"Możesz lubić lub nie lubić Kaczyńskiego, ale on był osobą wyjątkową. Nie było w nim nic fałszywego. Możesz spotkać dobrego polityka, możesz spotkać mądrego polityka, możesz spotkać świetnego organizatora, ale bardzo rzadko spotykasz w polityce dobrego człowieka" — Micheil Saakaszwili.
Na pewno pamiętacie film „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Nikt wtedy nie pomyślał, że niecałe pięćdziesiąt lat później jeden z chłopców zginie tragicznie w katastrofie lotniczej. Nikomu przez myśl nie przeszło, że filmowy Jacek zostanie prezydentem. I został głową państwa — panem w krawacie i ochroniarzami przy boku. A przecież — pomimo tych konwenansów — pozostał przede wszystkim człowiekiem, o czym często zapominamy. Bo polityk na stanowisku traci twarz, a zyskuje profil. Lech Kaczyński na pewno w głębi duszy pozostał tym małym chłopcem — tyle, że z nieco większym bagażem doświadczeń...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezydent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezydent. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 kwietnia 2010
środa, 14 kwietnia 2010
Czy Lech Kaczyński chciałby spocząć na Wawelu?
Lech Kaczyński był prezydentem, teraz może stać się eksponatem muzealnym na Wawelu. Czyżbyśmy chcieli zatuszować nasze wyrzuty sumienia? Wczoraj groteskowy prezydent, jutro wieszcz. A dzisiaj? Nasze dobre samopoczucie?
Nie lubię zwiedzać katedry wawelskiej ani tamtejszych krypt. Nie lubię, bo jest tam zimno i tłoczno. Denerwują mnie też flesze, gapie i małolaty, które ustawiają się przy grobach, wyciągają komórki i przesyłają znajomym: MMS-y: mamo, to ja i Piłsudski!
Zwiedzałam groby dwa razy i wystarczy. Za każdym razem kupiłam bilet wstępu — jak w każdym muzeum. Bo Wawel to muzeum. I pewnie dlatego od lat nie grzebie się tam Polaków. Od lat nawet nikt o tym nie pomyślał. Przecież wszyscy, którzy tam spoczywają, znani są nam tylko z opowieści historii. W większości nie widzieliśmy ich uśmiechów czy smutnych oczu. Nie mogliśmy do nich podejść, przywitać się, nawet popatrzeć z oddali. Większość z nich to płyty nagrobne i zapisy w grubych tomiskach albo w Wikipedii.
Wielcy wawelscy żyli w zupełnie innej Polsce, w zupełnie innych realiach — kiedy i Wawel miał zupełnie inną renomę. Dla wielu z nich był domem, więc oczywiste jest to, że spoczęli pod własnym dachem. Inni — jak Piłsudski — byli wodzami, których wydarzenia nazwały wielkimi. Nie tytuły, nie mundury, nie tragiczna śmierć...
Czy trzeba chować Lecha Kaczyńskiego w muzeum? Czy trzeba chować tam Marię Kaczyńską? Zwłaszcza ona daleka była od posągów, rekwizytów i sztucznej wzniosłości.
Pomyślmy o rodzinie zmarłych, która — jak twierdzą media — wyraziła zgodę na krakowski pochówek. Może górę wzięły emocje, może brakowało czasu, aby się nad tym zastanowić... A może Wawel to zatuszowanie naszych wyrzutów sumienia?
Chowając Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, uczynimy go bohaterem. Wytniemy ze świadomości groteskowe sytuacje, które nieraz bawiły nas do łez. Wystarczy obejrzeć filmiki na YouTube, które świetnie odzwierciedlają nasze podejście do prezydenta. Wystarczy przejrzeć fora internetowe, które aż kipiały od kpin. Tak, nie przebieraliśmy w słowach!
Dziś padamy na kolana. Dziś oddajemy hołd, płaczemy, kochamy...
Może Wawel to przeprosiny? Może to coś w stylu: sorry, my tylko żartowaliśmy. Był pan wielkim człowiekiem, wielkim Polakiem. Niech spoczywa pan wśród wielkich.
Ale czy sam Lech Kaczyński by tego chciał?
Pomyślmy o córce — żeby pobyć przy grobie rodziców, będzie musiała przejechać pół Polski. Kto wie, może będzie musiała kupić bilet wstępu na Wawel, a na pewno będzie musiała dostosować się do godzin otwarcia: w porze letniej od 9 do 17, w zimowej do 16. I co powie swojemu dziecku? „Kochanie, musimy już iść, bo pan zamyka drzwi. Ale jutro znowu przyjdziemy do dziadka...”
Nie lubię zwiedzać katedry wawelskiej ani tamtejszych krypt. Nie lubię, bo jest tam zimno i tłoczno. Denerwują mnie też flesze, gapie i małolaty, które ustawiają się przy grobach, wyciągają komórki i przesyłają znajomym: MMS-y: mamo, to ja i Piłsudski!
Zwiedzałam groby dwa razy i wystarczy. Za każdym razem kupiłam bilet wstępu — jak w każdym muzeum. Bo Wawel to muzeum. I pewnie dlatego od lat nie grzebie się tam Polaków. Od lat nawet nikt o tym nie pomyślał. Przecież wszyscy, którzy tam spoczywają, znani są nam tylko z opowieści historii. W większości nie widzieliśmy ich uśmiechów czy smutnych oczu. Nie mogliśmy do nich podejść, przywitać się, nawet popatrzeć z oddali. Większość z nich to płyty nagrobne i zapisy w grubych tomiskach albo w Wikipedii.
Wielcy wawelscy żyli w zupełnie innej Polsce, w zupełnie innych realiach — kiedy i Wawel miał zupełnie inną renomę. Dla wielu z nich był domem, więc oczywiste jest to, że spoczęli pod własnym dachem. Inni — jak Piłsudski — byli wodzami, których wydarzenia nazwały wielkimi. Nie tytuły, nie mundury, nie tragiczna śmierć...
Czy trzeba chować Lecha Kaczyńskiego w muzeum? Czy trzeba chować tam Marię Kaczyńską? Zwłaszcza ona daleka była od posągów, rekwizytów i sztucznej wzniosłości.
Pomyślmy o rodzinie zmarłych, która — jak twierdzą media — wyraziła zgodę na krakowski pochówek. Może górę wzięły emocje, może brakowało czasu, aby się nad tym zastanowić... A może Wawel to zatuszowanie naszych wyrzutów sumienia?
