdzieś daleko, a tym razem — z okazji majowego weekendu — wybrałam się w rejs Kanałem Elbląskim.

Ach, było fantastycznie! Nie to, że dziewicza przyroda, nie to, że czyste powietrze, to przede wszystkim malownicze brzegi zamieszkałe przez ptactwo i zwierzynę leśną. Główną atrakcją jest też jedyny na świecie funkcjonujący system pochylni. Wykorzystują one napęd wodny i dzięki temu statki przemieszczają po lądzie w górę lub w dół — zależnie od kierunku rejsu. Dzieje się to dzięki szynowym urządzeniom wyciągowym napędzanym mechanicznie siłą przepływu wody. Genialne, prawda?

Kanał Elbląski jest unikalnym systemem wodnym łączącym kilka zachodniomazurskich jezior z Zalewem Wiślanym. Jego oryginalność polega na pokonywaniu przez statek naturalnie występującej w tym regionie 100-metrowej różnicy poziomów wody. Nic mu nie straszne — daje radę właśnie dzięki systemowi śluz i pochylni.

Ten światowej klasy zabytek sztuki hydrotechnicznej został zaprojektowany przez holenderskiego inżyniera Jakoba Georga Steenke na początku XIX wieku. Facet miał połączyć Prusy Wschodnie z Bałtykiem. Wymyślił, ale... prawie 20 lat czekał na rozpoczęcie budowy. Ta jednak trwała już znacznie krócej — tylko 8 lat.

Kanał Elbląski znalazł się na liście Siedmiu Cudów Polski — tuż obok Kopalni Soli w Wieliczce, zamku w Malborku i katedry na Wawelu.

Kanał liczy 83,3 km. Cały rejs trwa 11 godzin. Co widziałam, podaję w ruchomym obrazku:

czwartek, 2 kwietnia 2009

W Wadowicach wszystko się zaczęło…

Kapłan jest człowiekiem żyjącym samotnie po to, aby inni nie byli samotni. Jan Paweł II.


Jan Paweł II w anegdotach*

Jakoś człapię
Podczas czwartej pielgrzymki do Ojczyzny, w Olsztynie, dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" udało się wychylić głowę ponad tłum i zapytać Jana Pawła II o zdrowie.
- A jakoś człapię - odpowiedział Papież.

Dobre źródło informacji

Papież na pytanie dziennikarzy, jaki jest stan jego zdrowia odpowiedział: "Nie wiem, nie czytałem porannych gazet."

Szklana klatka
Papież był bardzo niezadowolony z tego, że obwozi się go w szklanej klatce. Pomysłu tego broniła pewna Polka, mając możliwość rozmowy z Janem Pawłem II w Krakowie.
- Ta klatka zmniejsza jednak ryzyko - tłumaczyła - Nic nie poradzimy, że się lękamy o Waszą Świątobliwość...
- Ja też - uśmiechnął się Papież - niepokoję się o swoją świątobliwość.

Wszyscy sobie poszli
Któregoś wieczoru, podczas szpitalnej rekonwalescencji w klinice Gemelli po zamachu na Placu świętego Piotra, Papież wyszedł ze swojego pokoju na opustoszały korytarz. Rozejrzał się i powiedział: "Ładne rzeczy, wszyscy sobie poszli, a mnie zostawili!"

Jeździć po kardynalsku

Pewnego razu zapytano Karola Wojtyłę, czy uchodzi, aby kardynał jeździł na nartach. Wojtyła uśmiechnął się i odparł:
- Co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach!

Przeprosiny
Metropolita krakowski Karol Wojtyła przyjechał na pogrzeb sufragana częstochowskiego, biskupa Stanisława Czajki, niemal w ostatniej chwili. Witając się ze zgromadzonymi na uroczystości biskupami, jakoś pominął biskupa z Siedlec. Rychło jednak się spostrzegł, wrócił, podszedł do pominiętego i powiedział:
- Świnia jestem, nie przywitałem Księdza Biskupa!

Pożegnanie biskupów

Po jednym ze spotkań Papież pożegnał polskich biskupów słowami znanej pieśni: "O cześć wam, panowie magnaci!"

