Z kurierem nie wygrasz. On dyktuje warunki — nie ważne, że płacisz i wymagasz. Przesyłka ma prawo leżeć na terminalu, a ty nie masz prawa się nawet zdenerwować. A z DHL o nerwy nie trudno.
Czekam na przesyłkę, która do Olsztyna ma przyjść z okolic Jeleniej Góry. Kurier zostaje zamówiony w środę, ale pod wskazany adres nie przyjeżdża. Wymówką jest popsuty samochód. To jakimi DHL jeździ wozami, że się psują? Nerw pierwszy zaliczony.
Kurier pojawia się w czwartek, o godz. 10.08 odbiera przesyłkę i… zaczyna pracować.
Piątek — przesyłka powinna pojawić się w Olsztynie, ale ani widu ani słychu. Nerw drugi zaliczony. Dzwonię do Contact Center (tak fachowo DHL nazywa swoje biuro obsługi klientów) i pytam: gdzie jest przesyłka?
— W Jeleniej Górze — odpowiada mi konsultantka.
— W Jeleniej? A dlaczego jeszcze w Jeleniej?
— Prawdopodobnie kurier nie wziął przesyłki z tamtejszego terminalu.
— Jakim cudem? Przecież płacę za to, aby ją wziął.
— Widocznie wyjechał wcześniej niż przesyłka została dostarczona do Jeleniej Góry.
— Płacę, więc to nie powinno mnie interesować. Skoro przesyłka została nadana rano w czwartek, kiedy więc powinna do mnie dotrzeć?
— W piątek.
— A dzisiaj jaki mamy dzień?
— Piątek.
— Piątek, godz. 17. Kuriera nie ma. Nie ma i — jak mniemam — dzisiaj nie będzie.
— Nie będzie.
Nerw trzeci zaliczony.
Sobota. Zerkam na stronę internetową DHL, żeby sprawdzić status przesyłki. Wynika z niej, że przesyłka leży jeszcze w Jeleniej Górze. Dzwonię więc do Contact Center.
— Kiedy otrzymam przesyłkę?
— Najprawdopodobniej w poniedziałek. Nadawca nie zaznaczył, że możemy dostarczyć ją w sobotę.
— Nie zaznaczył też, że mogą państwo zwlekać z wysłaniem przesyłki.
— Mogę sprawę przekazać do działu interwencji. Kiedy przesyłka zostanie do pani doręczona, otrzyma pani telefon.
— Jak przesyłka zostanie do mnie doręczona, zobaczę ją na własne oczy. Nie będę potrzebowała telefonów. Odbiór poświadczę własnym podpisem.
— Mogę panią tylko przerosić. Przesyłkę otrzyma pani najprawdopodobniej w poniedziałek.
Nerw czwarty zaliczony.
DHL szczyci się przydomkiem Express. Rzeczywiście…
Za przesyłkę zapłaciłam 50 zł. Koszmarne pieniądze, koszmarna obsługa.
To nie pierwsza moja batalia z DHL. Przeczytaj:
Na noże z DHL
DHL przyznaje się do błędu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DHL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DHL. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 lipca 2010
środa, 25 marca 2009
DHL przyznaje się do błędu
Kto pisze, nie błądzi, a kto błądzi, ten płaci. Jaka jest siła blogowania? Firma kurierska DHL odczuła to na własnej skórze.
DHL nie spisało się najlepiej. Moja paczka przepadła na dwa tygodnie — mimo iż miała być dostarczona w ekspresowym tempie. Wykłócałam się o swoje, ale zostałam ignorowana. W końcu opisałam sprawę na blogu i miałam rację. Poskutkowało:
16 marca
Witam, na Pani blogu internetowym „Ada, to nie wypada” przeczytałam wpis dotyczący DHL i historię przesyłki, która była wysyłana za naszym pośrednictwem. W imieniu naszej firmy chciałabym przeprosić Panią za wszelkie niedogodności wynikające z opisanej sytuacji. Chciałabym także wyjaśnić tę sprawę - czy mogę prosić o podanie kontaktu oraz numeru Listu Przewozowego? Na tej podstawie będę mogła zidentyfikować przesyłkę oraz przekazać do wyjaśnienia osobom odpowiedzialnym za sprawną obsługę klienta w naszej firmie.
Z poważaniem,
Anna Mazurek
Kierownik ds. relacji z mediami i PR
Dział Komunikacji Marketingowej i PR
Uczyniłam, co należało.
24 marca
Witam, otrzymałam właśnie z działu reklamacji potwierdzenie, iż złożona przez Panią reklamacja została uznana. Mamy prośbę o podanie numeru konta bankowego, na który będziemy mogli dokonać przelewu.