Chowając Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, uczynimy go bohaterem. Wytniemy ze świadomości groteskowe sytuacje, które nieraz bawiły nas do łez. Wystarczy obejrzeć filmiki na YouTube, które świetnie odzwierciedlają nasze podejście do prezydenta. Wystarczy przejrzeć fora internetowe, które aż kipiały od kpin. Tak, nie przebieraliśmy w słowach!
Dziś padamy na kolana. Dziś oddajemy hołd, płaczemy, kochamy...
Może Wawel to przeprosiny? Może to coś w stylu: sorry, my tylko żartowaliśmy. Był pan wielkim człowiekiem, wielkim Polakiem. Niech spoczywa pan wśród wielkich.
Ale czy sam Lech Kaczyński by tego chciał?
Pomyślmy o córce — żeby pobyć przy grobie rodziców, będzie musiała przejechać pół Polski. Kto wie, może będzie musiała kupić bilet wstępu na Wawel, a na pewno będzie musiała dostosować się do godzin otwarcia: w porze letniej od 9 do 17, w zimowej do 16. I co powie swojemu dziecku? „Kochanie, musimy już iść, bo pan zamyka drzwi. Ale jutro znowu przyjdziemy do dziadka...”
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Śmierć prezydenta Kaczyńskiego, czyli jedynki w polskiej prasie
Poniedziałek po katastrofie. Na pierwszych stronach gazet potężne nekrologi. 10 kwietnia w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem zginęły najważniejsze osoby w państwie, w tym prezydent Lech Kaczyński ze swoją małżonką Marią.
Katyń stał się bolesną raną polskiej historii, ale także na długie dziesięciolecia zatruł relacje między Polakami i Rosjanami. Sprawmy, by katyńska rana mogła się wreszcie w pełni zagoić i zabliźnić.
(Przemówienie L. Kaczyńskiego na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej)
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Do ratusza bezdomnym wstęp wzbroniony
Zima zbiera plon. W ludziach. Najczęściej umierają bezdomni, bo nie mają gdzie uciec od mrozu. Dlatego wiceprezydent Olsztyna namawia PKP, aby otworzyło na noc dworzec. A może lepiej ratusz otworzyć?

O umierających bezdomnych i pomyśle Jerzego Szmita na ocieplenie stosunków pisze „Gazeta Olsztyńska”. Pomysł bardzo dobry — tuptusie będą mieli dach nad głową. Ale dlaczego zawsze PKP ma gościć nietrzeźwych panów? Tak się utarło, że na dworcach im najlepiej. Fakt, dworce często są całodobowo otwarte — w większych miastach — więc ciągną tam tłumy spragnione ogrzania. Nikt ich stamtąd nie wygania, bo jakoś bezdomni wbili się już w kolejowy pejzaż. Wykolejeni wśród walizek i plecaków. Wśród ludzi... A może ktoś poratuje groszem? Może ktoś poczęstuje bułką?
Zima daje w kość, a olsztyński dworzec zamknięty na noc już od dawna. Prezydent więc prosi PKP, aby drzwi otworzyło i wpuściło zziębniętych. No tak, najlepiej zamiatać pod czyjąś wycieraczkę. A może by tak ratusz otworzyć? Tam też ciepło, salonów wiele, a ludzi wcale nie mniej niż na dworcu — za dnia, bo nocą też głucho. Ale każdy byle od siebie. Taki ping pong społecznej pomocy. Wiem, wiem — ratusza otwierać nie wypada. Ale dlaczego PKP ma ciągle zważać na bezdomnych? Innych miejsc nie ma?
W ratuszu dodatkowo stoją dystrybutory wody źródlanej, więc są nawet luksusy. Ale — jak życie pokazuje — nie dla wszystkich.
PS. Przyznaję, do swojego domu też bezdomnego bym nie zaprosiła. Bo ludzie powinni mieć czyste ręce. A paznokcie przede wszystkim!
Przeczytaj też:
Bezdomni z dworca PKP przenieśli się na przystanki
Bezdomni do ratusza zamiast na dworzec?

O umierających bezdomnych i pomyśle Jerzego Szmita na ocieplenie stosunków pisze „Gazeta Olsztyńska”. Pomysł bardzo dobry — tuptusie będą mieli dach nad głową. Ale dlaczego zawsze PKP ma gościć nietrzeźwych panów? Tak się utarło, że na dworcach im najlepiej. Fakt, dworce często są całodobowo otwarte — w większych miastach — więc ciągną tam tłumy spragnione ogrzania. Nikt ich stamtąd nie wygania, bo jakoś bezdomni wbili się już w kolejowy pejzaż. Wykolejeni wśród walizek i plecaków. Wśród ludzi... A może ktoś poratuje groszem? Może ktoś poczęstuje bułką?
Zima daje w kość, a olsztyński dworzec zamknięty na noc już od dawna. Prezydent więc prosi PKP, aby drzwi otworzyło i wpuściło zziębniętych. No tak, najlepiej zamiatać pod czyjąś wycieraczkę. A może by tak ratusz otworzyć? Tam też ciepło, salonów wiele, a ludzi wcale nie mniej niż na dworcu — za dnia, bo nocą też głucho. Ale każdy byle od siebie. Taki ping pong społecznej pomocy. Wiem, wiem — ratusza otwierać nie wypada. Ale dlaczego PKP ma ciągle zważać na bezdomnych? Innych miejsc nie ma?
W ratuszu dodatkowo stoją dystrybutory wody źródlanej, więc są nawet luksusy. Ale — jak życie pokazuje — nie dla wszystkich.
PS. Przyznaję, do swojego domu też bezdomnego bym nie zaprosiła. Bo ludzie powinni mieć czyste ręce. A paznokcie przede wszystkim!
Przeczytaj też:
Bezdomni z dworca PKP przenieśli się na przystanki
Bezdomni do ratusza zamiast na dworzec?
piątek, 9 października 2009
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
Co się dzisiaj dzieje z ludźmi? Barack Obama dostał pokojowego Nobla. A ja tupię nogą, że to niesprawiedliwe. Ja dla pokoju zrobiłam więcej niż on. Ja pokój posprzątałam!