Więcej już nic nie powiem
Przed ponad 25 laty Papież w ten sposób zakończył pierwszą audiencję dla Polaków: "Więcej już nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego powiedział, że później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie dobrać".

Opaleni kardynałowie

Pod koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w czerwcu 1979 roku, upływającej pod znakiem upałów, Papież oznajmił, że jej pierwszy efekt jest już widoczny - opalili się towarzyszący mu kardynałowie.

Złość piękności szkodzi
Przed kilku laty - wspomina watykański korespondent Telewizji Publicznej, Jacek Moskwa - po modlitwie "Anioł Pański" Jan Paweł II przemawiał, niemal krzycząc. Zaraz potem, podczas audiencji w Pałacu Apostolskim, Moskwa prosił Papieża, aby na siebie uważał, bo jego chrypka zaniepokoiła dziennikarzy.
- To ze złości - usprawiedliwiał się Papież.
A odchodząc dodał: - A złość piękności szkodzi.

Z wami dziecinnieję
Podczas jednej ze swoich wizytacji rzymskich parafii Papież - jak to miał w zwyczaju - wdał się w rozmowę z dziećmi.
- Wy jesteście młodzi, a ja już jestem stary - powiedział.
- Nie, nie jesteś stary - gromko zaprotestowały dzieci.
- Tak, ale jak jestem z wami, to dziecinnieję - replikował Papież.

Mów mi wujaszku
Podczas pierwszej wizyty w USA Papież spotkał się z rodziną prezydenta Jimmy’ego Cartera. Pięcioletnia wówczas wnuczka prezydenta, mając kłopoty z wygłoszeniem powitania, powtarzała w kółko:
- Jego Świątobliwość, Jego Świątobliwość.
Papież, chcąc wybawić dziewczynkę z kłopotów, wziął ją w ramiona i powiedział:
- Mów mi wujaszku.

Papieskie wagary
Podczas powitania w Monachium Papież spytał licznie obecne dzieci: "Dano wam dziś wolne w szkole?". "Tak" - wrzasnęła z radością dzieciarnia. "To znaczy - skomentował Jan Paweł II - że papież powinien częściej tu przyjeżdżać".

Jak się czuje piesek?
Jeden z watykańskich prałatów chciał się nauczyć polskiego, więc sprowadził sobie nasz elementarz. Nauka była jednak tak pospieszna, że kiedy chciał się nową umiejętnością pochwalić przed Ojcem Świętym, coś mu się pomyliło i zamiast: "Jak się czuje Papież", rzekł: "Jak się czuje piesek?". Papież spojrzał na niego zdumiony, po czym odpalił: "Hau, hau".

Jan Paweł - Pawłowi
Podczas pierwszej pielgrzymki do Niemiec zebranym na mszy tak spodobały się cytowane przez Papieża słowa św. Pawła, że przerwali mu i zaczęli bić brawo. Kiedy Ojciec Święty znów doszedł do głosu, przerywając przygotowaną mowę, stwierdził: "Dziękuję w imieniu świętego Pawła".

To tylko wasza konstytucja
W ostatnim dniu pielgrzymki do Polski w 1983 roku podczas pożegnania na lotnisku generał Jaruzelski poskarżył się Papieżowi, że ten w swych homiliach niezwykle surowo potraktował reżim komunistyczny.
- Ja jedynie przytaczałem artykuły waszej własnej konstytucji - odparł łagodnie Papież.

Nie szumcie siostry nam
W hiszpańskiej Avili, gdy szum czyniony przez rozradowane zakonnice stawał się już wprost nie do zniesienia, Papież wypalił: "Te siostry, które ślubowały milczenie, hałasują tu najgłośniej".

Niech żyje łupież...
Podczas ostatniej pielgrzymki w Pełpinie: "Jak tak krzyczycie ’Niech żyje papież’, przypomina mi się, gdy ktoś się pomylił i krzyknął: ’Niech żyje łupież’. Ja was do tego nie zachęcam".