Jeszcze raz chciałabym przeprosić Panią za zaistniałą sytuację,
Pozdrawiam,
Anna Mazurek
Hurra! Jednak DHL potrafi przyznać się do błędu i... PRZEPROSIĆ!
PS. Gdyby nie wpis na blogu, czy reklamacja zostałaby uznana?
Przeczytaj też:
DHL: Koszmarne pieniądze, koszmarna obsługa
DHL nie spisało się najlepiej. Moja paczka przepadła na dwa tygodnie — mimo iż miała być dostarczona w ekspresowym tempie. Wykłócałam się o swoje, ale zostałam ignorowana. W końcu opisałam sprawę na blogu i miałam rację. Poskutkowało:
16 marca
Witam, na Pani blogu internetowym „Ada, to nie wypada” przeczytałam wpis dotyczący DHL i historię przesyłki, która była wysyłana za naszym pośrednictwem. W imieniu naszej firmy chciałabym przeprosić Panią za wszelkie niedogodności wynikające z opisanej sytuacji. Chciałabym także wyjaśnić tę sprawę - czy mogę prosić o podanie kontaktu oraz numeru Listu Przewozowego? Na tej podstawie będę mogła zidentyfikować przesyłkę oraz przekazać do wyjaśnienia osobom odpowiedzialnym za sprawną obsługę klienta w naszej firmie.
Z poważaniem,
Anna Mazurek
Kierownik ds. relacji z mediami i PR
Dział Komunikacji Marketingowej i PR
Uczyniłam, co należało.
24 marca
Witam, otrzymałam właśnie z działu reklamacji potwierdzenie, iż złożona przez Panią reklamacja została uznana. Mamy prośbę o podanie numeru konta bankowego, na który będziemy mogli dokonać przelewu.
Jeszcze raz chciałabym przeprosić Panią za zaistniałą sytuację,
Pozdrawiam,
Anna Mazurek
Hurra! Jednak DHL potrafi przyznać się do błędu i... PRZEPROSIĆ!
PS. Gdyby nie wpis na blogu, czy reklamacja zostałaby uznana?
Przeczytaj też:
DHL: Koszmarne pieniądze, koszmarna obsługa
piątek, 20 lutego 2009
Na noże z DHL
Obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Ale jak tu się cieszyć skoro firma kurierska DHL wystawia mnie do wiatru? Nie może dostarczyć przesyłki, która od tygodnia leży w olsztyńskim magazynie.
Wtorek. 10 lutego. Wzywam kuriera, ten się pojawia i odbiera przesyłkę – laptopa. Komputer potrzebuje lekarza, nie ma zmiłuj. Pod nos podkłada mi papier, podpisuję i odliczam dni do powrotu.
Poniedziałek. 16 lutego. Dzwoni serwis, że w środę nie odebrał przesyłki. Dlaczego? Paczka poszła terminowa, a odbierają tylko zwykłe krajowe. Robię wielkie oczy – jak to? To gdzie jest ta paczka?
Dzwonię do DHL, dowiaduję się, że wzywając kuriera kliknęłam „dostarczenie do jutra, do godz. 9 rano”. Nie ważne, że podałam numery umowy DHL z serwisem. Przyznam, że myślałam, że umowa określa warunki przesyłki. Trudno, mój błąd. Konsultant DHL jak do rany przyłóż – przyjmuje moją interwencję, zmienia status zamówienia i informuje, że paczka dojdzie w środę do odbiorcy. Przesyłka terminowa została zmieniona na zwykłą.
Wtorek. 17 lutego, godz. 9. Dzwoni kobieta o głosie zimnym jak lód. Na imię ma Edyta i wyrozumiałości w niej ani za grosz. Informuje mnie, że staję się za automatu odbiorcą – jako że ten prawdziwy odmówił przyjęcia przesyłki. Muszę płacić 130 zł. Dziwię się, nie rozumiem. A wczorajsze zapewniania konsultanta DHL?
– Nie było żadnych ustaleń, nie ma żadnego zapisu w naszym komputerze – informuje Edyta.
– To przesłuchajcie nagrania naszej rozmowy! – krzywię już brew.
- Nie nagrywamy rozmów.
- Nie nagrywacie? Więc dlatego bezkarnie wprowadzacie klientów w błąd?
- Nie wprowadzamy. Zapłaci pani?
- Ale dlaczego rozmawiamy dopiero w środę? Dlaczego nikt mnie nie poinformował, że przesyłka nie została odebrana?
- Nie musimy informować klientów. Od tego jest strona internetowa.
- Zgadza się, widnieje w niej informacja: PRZESYŁKA ZREALIZOWANA.
- Ale nie „dostarczona”.