Co? Barack Obama dostał Nobla? Gały wybałuszyłam — dosłownie — gdy doszło do moich szarych komórek, że ten młody i urodziwy prezydent USA, który muchę potrafi zabić, dostał Nobla. Nie spodziewałam się, nie śniłam nawet. A tu proszę — wystarczy piękny uśmiech z białymi zębami, by Nobel trafił do jego rąk. Ja też tak chcę! Jakiej pasty mam używać, by za rok zarobić?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
Ale do rzeczy. Za co pan, panie prezydencie, dostał tego Nobla? Za fachową kampanię prezydencką? Za zabranie Polsce tarczy antyrakietowej 17 września, kiedy wspominaliśmy agresję sowiecką na Polskę? Za to, że niedawno miał pan szansę spotkać się z Dalajlamą, także laureatem pokojowej Nagrody Nobla, ale odmówił?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
A może ma pan ładny pokój? Zapewne. W Białym Domu są tylko ładne pokoje. Fakt, taki Nobel — gdyby był bratem Oscara — świetnie wyglądałby na półce albo na parapecie. Koło fikusa.
W Białym Domu są też tylko czyste pokoje. Nie ma graciarni — jest co najwyżej składnica prezentów od innych prezydentów. Ale nawet i tam jest czysto, bo w domu prezydenta pracują panie, które znają się na porządku doskonale. Tak, stanowczo pokój Obamy jest dopracowany i wypieszczony. Nagroda się należy. Za czyste sumienie też można dać plusika.
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
"Nadzieja na lepszą przyszłość " — tak uzasadnia się pokojowego Nobla dla Obamy. Czyli motywujemy, zachęcamy, napędzamy. Barack dostał więc kopa i teraz naprawi cały świat niczym Superman. Nobel musi więc zadziałać jak sok z gumijagód. Zadziała? Jak myślicie?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
Nadal nie wiem, za co Barack został nagrodzony. Myślę i wymyślić nie mogę. Za to, że dużo mówi, że dużo zrobi? To tak, jakby jakiś naukowiec powiedział, że wymyśli lek, który cofnie starzenie się. To ma sens, proszę państwa. Trzeba dać odpowiednie rzeczy słowo.
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
A nie lepiej byłoby Noblem uraczyć nie Obamę, a Osamę? Tak, Osamę bin Ladena! Po 11 września na świecie jest tak bezpiecznie, że aż strach. Kontrole na lotnisku, prześwietlenia bagażu, antyterroryści zawsze w gotowości... Dobry pomysł? Kto jest za?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
A nie lepiej byłoby uhonorować nasze polskie pomysłowe CBA? Tworzyć historię też trzeba umieć. Ba — a jaki talent trzeba mieć, by organizować ludziom życie seksualne! Takiego drugiego jak agent Tomek ze świecą szukać. Wobec tego Nobla dać Tomkowi! Też ma białe zęby i piorunujący uśmiech jak Obama. Nadaje się!
Przeczytaj:
Obama: Jestem zdziwiony, ale z pokorą przyjmuję tę nagrodę
Nobel dla Obamy? Chyba za skończone studia
Wałęsa zdziwiony Noblem dla Obamy. "Nie ma żadnego wkładu"

Co? Barack Obama dostał Nobla? Gały wybałuszyłam — dosłownie — gdy doszło do moich szarych komórek, że ten młody i urodziwy prezydent USA, który muchę potrafi zabić, dostał Nobla. Nie spodziewałam się, nie śniłam nawet. A tu proszę — wystarczy piękny uśmiech z białymi zębami, by Nobel trafił do jego rąk. Ja też tak chcę! Jakiej pasty mam używać, by za rok zarobić?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
Ale do rzeczy. Za co pan, panie prezydencie, dostał tego Nobla? Za fachową kampanię prezydencką? Za zabranie Polsce tarczy antyrakietowej 17 września, kiedy wspominaliśmy agresję sowiecką na Polskę? Za to, że niedawno miał pan szansę spotkać się z Dalajlamą, także laureatem pokojowej Nagrody Nobla, ale odmówił?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
A może ma pan ładny pokój? Zapewne. W Białym Domu są tylko ładne pokoje. Fakt, taki Nobel — gdyby był bratem Oscara — świetnie wyglądałby na półce albo na parapecie. Koło fikusa.
W Białym Domu są też tylko czyste pokoje. Nie ma graciarni — jest co najwyżej składnica prezentów od innych prezydentów. Ale nawet i tam jest czysto, bo w domu prezydenta pracują panie, które znają się na porządku doskonale. Tak, stanowczo pokój Obamy jest dopracowany i wypieszczony. Nagroda się należy. Za czyste sumienie też można dać plusika.
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
"Nadzieja na lepszą przyszłość " — tak uzasadnia się pokojowego Nobla dla Obamy. Czyli motywujemy, zachęcamy, napędzamy. Barack dostał więc kopa i teraz naprawi cały świat niczym Superman. Nobel musi więc zadziałać jak sok z gumijagód. Zadziała? Jak myślicie?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
Nadal nie wiem, za co Barack został nagrodzony. Myślę i wymyślić nie mogę. Za to, że dużo mówi, że dużo zrobi? To tak, jakby jakiś naukowiec powiedział, że wymyśli lek, który cofnie starzenie się. To ma sens, proszę państwa. Trzeba dać odpowiednie rzeczy słowo.
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
A nie lepiej byłoby Noblem uraczyć nie Obamę, a Osamę? Tak, Osamę bin Ladena! Po 11 września na świecie jest tak bezpiecznie, że aż strach. Kontrole na lotnisku, prześwietlenia bagażu, antyterroryści zawsze w gotowości... Dobry pomysł? Kto jest za?
Oj dana dana, Nobla ma Obama!
A nie lepiej byłoby uhonorować nasze polskie pomysłowe CBA? Tworzyć historię też trzeba umieć. Ba — a jaki talent trzeba mieć, by organizować ludziom życie seksualne! Takiego drugiego jak agent Tomek ze świecą szukać. Wobec tego Nobla dać Tomkowi! Też ma białe zęby i piorunujący uśmiech jak Obama. Nadaje się!