Ech, popapieżyć
Ojciec Święty do odwiedzającego Go polskiego księdza:
- Poczekaj chwilę na mnie, muszę trochę popapieżyć.

* Fragmenty z książki "Kwiatki Ojca Świętego".

wtorek, 3 marca 2009

Dokładnie trzydzieści dwie osoby

Łódź ma swoją historię. Bolesną. II wojna światowa zniszczyła nie tylko tożsamość miasta, ale zabiła tysiące Żydów. Getto na pewno nie było ich ziemią obiecaną.

Asia pękła po trzech dniach, Bartek pękł po pięciu dniach. Ania nie pękła – użyła gumy Nicorette. To najlepszy sposób na palenie… Oto moja parafraza reklamy, jaką przed chwilą usłyszałam w radiu. Nie pamiętam szczegółów, ale w obliczu moich myśli, czuję niesmak. Ale nie w ustach. To niesmak egzystencjalny. Że też mi się tak skojarzyło…

Wracam właśnie z Łodzi, gdzie po raz pierwszy dotknęłam historii - poczułam zapach, oddech przeszłości. To już nie książki, nie filmy, nie opowieści. To odciski palców, słowa wplątane w powiew wiatru, pourywane zdania w płomieniach marcowego słońca. I ani jednej łzy. Tylko śnieg topniał - krople kapały z dachów wagonów... Mówię o Holocauście, o stacji Radegast. I kiedy wczoraj stałam przed wagonem, którym setki Żydów jechały na śmierć, ogarnęło mnie przygnębienie. Że człowiek człowiekowi zgotował taki los.

- Bydlęce wagony zapełniano w przykładnym porządku. Dokładnie trzydzieści dwie osoby do każdego, bez względu na to, czy jakieś dziecko, ojciec czy matka pozostali na zewnątrz. Błagania nie odnosiły skutku. Z łoskotem zasuwano żelazne drzwi, zabezpieczając je grubymi ryglami, na stopniach przepełnionych wagonów zasiadało po dwóch żołdaków z postawionymi bagnetami”.
(Sara Zyskind, ocalona z getta).

Radegast był stacją kolejową łódzkiej zamkniętej dzielnicy żydowskiej. Leżał na północno-wschodnim krańcu getta - już poza jego granicami. Z terenem getta łączyła go ogrodzona z obu stron kręta droga. Ostatnia droga, jaką mieli do przejścia łódzcy Żydzi.

Łódzkie getto zostało zorganizowane jako pierwsze na okupowanych ziemiach polskich, a zlikwidowane jako ostatnie. Było ono drugim - po getcie warszawskim - najliczniejszym skupiskiem ludności żydowskiej w Polsce. Z chwilą jego zamknięcia przebywało w nim ponad 200 tysięcy Żydów - głównie mieszkańców Łodzi.

Decyzję o całkowitym wymordowaniu całej nacji żydowskiej władze hitlerowskie podjęły w połowie 1941 r. Pośredniej eksterminacji Żydów służyła niewolnicza praca, wszechogarniający głód, fatalne warunki higieniczne, ciasnota.

- W ten sposób naziści dążą do tego, by na świecie żyli tylko ci najpiękniejsi (…) Tym najpiękniejszym będzie wolno robić dzieci, ale z tymi najczystszej rasy. (…) A my będziemy się tylko zazdrośnie gapić i wstydzić. (...) takiego piękna, czystości rasy i wszystkiego zgodnie z najsurowszymi przepisami byśmy nie stworzyli nigdy, nawet gdyby nas wyżymali albo siekali na kawałki. (...) A sumienie - jak napisał Adolf Hitler - jest tylko żydowskim wynalazkiem, kaleczącym ludzką jednostkę tak samo, jak obrzezanie kaleczy jej ciało.
("Z dziennika siedemnastoletniej Perły Sch.")


To z Radegast odjeżdżały kolejne transporty - do Chełmna nad Nerem (Kulmhof) i do Oświęcimia (Auschwitz). 29 sierpnia 1944 roku odbyła się ostatnia podróż.

Radegast to także morawskie piwo. I bóg Słowian.