- Pomimo powinniście się ze mną skontaktować. Nazywacie się DHL Express, a pracujecie w żółwim tempie!
- Co mamy zrobić z przesyłką? Odbierze ją pani?
Rozmowa się toczy. Odbiorę, zapłacę, bo inaczej nie odzyskam laptopa. Kurier ma przyjechać do pracy. Czekam. Wiem, że nie ja jedyna mam problemy z tą firmą kurierską. Internauci grzmią. DHL jest też na bakier z prawem. Ale co tam dla firmy wyrok sądu - mają wszystko w nosie.
Wtorek. 17 lutego, godz. 17. Dzwonię do DHL – gdzie jest kurier?
- Pani Edyty już nie ma w pracy – mówi jakaś pani w zastępstwie. - Przesyłka zostanie dostarczona jutro.
- Jak to? Przecież miałam ją dostać dzisiaj! Czas to pieniądz, więc dlaczego mam płacić za waszą zwłokę?
- Może pani złożyć reklamację za niedotrzymanie terminu. Racja, przesyłka powinna zostać odesłana do pani 12 lutego, w czwartek. Wyślemy prośbę do olsztyńskiego terminala, by obniżył pani koszty za opóźnienie.
Środa. 18 lutego, godz. 9. Dzwoni Edyta:
- Terminal nie wyraził zgody na zmianę kosztów. Musi pani zapłacić 130 zł. Wczoraj przesyłka nie została dostarczona, bo kurier nie wziął jej z terminala.
- Jak to? Co mnie to obchodzi? Płacę, wymagam! O której dzisiaj będzie?
- Dzisiaj też kurier nie wziął przesyłki z terminala.
- Pani żartuje?
- Otrzyma ją pani jutro.
- Jutro i pojutrze mnie nie będzie. Czekam na przesyłkę dzisiaj.
- Postaram się, by do pani dotarła. Zadzwonię do pani z informacją, czy będzie to możliwe, czy nie. Zadzwonię na pewno.
Środa. 18 lutego, godz. 17. Dzwonię do DHL. Edyta już poszła do domu. Kobieta, z którą rozmawiam nie potrafi mi udzielić żadnej informacji.
- Pani przesyłka jest w Olsztynie. Oczywiście zostanie dostarczona jutro do godz. 9.
- Jutro? – ręce mi opadają aż do piwnicy. – W czwartek? Ale tydzień po czasie! Co się dzieje z moją przesyłką?
- Nie wiem. To problem terminala.
- I ja mam płacić za wasz problem?
- Hmmm… Przesyłka zostanie do pani dostarczona jutro rano.
Czwartek, 19 lutego, godz. 14.15. Mam szkolenie służbowe. Dzwoni koleżanka z pracy, że kurier mnie szuka. Nawet się nie wysilił, by do mnie zadzwonić! Koleżanka ma niego oko. Ten stawia jakiś zygzak na papierze i odjeżdża.
Piątek. 20 lutego. Szkolenie. Nie mam głowy na DHL, bo zajmuje mi ją szkolenie. Tak czy siak - straciłam nerwy, nie mam laptopa, a ręce w piwnicy. Czekam do poniedziałku… Wysmaruję piękną reklamację!
Jak skończyła się sprawa? Pozytywnie - przeczytaj.
Ale to nie koniec moich batalii z DHL: Koszmarne pieniądze, koszmarna obsługa
PS. Jak pracuje DHL?
Komu DHL oddaje paczki?
Firma kurierska zostawia przesyłki sąsiadom
Ludzkie organy pomyłkowo doręczone na zły adres.
Wtorek. 10 lutego. Wzywam kuriera, ten się pojawia i odbiera przesyłkę – laptopa. Komputer potrzebuje lekarza, nie ma zmiłuj. Pod nos podkłada mi papier, podpisuję i odliczam dni do powrotu.
Poniedziałek. 16 lutego. Dzwoni serwis, że w środę nie odebrał przesyłki. Dlaczego? Paczka poszła terminowa, a odbierają tylko zwykłe krajowe. Robię wielkie oczy – jak to? To gdzie jest ta paczka?
Dzwonię do DHL, dowiaduję się, że wzywając kuriera kliknęłam „dostarczenie do jutra, do godz. 9 rano”. Nie ważne, że podałam numery umowy DHL z serwisem. Przyznam, że myślałam, że umowa określa warunki przesyłki. Trudno, mój błąd. Konsultant DHL jak do rany przyłóż – przyjmuje moją interwencję, zmienia status zamówienia i informuje, że paczka dojdzie w środę do odbiorcy. Przesyłka terminowa została zmieniona na zwykłą.