Przeczytaj:
Obama: Jestem zdziwiony, ale z pokorą przyjmuję tę nagrodę
Nobel dla Obamy? Chyba za skończone studia
Wałęsa zdziwiony Noblem dla Obamy. "Nie ma żadnego wkładu"
sobota, 19 września 2009
Aleja Ofiar Kaczyńskich
17 września Prezydent Lech Kaczyński otworzył w Olsztynie… aleję Ofiar Kaczyńskich. Samokrytyka? O fakcie poinformował „Dziennik Gazeta Prawna”.

— Polska stała się ofiarą dwóch agresorów — mówił Lech Kaczyński. Przed południem podobne słowa wypowiedział w Olsztynie podczas uroczystości otwarcia alei Ofiar Kaczyńskich — pisze „Dziennika Gazety Prawnej”.
Głodnemu chleb na myśli?
Freud by zapewne powiedział: Nasze namiętności często stają się naszymi nieszczęściami.
Wpadka dziennika znalazła się na 5 stronie gazety. Anna Nalewajk i Marcin Graczyk opisują wizytę Lecha Kaczyńskiego w Olsztynie. Prezydent otworzył aleję Ofiar Katyńskich. W ten sposób upamiętnił bestialski mord polskich oficerów w Katyniu.
Korekta zrobiła więc głowie państwa psikusa!
Przeczytaj:
Za 1,50 zł do sądu

— Polska stała się ofiarą dwóch agresorów — mówił Lech Kaczyński. Przed południem podobne słowa wypowiedział w Olsztynie podczas uroczystości otwarcia alei Ofiar Kaczyńskich — pisze „Dziennika Gazety Prawnej”.
Głodnemu chleb na myśli?
Freud by zapewne powiedział: Nasze namiętności często stają się naszymi nieszczęściami.
Wpadka dziennika znalazła się na 5 stronie gazety. Anna Nalewajk i Marcin Graczyk opisują wizytę Lecha Kaczyńskiego w Olsztynie. Prezydent otworzył aleję Ofiar Katyńskich. W ten sposób upamiętnił bestialski mord polskich oficerów w Katyniu.
Korekta zrobiła więc głowie państwa psikusa!
Przeczytaj:
Za 1,50 zł do sądu
czwartek, 17 września 2009
Katyń w Kortowie, czyli pamięć o ofiarach w sercu juwenaliów
Z czym kojarzy się olsztyńskim studentom Górka Kortowska? Z juwenaliami, szaleństwem, piciem i siusianiem. Politycy idą krok dalej — w tym miejscu ustanowili Aleję Ofiar Katyńskich. O zgrozo!
Do Olsztyna na okoliczność otwarcia Alei Ofiar Katyńskich przyjechał prezydent Lech Kaczyński. Odsłonił na Górce Kortowskiej tablicę "ku pamięci" i posadził pamiątkowy dąb. Cała aleja ma liczyć aż 26 młodych drzewek. Na każdym z nich umieszczono tabliczkę z nazwiskiem jednej z ofiar zbrodni.
Niech no tylko przyjdzie maj i Kortowiada. Co się wtedy dzieje na Górce Kortowskiej? Młodzi szaleją, tańczą, piją i śpiewają. A co dzieje się na chodniku, który od dziś jest Aleją Ofiar Katyńskich? Właśnie tam studenci załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne. Co więc stanie się z 26 dębami? Będą rosły jak na drożdżach — zdrowo i dorodnie. Czy o to chodziło?
Pijany student nie jest sentymentalny. Pijany student myśli błyskawicznie — jak zamek błyskawiczny. Byle szybciej sobie ulżyć i iść dalej w tan.
Dziwię się politykom. Dlaczego wybrali akurat takie miejsce na czczenie pamięci ofiar z Katynia?
Ale przynajmniej dziennikarze będą mieli temat. Już widzę czołówki, że studenci nie szanują miejsca pamięci. Że je olewają.
Ale kto jest temu winien? Czy aby na pewno student? W końcu to jego teren. Podczas Kortowiady przede wszystkim. Może lać, gdzie popadnie — dosłownie. Kto był, ten wie, czym to pachnie.
Do Olsztyna na okoliczność otwarcia Alei Ofiar Katyńskich przyjechał prezydent Lech Kaczyński. Odsłonił na Górce Kortowskiej tablicę "ku pamięci" i posadził pamiątkowy dąb. Cała aleja ma liczyć aż 26 młodych drzewek. Na każdym z nich umieszczono tabliczkę z nazwiskiem jednej z ofiar zbrodni.
— Kiedyś na masowych grobach polskich oficerów Rosjanie posadzili drzewa, by zatrzeć ślady zbrodni. Nasze dęby mają być symbolem pamięci — mówi prof. Norbert Kasparek.
— Ja na to, żeby wykrzyczeć swój ból i mówić o Katyniu, musiałam czekać 50 lat. A żeby posadzić dąb mojemu ojcu, prawie 70 lat — mówi Mirosława Aleksandrowicz, której ojciec zginął w Katyniu.
(Olsztyn: Lech Kaczyński otworzył Aleję Ofiar Katyńskich)
Niech no tylko przyjdzie maj i Kortowiada. Co się wtedy dzieje na Górce Kortowskiej? Młodzi szaleją, tańczą, piją i śpiewają. A co dzieje się na chodniku, który od dziś jest Aleją Ofiar Katyńskich? Właśnie tam studenci załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne. Co więc stanie się z 26 dębami? Będą rosły jak na drożdżach — zdrowo i dorodnie. Czy o to chodziło?
Pijany student nie jest sentymentalny. Pijany student myśli błyskawicznie — jak zamek błyskawiczny. Byle szybciej sobie ulżyć i iść dalej w tan.
Dziwię się politykom. Dlaczego wybrali akurat takie miejsce na czczenie pamięci ofiar z Katynia?
Ale przynajmniej dziennikarze będą mieli temat. Już widzę czołówki, że studenci nie szanują miejsca pamięci. Że je olewają.
Ale kto jest temu winien? Czy aby na pewno student? W końcu to jego teren. Podczas Kortowiady przede wszystkim. Może lać, gdzie popadnie — dosłownie. Kto był, ten wie, czym to pachnie.
wtorek, 28 lipca 2009
Maria Awaria
Nowa strona prezydenta promuje głowę państwa. Pierwsza Dama nie wychodzi z roli i gra drugie skrzypce. W internecie ma opowiadać o zwierzętach Kaczyńskich. Trafiona czy zatopiona?

