Małe miasto, ale urok wielki. Można podziwiać fiordy, zabytki i wypłynąć na szerokie wody — te krajobrazowe, i te kulturalne. Nic więc dziwnego, że Stavanger zostało w 2008 roku Europejską Stolicą Kultury. Ale sam spacer po mieście też cieszy…
Stavanger to jedno z najciekawszych miast Norwegii pod względem turystycznym. Leży nad zatoką Boknafjorden.
Ropy naftowej ci tutaj dostatek. Stavanger jest stolicą norweskiego przemysłu naftowego. Najważniejsze światowe koncerny mają tutaj swoje biura, które nadzorują wydobycie ropy naftowej z szelfu Morza Północnego. Tu znajduje się też siedziba Statoil.
Starówka w Stavanger stanowi labirynt krętych, stromo schodzących do portu uliczek. Dominuje tu zabudowa drewniana z XVIII wieku. Jest to największe skupisko starej, drewnianej zabudowy miejskiej w północnej Europie.
Zobacz też:
Norway to heaven: Preikestolen
Norway to heaven: Egersund
Norway to heaven: Månafossen
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co zwiedzić. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co zwiedzić. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 czerwca 2010
wtorek, 22 czerwca 2010
Norway to heaven: Egersund
Co zobaczyła Alicja, gdy przeszła na drugą stronę lustra? To, co widzą Norwegowie w Egersund. Urokliwe miasteczko wygląda jak skradzione z bajki. Naprawdę!
Małe malownicze i drewniane domki, jachty, mewy — tak właśnie wygląda Egersund, miasteczko położonego w południowo-zachodniej Norwegii. Na ulicach pusto, wokół cisza... Nic tylko spacerować.
Dla turysty atrakcją jest miasto, a dla miasta... turysta — to żart znajomego, ale chyba coś w tym jest.
Zobacz też:
Norway to heaven: Månafossen
Norway to heaven: Preikestolen
Norway to heaven: Stavanger
Małe malownicze i drewniane domki, jachty, mewy — tak właśnie wygląda Egersund, miasteczko położonego w południowo-zachodniej Norwegii. Na ulicach pusto, wokół cisza... Nic tylko spacerować.
Dla turysty atrakcją jest miasto, a dla miasta... turysta — to żart znajomego, ale chyba coś w tym jest.
Zobacz też:
Norway to heaven: Månafossen
Norway to heaven: Preikestolen
Norway to heaven: Stavanger
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Norway to heaven: Månafossen
Månafossen to największy wodospad w regionie Rogaland i siódmy co do wielkości w Norwegii. To prawie 100 metrów swobodnego spadania wody, która płynie, płynie i płynie...
Norwegia jest niebywała. Tu Bóg chyba najczęściej wpada na spacery, bo widoki są boskie. Fiordy powalają na kolana, że ciężko wstać i iść dalej. A im dalej, tym więcej wrażeń.
Aby zobaczyć Månafossen, trzeba nastawić się na męczącą wędrówkę po śliskich i stromych kamieniach. Ale warto — widoki zapierają dech w piersiach. Przydają się więc nie tylko dobre buty, ale i aparat fotograficzny. Droga ze Stavanger nad wodospad też jest niezwykle malownicza.
Zobacz też:
Norway to heaven: Egersund
Norway to heaven: Preikestolen
Norway to heaven: Stavanger
Norwegia jest niebywała. Tu Bóg chyba najczęściej wpada na spacery, bo widoki są boskie. Fiordy powalają na kolana, że ciężko wstać i iść dalej. A im dalej, tym więcej wrażeń.
Aby zobaczyć Månafossen, trzeba nastawić się na męczącą wędrówkę po śliskich i stromych kamieniach. Ale warto — widoki zapierają dech w piersiach. Przydają się więc nie tylko dobre buty, ale i aparat fotograficzny. Droga ze Stavanger nad wodospad też jest niezwykle malownicza.
Zobacz też:
Norway to heaven: Egersund
Norway to heaven: Preikestolen
Norway to heaven: Stavanger
piątek, 11 grudnia 2009
Kłajpeda: miasto żurawi i delfinów
Nie ma uroku osobistego, ale ma urokliwe delfiny. Kłajpeda jest miastem szczególnym na Litwie — morze, żurawie i roztańczone walenie… powalają na kolana.