Wtorek. 17 lutego, godz. 9. Dzwoni kobieta o głosie zimnym jak lód. Na imię ma Edyta i wyrozumiałości w niej ani za grosz. Informuje mnie, że staję się za automatu odbiorcą – jako że ten prawdziwy odmówił przyjęcia przesyłki. Muszę płacić 130 zł. Dziwię się, nie rozumiem. A wczorajsze zapewniania konsultanta DHL?
– Nie było żadnych ustaleń, nie ma żadnego zapisu w naszym komputerze – informuje Edyta.
– To przesłuchajcie nagrania naszej rozmowy! – krzywię już brew.
- Nie nagrywamy rozmów.
- Nie nagrywacie? Więc dlatego bezkarnie wprowadzacie klientów w błąd?
- Nie wprowadzamy. Zapłaci pani?
- Ale dlaczego rozmawiamy dopiero w środę? Dlaczego nikt mnie nie poinformował, że przesyłka nie została odebrana?
- Nie musimy informować klientów. Od tego jest strona internetowa.
- Zgadza się, widnieje w niej informacja: PRZESYŁKA ZREALIZOWANA.
- Ale nie „dostarczona”.
- Pomimo powinniście się ze mną skontaktować. Nazywacie się DHL Express, a pracujecie w żółwim tempie!
- Co mamy zrobić z przesyłką? Odbierze ją pani?
Rozmowa się toczy. Odbiorę, zapłacę, bo inaczej nie odzyskam laptopa. Kurier ma przyjechać do pracy. Czekam. Wiem, że nie ja jedyna mam problemy z tą firmą kurierską. Internauci grzmią. DHL jest też na bakier z prawem. Ale co tam dla firmy wyrok sądu - mają wszystko w nosie.
Wtorek. 17 lutego, godz. 17. Dzwonię do DHL – gdzie jest kurier?
- Pani Edyty już nie ma w pracy – mówi jakaś pani w zastępstwie. - Przesyłka zostanie dostarczona jutro.
- Jak to? Przecież miałam ją dostać dzisiaj! Czas to pieniądz, więc dlaczego mam płacić za waszą zwłokę?
- Może pani złożyć reklamację za niedotrzymanie terminu. Racja, przesyłka powinna zostać odesłana do pani 12 lutego, w czwartek. Wyślemy prośbę do olsztyńskiego terminala, by obniżył pani koszty za opóźnienie.
Środa. 18 lutego, godz. 9. Dzwoni Edyta:
- Terminal nie wyraził zgody na zmianę kosztów. Musi pani zapłacić 130 zł. Wczoraj przesyłka nie została dostarczona, bo kurier nie wziął jej z terminala.
- Jak to? Co mnie to obchodzi? Płacę, wymagam! O której dzisiaj będzie?
- Dzisiaj też kurier nie wziął przesyłki z terminala.
- Pani żartuje?
- Otrzyma ją pani jutro.
- Jutro i pojutrze mnie nie będzie. Czekam na przesyłkę dzisiaj.
- Postaram się, by do pani dotarła. Zadzwonię do pani z informacją, czy będzie to możliwe, czy nie. Zadzwonię na pewno.
Środa. 18 lutego, godz. 17. Dzwonię do DHL. Edyta już poszła do domu. Kobieta, z którą rozmawiam nie potrafi mi udzielić żadnej informacji.
- Pani przesyłka jest w Olsztynie. Oczywiście zostanie dostarczona jutro do godz. 9.
- Jutro? – ręce mi opadają aż do piwnicy. – W czwartek? Ale tydzień po czasie! Co się dzieje z moją przesyłką?
- Nie wiem. To problem terminala.
- I ja mam płacić za wasz problem?
- Hmmm… Przesyłka zostanie do pani dostarczona jutro rano.
Czwartek, 19 lutego, godz. 14.15. Mam szkolenie służbowe. Dzwoni koleżanka z pracy, że kurier mnie szuka. Nawet się nie wysilił, by do mnie zadzwonić! Koleżanka ma niego oko. Ten stawia jakiś zygzak na papierze i odjeżdża.
Piątek. 20 lutego. Szkolenie. Nie mam głowy na DHL, bo zajmuje mi ją szkolenie. Tak czy siak - straciłam nerwy, nie mam laptopa, a ręce w piwnicy. Czekam do poniedziałku… Wysmaruję piękną reklamację!
Jak skończyła się sprawa? Pozytywnie - przeczytaj.
Ale to nie koniec moich batalii z DHL: Koszmarne pieniądze, koszmarna obsługa
PS. Jak pracuje DHL?
Komu DHL oddaje paczki?
Firma kurierska zostawia przesyłki sąsiadom
Ludzkie organy pomyłkowo doręczone na zły adres.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