O mały włos, a z krzesła bym spadła. Wchodzę na stronę prezydenta — z ciekawości i z myślą, że Lech zrzuci marynarkę i pokarze ludzką twarz. A tu zonk! Lech Kaczyński jawi się jako pan i władca. Skądinąd posada zobowiązuje — rozumiem, rozumiem. Ale i tak się pytam — nie ma pan ochoty chociaż raz stać się Leszkiem, a nie człowiekiem-urzędem? Nie dusi pana ten krawat zawiązany pod samą szyją? Barack Obama trochę go poluzował i wyluzował. Tłumy szaleją, a młodzi Polacy — nawet — stawiają go za wzór. Ale to nie w polskim stylu. Prezydent w Polsce musi trzymać fason i godnie prezentować swój garnitur-gorset. Rozumiem, rozumiem... Godnie też powinien reprezentować swoje małżeństwo. Ale tu zaczynają się schody, bo jak reprezentować, skoro Lech Kaczyński jest jeden jedyny? Stawia daleko w tyle swoją żonę. I na nic serdeczne napisy: Witamy na stronie Pary Prezydenckiej. Rozumiem, rozumiem — prezydent to prezydent, a żona to żona. Ale dlaczego o wszystkim tak sztywno?
Panie prezydencie, nie wiem, jak się panu w małżeństwie układa, ale strona pokazuje, że sztywny z pana mąż... stanu.
> W pałacu prezydenckim straszą geje, Erika Steinbach i Jacek Kurski
PS. Żarty żartami. Dobrze, że prezydent wkracza na szerokie wody internetu, czyli wychodzi do ludzi. Kropka.

O mały włos, a z krzesła bym spadła. Wchodzę na stronę prezydenta — z ciekawości i z myślą, że Lech zrzuci marynarkę i pokarze ludzką twarz. A tu zonk! Lech Kaczyński jawi się jako pan i władca. Skądinąd posada zobowiązuje — rozumiem, rozumiem. Ale i tak się pytam — nie ma pan ochoty chociaż raz stać się Leszkiem, a nie człowiekiem-urzędem? Nie dusi pana ten krawat zawiązany pod samą szyją? Barack Obama trochę go poluzował i wyluzował. Tłumy szaleją, a młodzi Polacy — nawet — stawiają go za wzór. Ale to nie w polskim stylu. Prezydent w Polsce musi trzymać fason i godnie prezentować swój garnitur-gorset. Rozumiem, rozumiem... Godnie też powinien reprezentować swoje małżeństwo. Ale tu zaczynają się schody, bo jak reprezentować, skoro Lech Kaczyński jest jeden jedyny? Stawia daleko w tyle swoją żonę. I na nic serdeczne napisy: Witamy na stronie Pary Prezydenckiej. Rozumiem, rozumiem — prezydent to prezydent, a żona to żona. Ale dlaczego o wszystkim tak sztywno?
W sekcji prezydenta znajdują się informacje dotyczące osoby Lecha Kaczyńskiego takie jak rys biograficzny, odznaczenia i doktoraty honoris causa, jakie głowa polskiego państwa otrzymała od przywódców innych państw i zagranicznych uniwersytetów, a także oświadczenie majątkowe, które Lech Kaczyński dobrowolnie upublicznił.
Tu także opisane są informacje o ustawowych kompetencjach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz dział Polityka Prezydenta, w którym wypunktowane zostały cele, jakie Lech Kaczyński postawił przed swoją prezydenturą.
W sekcji Pierwszej Damy znajdują się informacje dotyczące bieżącej aktywności małżonki prezydenta, jej biografia, tytuły honorowe i odznaczenie, jakie Maria Kaczyńska otrzymała oraz honorowe członkostwa.
W dziale Ulubieńcy Pierwsza Dama opowiada także o zwierzętach państwa Kaczyńskich.
(Strona prezydenta)
Panie prezydencie, nie wiem, jak się panu w małżeństwie układa, ale strona pokazuje, że sztywny z pana mąż... stanu.
> W pałacu prezydenckim straszą geje, Erika Steinbach i Jacek Kurski
PS. Żarty żartami. Dobrze, że prezydent wkracza na szerokie wody internetu, czyli wychodzi do ludzi. Kropka.
środa, 24 czerwca 2009
Niech żyje Czesław Skandal!
Co dwie głowy, to nie jedna — zabawa w skojarzenia wzbudza apetyt. Zwłaszcza, gdy głównym daniem jest… prezydent Olsztyna!

Boki zrywać! Rozmawiam z Grzegorzem Halamą, który kręci film "Polskie gówno" z Tymonem Tymańskim. Jego rola to Czesław Skandal.
— Kim jest Czesław Skandal?
— Obyczajowo jest to facet raczej odważniejszy. To koleś, którego interesują pieniądze. Nie unika też kobiet, a nawet dość często odbywa stosunki seksualne. (...) Zazwyczaj ma jakąś ofiarę upatrzoną. Co jeszcze mogę powiedzieć o Czesławie?
— Że piękne ma imię.
— No tak, Czesław.
— W Olsztynie to imię ma kolosalne znaczenie! Kojarzy pan aferę z prezydentem Olsztyna?
— A racja, skandal! Jak będę w Olsztynie, to będę na miejscu! I tak też swój występ rozpocznę: nazywam się Czesław Skandal. A propos Czesława i skandalu to robię wam konkurencję!
Wymyśliłam skecz? 10% dla mnie!
Przeczytaj:
Tymon Tymański o pomyśle na film
Tymon Tymański o filmie

Boki zrywać! Rozmawiam z Grzegorzem Halamą, który kręci film "Polskie gówno" z Tymonem Tymańskim. Jego rola to Czesław Skandal.
— Kim jest Czesław Skandal?
— Obyczajowo jest to facet raczej odważniejszy. To koleś, którego interesują pieniądze. Nie unika też kobiet, a nawet dość często odbywa stosunki seksualne. (...) Zazwyczaj ma jakąś ofiarę upatrzoną. Co jeszcze mogę powiedzieć o Czesławie?
— Że piękne ma imię.
— No tak, Czesław.
— W Olsztynie to imię ma kolosalne znaczenie! Kojarzy pan aferę z prezydentem Olsztyna?
— A racja, skandal! Jak będę w Olsztynie, to będę na miejscu! I tak też swój występ rozpocznę: nazywam się Czesław Skandal. A propos Czesława i skandalu to robię wam konkurencję!
