Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 listopada 2010

A pies leży i patrzy...

Miło jest popatrzeć na leżącego psa. Tylko... co taki pies myśli, gdy leży?



Jak zrozumieć sposób myślenia psa i nauczyć się z nim rozmawiać? Doskonale ujął to Edward Hoagland: Przyjemność z posiadania psa odczujecie dopiero wtedy, gdy nie będziecie próbowali zrobić z niego półczłowieka. Lepiej już sami spróbujcie stać się w połowie psem.

Tylko czy uda nam się tak patrzeć na innego człowieka? I tak o nim myśleć?

czwartek, 24 czerwca 2010

Norway to heaven: Preikestolen

Mówią, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Wiedzą, co mówią. W ciągu samego lata wdrapuje się tu prawie sto tysięcy osób. Bo Preikestolen zwala z nóg…


Skalny klif Preikestolen (w tłumaczeniu ambona) jest jedną z największych atrakcji turystycznych w Norwegii. Z imponującą wysokością 604 metrów góruje nad Lysefjordem.


Cel wyłania się dopiero pod koniec wędrówki. Wrażenie jest piorunujące! Preikestolen — opadająca pionowo w dół skała o płaskim szczycie o powierzchni ok. 25 m2 — zapiera dech w piesiach. I to nie wiatr, który wieje wysoko hen hen. To wrażenie...

Klif o takim kształcie powstał ok. 10 000 lat temu w wyniku działalności silnego mrozu, który powodował pęknięcia w skale. Gromadzący się w ten sposób lód przyczynił się do kruszenia tego kolosa.


Szlak turystyczny prowadzący na szczyt skały ma zaledwie 3,8 kilometra w linii prostej. Mimo to średnie tempo wspinaczki na samą górę zajmuje przeciętnemu turyście około dwóch godzin. W górę, w dół... Przez takie zróżnicowanie terenu idzie się ponad 5 kilometrów w pocie czoła. Nie jest łatwo — strome kamienie dają w kość...


Oznaczenia na szlaku ograniczają się do wysprejowanych na czerwono "T" na skałach, które łatwo mogą uciec uwadze. A warto iść ich śladem, bo można trafić na trudne do przebycia kamienie-giganty


Zobacz też:
Norway to heaven: Egersund
Norway to heaven: Månafossen
Norway to heaven: Stavanger

wtorek, 15 września 2009

Demoludy poszły w ruch

Przez żołądek do serca? W takim klimacie rozpoczął się Międzynarodowy Festiwal Teatralny Demoludy. Czyli że pierwsze koty za płoty.

By zachęcić widzów do oglądania spektakli, teatr Jaracza na dzień dobry zaserwował festyn i darmowy koncert na teatralnym dziedzińcu. Hasłem przewodnim były oczywiście Bałkany – jako że w tym roku Demoludy sięgają do krajów byłej Jugosławii.

Nikt nie spodziewał się takich tłumów. Przynętą zapewne okazała się degustacja tradycyjnych potraw bałkańskich i otwarte mistrzostwa Warmii i Mazur w balote – pradawną, ale wciąż popularną grę. Francuzi mówią na to bule, Polacy grają w kulki, a ci znad Adriatyku grają właśnie w balote.

Grali też na scenie – rockowo i skocznie Kuśka Brothers, a jazzowo Aron Blum Balkan Stetl Orkestar. Koncert nazwany Poliż Balkan Mjuzik łączył bałkańskie rytmy przefiltrowane przez słowiańskie dusze.

Największą atrakcją okazał się jednak pchli targ, czyli buvljak. Organizatorzy nazwali to „teatralnym mydłem i powidłem” i trafili w dziesiątkę. Wyprzedawali sceniczne rekwizyty, dekoracje i teatralne stroje. Można było kupić gliniane matki boskie (5 zł sztuka), maszynę do szycia Marka Hłaski (10 zł), habit (20 zł), styropianowego konia (100 zł), olbrzymią replikę radia Pionier wymiarów porządnego segmentu i angielską budkę telefoniczną (800 zł). Chętnych nie brakowało.

Oto subiektywna wizja pierwszego dnia:


> Kiedy skaza staje się zaletą — „Demoludy” w Olsztynie