Wymyśliłam skecz? 10% dla mnie!
Przeczytaj:
Tymon Tymański o pomyśle na film
Tymon Tymański o filmie
niedziela, 14 czerwca 2009
Olsztyn w czołówce czerwonych świateł
Polak mądry po szkodzie? Nie, olsztyniak mądry po szkodzie. Najpierw urzędnicy nastawiali czerwonych świateł, a teraz sprawdzają, czy są potrzebne. Brawo!

Olsztyn ma niespełna trzykilometrową ulicę Sikorskiego, na której stoi osiem sygnalizacji świetlnych. Aż pięć świateł stoi na kilometrowym odcinku. Ostatnie stanęło kilka dni temu na mało uczęszczanym skrzyżowaniu. Kierowcy się wściekli, trąbią na urzędników ile wlezie. W końcu…
Panie prezydencie, a nie wierzył pan kierowcom!
A jednak coś się ruszy! Ale panie prezydencie, proszę zwrócić uwagę na jeden fakt — pan na ósmych światłach zjawił się z samego rana, a tu wielka pardubicka dzieje się ok. godz. 7, a potem ok. godz. 15. Niech pan zjawi się wtedy… Ale radzę nie umawiać się z nikim na konkretną godzinę, bo — z ręką na sercu — spóźni się pan.
Panie prezydencie, a może spotka się pan z internautami? Mają wiele do powiedzenia. Pomysły wyciągają jak z rękawa:
Nowe światła są 73 sygnalizacją, która stanęła w Olsztynie. Czy była/jest potrzebna?
Przeczytaj:
Fala czerwonych świateł zalewa Olsztyn

Olsztyn ma niespełna trzykilometrową ulicę Sikorskiego, na której stoi osiem sygnalizacji świetlnych. Aż pięć świateł stoi na kilometrowym odcinku. Ostatnie stanęło kilka dni temu na mało uczęszczanym skrzyżowaniu. Kierowcy się wściekli, trąbią na urzędników ile wlezie. W końcu…
…prezydent Piotr Grzymowicz pojechał w to miejsce, by ocenić, ile jest prawdy w krytyce ze strony kierowców. — Przyjechałem tuż przed godz. 6. To, co zobaczyłem, zaskoczyło mnie. Ruch był mały, a światła paliły się normalnie i samochody jadące ul. Sikorskiego musiały się zatrzymywać na czerwonym — opowiada prezydent.
Panie prezydencie, a nie wierzył pan kierowcom!
— W przyszły piątek zbierze się miejska komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego. Na niej policja przedstawi swoje uwagi co do zmian w pracy sygnalizacji. Na tej podstawie podejmę kolejne kroki — stwierdza Piotr Grzymowicz.
(Urzędnicy sprawdzą czy potrzebne są światła)
A jednak coś się ruszy! Ale panie prezydencie, proszę zwrócić uwagę na jeden fakt — pan na ósmych światłach zjawił się z samego rana, a tu wielka pardubicka dzieje się ok. godz. 7, a potem ok. godz. 15. Niech pan zjawi się wtedy… Ale radzę nie umawiać się z nikim na konkretną godzinę, bo — z ręką na sercu — spóźni się pan.
Panie prezydencie, a może spotka się pan z internautami? Mają wiele do powiedzenia. Pomysły wyciągają jak z rękawa:
Proponowałbym jako środek rozjaśniający w urzędniczych mózgownicach obowiązkowe zakwaterowanie — dajmy na to na miesiąc np. w H&B przy ul. Wilczyńskiego — tych, którzy decydują w mieście o lokalizacji kolejnych sygnalizacji. Być może próba przeżycia w tak krótkim czasie tego, co jest nam dane przeżywać na co dzień, chociaż trochę ułatwi zrozumienie, o czym mówimy. Wszystko sprowadza się do całkowitego braku synchronizacji świateł. To chore, by w XXI wieku nikt nie potrafił odpowiednio ich ustawić! Przy tak małych odległościach między kolejnymi światłami i braku synchronizacji, zawsze będą tworzyć się korki. Bo jeśli na jednym skrzyżowaniu jest światło zielone, a 50 czy 100 metrów dalej czerwone, to po wjechaniu około 20 samochodów na każdym pasie i tak wszyscy stoją, chociaż dalej pali im się zielone światło, bo nie mogą wjechać dalej ze względu na w/w blokadę. Podobnie skrzyżowanie Sikorskiego z Minakowskiego: czy tak trudno zamontować przy wyjeździe z Minakowskiego pętlę indukcyjną, która na chwilę zatrzymywałaby ruch na Sikorskiego, by przepuścić jeden czy dwa samochody stojące na pętli, nie zaś systematycznie hamować ruch dla dziesiątek czy setek samochodów stojących w korku na Sikorskiego, gdy od strony ulicy Minakowskiego nie ma żadnego pojazdu?
(komentarz andakona)
Jeżdżę co dzień ul. Sikorskiego i nigdy nie stałem na skręcie dłużej niż minutę, a teraz wjazd — jak i cała Sikorskiego — zablokowała się. Wypadałoby wreszcie, by komisja do spraw bezpieczeństwa pomyślała o ludziach, a nie podejmowała bzdurne decyzje (…) Olsztyn jest w czołówce w Polsce pod względem ilości sygnalizacji świetlnych — chyba decydentom zależy na sparaliżowaniu miasta!
(Olsztyn: Zakorkowana Sikorskiego)
Nowe światła są 73 sygnalizacją, która stanęła w Olsztynie. Czy była/jest potrzebna?
Przeczytaj:
Fala czerwonych świateł zalewa Olsztyn
środa, 10 czerwca 2009
Lech Kaczyński powinien pisać bloga – na złość dziennikarzom
Jak cię widzą, tak cię piszą – Lech Kaczyński odczuje to na własnej skórze i na własne życzenie. Chce monitorować media – w tym „Gazetę Olsztyńską”. 20 lat wolności? Wolność słowa? A co będzie później?

Poranna kawka i gazeta? Proszę bardzo. Tak wymyślił prezydent. Będzie pił i konsumował gazetowe treści na jego temat, które trafią mu na biurko do godz. 10. Newsy radiowe i telewizyjne dotrą dwie godziny później. Kawa musi być więc podana w dużym kubku, bo do zapoznania się Lech Kaczyński będzie miał aż 115 różnych tytułów. O zgrozo! To się facet naczyta!
Dziwi mnie ten monitoring. Przypomina trochę działanie cenzury – z jednym wyjątkiem. Informacje będą sprawdzane po publikacji, a nie przed. Ale jak zareaguje prezydent, gdy coś mu się nie spodoba? Uderzy w stół, by nożyce się odezwały? Będzie cięty na dziennikarzy? Może też zakrztusić się kawą – znowu Palikot będzie miał pole do popisu. Znowu powie, że prezydent nie powinien pić.
A może Lech Kaczyński stanie się wreszcie medialny? Może zacznie pisać bloga niczym prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz? A poprawny z niego blogger. Oficjalny, sztywny – urzędniczy. Może tym samym sposobem głowa państwa naleje wody w usta dziennikarzom i zamiast czytać, wyda z siebie głos? Może to być nawet vlog. Radzę jednak pisać bloga – technicznie jest mniej skomplikowany. Do tego celu można użyć sekretarki.
A co napisać w dzienniku internetowym?
Na szczęście adres mojego bloga nie trafił na listę „115 mediów wziętych pod lupę”. Ale o prezydencie Lechu nie będę zbyt wiele pisała. Polityką zajmować się, nie zajmuję. Ewentualnie PiSuję sobie posty raz na jakiś czas – ale absolutnie nie polityczne. Nie zamierzam nawet nic komentować – ani na możliwym blogu Lecha K., ani na niemożliwym blogu Lecha K. A niby dlaczego? Niby dlatego, że na dwoje babka wróżyła i jedno słowo może mieć czasem różne znaczenia. Niby bliźniacze, a jednak zupełnie inne.
Jan III Sobieski wkurzył się bardzo, gdy zobaczył dopisek KIEP ("ch...j" po staropolsku) na swoim reprezentacyjnym portrecie. Autor haniebnego czynu tłumaczył się jednak najspokojniej w świecie, że to tylko skrót od: Król Ian Europy Pan. Legenda głosi, że śmiał się król i śmiali się dworzanie.

Poranna kawka i gazeta? Proszę bardzo. Tak wymyślił prezydent. Będzie pił i konsumował gazetowe treści na jego temat, które trafią mu na biurko do godz. 10. Newsy radiowe i telewizyjne dotrą dwie godziny później. Kawa musi być więc podana w dużym kubku, bo do zapoznania się Lech Kaczyński będzie miał aż 115 różnych tytułów. O zgrozo! To się facet naczyta!
Kancelaria prezydenta zamawia także krótkie streszczenie informacji z podaniem nazwiska autora – informuje "Polityka". Wśród gazet, które mają być objęte monitoringiem znalazła się także "Gazeta Olsztyńska" i "Dziennik Elbląski". Co ciekawe, na liście monitorowanych mediów znalazł się specjalistyczny "Computerworld" oraz Radiostacja... nieistniejąca pod tą nazwą od 1 marca 2008 roku.
(Kaczyński będzie monitorował media)
Dziwi mnie ten monitoring. Przypomina trochę działanie cenzury – z jednym wyjątkiem. Informacje będą sprawdzane po publikacji, a nie przed. Ale jak zareaguje prezydent, gdy coś mu się nie spodoba? Uderzy w stół, by nożyce się odezwały? Będzie cięty na dziennikarzy? Może też zakrztusić się kawą – znowu Palikot będzie miał pole do popisu. Znowu powie, że prezydent nie powinien pić.
A może Lech Kaczyński stanie się wreszcie medialny? Może zacznie pisać bloga niczym prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz? A poprawny z niego blogger. Oficjalny, sztywny – urzędniczy. Może tym samym sposobem głowa państwa naleje wody w usta dziennikarzom i zamiast czytać, wyda z siebie głos? Może to być nawet vlog. Radzę jednak pisać bloga – technicznie jest mniej skomplikowany. Do tego celu można użyć sekretarki.
A co napisać w dzienniku internetowym?
Nie lubię tych delegacji zagranicznych. Kiedy wybierałem się do Waszyngtonu, nie pozwolili mi nawet wyspać się porządnie, bo trzeba było wstać tak wcześnie, żeby Bush po spotkaniu ze mną zdążył na Szczyt Państw Pacyfiku do Santiago de Chile. Wczoraj wyleciałem do Bratysławy. Wieczorem było obowiązkowe zwiedzanie bratysławskiej starówki. Zimno było jak diabli. Ciągnęło od Dunaju, a ja na wzgórzu zamkowym musiałem wysłuchiwać opowieści z dziejów naszego południowego sąsiada.
Dzisiaj na obiedzie z marszałkami obu izb Republiki Słowacji podali śliwowicę, od której przechodziły mnie ciarki. Na myśl o tym, że jeszcze dzisiaj mam wrócić do Warszawy, robi mi się słabo. Mogłem nie słuchać mego brata Jarka i rozwiązać parlament, rozpisując wybory. Przez parę tygodni miałbym przynajmniej święty spokój zamiast przyjmować w kółko te niekończące się pielgrzymki ministrów, szefów partii i całej tej reszty nudziarzy.
(Blog osobisty Lecha Kaczyńskiego)
Na szczęście adres mojego bloga nie trafił na listę „115 mediów wziętych pod lupę”. Ale o prezydencie Lechu nie będę zbyt wiele pisała. Polityką zajmować się, nie zajmuję. Ewentualnie PiSuję sobie posty raz na jakiś czas – ale absolutnie nie polityczne. Nie zamierzam nawet nic komentować – ani na możliwym blogu Lecha K., ani na niemożliwym blogu Lecha K. A niby dlaczego? Niby dlatego, że na dwoje babka wróżyła i jedno słowo może mieć czasem różne znaczenia. Niby bliźniacze, a jednak zupełnie inne.
Jan III Sobieski wkurzył się bardzo, gdy zobaczył dopisek KIEP ("ch...j" po staropolsku) na swoim reprezentacyjnym portrecie. Autor haniebnego czynu tłumaczył się jednak najspokojniej w świecie, że to tylko skrót od: Król Ian Europy Pan. Legenda głosi, że śmiał się król i śmiali się dworzanie.
wtorek, 24 lutego 2009
Odcisk palca prezydenta
Pamięć po prezydencie nigdy nie przemija. Przekonał się o tym Abraham Lincoln, którego odcisk palca został odkryty po 150 latach. Czy wobec tego Czesław Jerzy Małkowski, były prezydent Olsztyna, może spać spokojnie?
Lydia Smith - studentka pierwszego roku psychologii - przepisywała w bibliotece Uniwersytetu w Miami list prezydenta Lincolna datowany na 4 października 1863 roku. Przepisywała tak dokładnie, że aż zauważyła na papierze delikatną smugę atramentu. Przyjrzała się, zaalarmowała i okazało się, że to odcisk prezydenckiego palca.
Uniwersytet w Miami ma już jeden odcisk Lincolna w swoich zbiorach. Został znaleziony około 50 lat temu. Oba odciski są identyczne.
Czyżby prezydent Lincoln miał tylko jeden palec?
Gdyby Lydia studiowała w Polsce, na pewno jej odkrycie nie skończyłoby się sukcesem. Zostałaby powołana Komisja Śledcza, a dziewczyna zostałaby oskarżona, że wsadza palec w nieswoje sprawy. Media stawiałyby pytania - czy ten odcisk na papierze już był, czy może studentka go tam odcisnęła? I skąd miała palec prezydenta? A może ten odcisk to sprawka tajnych współpracowników? A może ktoś nielegalnie podrobił palec? I gdzie istnieje fabryka nielegalnych odcisków?
Amerykanie jak coś znajdą, to od razu wiedzą o tym wszyscy. Zdjęcia sukienki ze śladami spermy Billa Clintona oglądał cały świat. Clinton nie stracił jednak prezydenckiego stołka. Romans mu nie zaszkodził. Ba, Bill pozostał jednym z najpopularniejszych byłych prezydentów USA! Dlaczego? Wszystkich interesuje życie polityków od pępka w dół. A że jest ono barwne, wiadomo. Potwierdza to chociażby „Wprost” artykułem „Seks polityków”:
Palec prezydenta Lincolna w obliczu dzisiejszej polityki to pikuś. Bo co takim palcem można zrobić? W nosie sobie podłubać? W oko wsadzić?
Palcem można też wskazać. Palce olsztyńskich urzędniczek ratusza wskazały CJM. „Rzeczpospolita” rozpętała seksaferę podając, że prezydent molestował podległe mu urzędniczki. Prezydent nie zaprzeczał. Skoro tak – co będzie można znaleźć na wieży ratuszowej za 150 lat? Są jakieś pomysły?
Lydia Smith - studentka pierwszego roku psychologii - przepisywała w bibliotece Uniwersytetu w Miami list prezydenta Lincolna datowany na 4 października 1863 roku. Przepisywała tak dokładnie, że aż zauważyła na papierze delikatną smugę atramentu. Przyjrzała się, zaalarmowała i okazało się, że to odcisk prezydenckiego palca.Uniwersytet w Miami ma już jeden odcisk Lincolna w swoich zbiorach. Został znaleziony około 50 lat temu. Oba odciski są identyczne.
Czyżby prezydent Lincoln miał tylko jeden palec?
Gdyby Lydia studiowała w Polsce, na pewno jej odkrycie nie skończyłoby się sukcesem. Zostałaby powołana Komisja Śledcza, a dziewczyna zostałaby oskarżona, że wsadza palec w nieswoje sprawy. Media stawiałyby pytania - czy ten odcisk na papierze już był, czy może studentka go tam odcisnęła? I skąd miała palec prezydenta? A może ten odcisk to sprawka tajnych współpracowników? A może ktoś nielegalnie podrobił palec? I gdzie istnieje fabryka nielegalnych odcisków?
Amerykanie jak coś znajdą, to od razu wiedzą o tym wszyscy. Zdjęcia sukienki ze śladami spermy Billa Clintona oglądał cały świat. Clinton nie stracił jednak prezydenckiego stołka. Romans mu nie zaszkodził. Ba, Bill pozostał jednym z najpopularniejszych byłych prezydentów USA! Dlaczego? Wszystkich interesuje życie polityków od pępka w dół. A że jest ono barwne, wiadomo. Potwierdza to chociażby „Wprost” artykułem „Seks polityków”:
Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski twierdzi, że życie erotyczne polityków jest bardzo intensywne. – Ich kreatywność objawia się także w łóżku. Osoby o twórczym umyśle potrafią z niego korzystać także w sypialni. Często nie brakuje im pomysłów na uniknięcie monotonii – mówi prof. Izdebski. Zarówno w seksie, jak i w polityce największe sukcesy odnoszą ci, u których poziom agresji jest wyższy od przeciętnego, co jest skutkiem wzmożonego wydzielania testosteronu. Wyższy poziom tego hormonu oznacza większą wytrzymałość. Politycy, podobnie jak niektórzy sportowcy, dzięki kontaktom płciowym przed ważnym wystąpieniem czy zawodami osiągają lepsze wyniki. Prof. Werner Habermehl z Instytutu Medycznego w Hamburgu twierdzi, że intensywne życie erotyczne polityków pozytywnie wpływa na ich możliwości intelektualne. W czasie stosunku wydzielana jest zwiększona ilość adrenaliny i kortyzolu, czyli tzw. hormonu stresu. Jego zwiększona ilość we krwi stymuluje nie tylko ciało, ale i korę mózgową. – A podwyższony na skutek orgazmu poziom endorfin i serotoniny poprawia wiarę we własne możliwości. Seks zapewnia więc organizmowi nie tylko fizyczną, ale i umysłową gimnastykę – mówi prof. Werner Habermehl. Najbardziej znanym zwolennikiem tej teorii był John F. Kennedy, który w kampanii prezydenckiej przynajmniej raz przed debatą telewizyjną z Richardem Nixonem korzystał z usług prostytutki.
Palec prezydenta Lincolna w obliczu dzisiejszej polityki to pikuś. Bo co takim palcem można zrobić? W nosie sobie podłubać? W oko wsadzić?
Palcem można też wskazać. Palce olsztyńskich urzędniczek ratusza wskazały CJM. „Rzeczpospolita” rozpętała seksaferę podając, że prezydent molestował podległe mu urzędniczki. Prezydent nie zaprzeczał. Skoro tak – co będzie można znaleźć na wieży ratuszowej za 150 lat? Są jakieś pomysły?
Subskrybuj:
Posty (Atom)