Kłajpeda ani ziębi, ani grzeje. Nie ma się co zachwycać miastem, ale warto pojechać. Paradoks? Tak, bo Kłajpeda ma to, czego nie ma cała Polska. To właśnie tam znajduje się delfinarium. Ba — jest to najbliższe delfinarium, do którego Polak może się wybrać!
A czy jest co oglądać w Kłajpedzie? I tu zaczynają się schody, mimo iż Kłajpeda płaska jak deska. Smakosz architektury pewnie znajdzie coś godnego uwagi, ale ja — szybki piechur — nie zatrzymałam się dłużej w żadnym miejscu. Kłajpeda sprawia wrażenie miasta chaotycznego, użytkowego, a nie szczycącego się urodą. Nie dziwię się, bo głównym punktem miasta jest największy port na Litwie. I ten rzeczywiście robi wrażenie, bo ja — szybki piechur — zatrzymałam się, żeby nasycić się widokiem rozciągniętych na brzegu żurawi. A ile ich jest? Nie zliczyłam, palców u rąk i nóg nie starczyło.
W Kłajpedzie byłam 6 grudnia i właśnie w mikołajki natrafiłam na jarmark, który w mieście jest tradycją. Miejscowi mówią, że od sześciu wieków corocznie rozkładają się stragany, a sprzedawcy zachęcają do kupna rzeczy przydatnych i mniej przydatnych. Są bursztyny, kapcie, chleb litewski, broszki zrobione na szydełku — litewski hit, a przede wszystkim drewniane rosyjskie laleczki, czyli matrioszki. Ta uliczna sprzedaż to miniatura naszego polskiego Jarmarku Dominikańskiego.



Bóg się rodzi, moc truchleje — w Kłajpedzie również. Na starówce ustawiono szopkę bożonarodzeniową — trochę kiczowatą, ale większość szopek świata urodą przecież nie grzeszy. No, może krakowskie szopki wybijają się ponad szeregi… Co też ciekawe — nigdzie w okolicy nie dojrzałam kościoła, więc szopka jest jednym z elementów świątecznego wystroju miasta. Przy choince wystrojonej w czerwone gwiazdy (przypominające sowieckie insygnia) olbrzymia stajenka wygląda rozkosznie. I to właśnie przy świętej rodzince ustawiają się osoby chętne fotografowania. Tu błysk, tam klik… Na pamiątkę. Z Jezuskiem za plecami — tylko w Kłajpedzie, tylko w miniaturowym Betlejem!

Nudzę? Znaczy, że o delfinach powinnam już napisać? Dobrze, będzie o delfinach. Żeby dotrzeć do delfinarium, trzeba załapać się na prom, który z centrum Kłajpedy przepłynie na Mierzeję Kurońską. Rejs trwa ok. 7 minut, ale podróż jest niewątpliwą atrakcją miasta. Podobno Litwini mieli wybudować most, ale machnęli ręką — skoro prom sprawia ludziom tyle radochy, niech zostanie. I został, i przewozi ludzi. Za niecałe trzy lity w obie strony.

Podczas podróży można przyjrzeć się portowi — i żurawiom, i statkom, i wszystkiemu, co z morzem związane. Najciekawsi wydają się ludzie, którzy wielbią się w wędkowaniu — czerwone nosy i ukochane wędki. No i kumple, bez których połów nie ma smaku. To chyba litewska nadmorska tradycja — porywać się na flądry.

Acha, o delfinach miało być? Ale jak mam pisać o delfinach, skoro w Kłajpedzie jest fantastyczne Litewskie Muzeum Morza? Tuż obok delfinarium znajduje się stara twierdza, w której utworzono miejsce skupiające ryby całego świata, rośliny podwodne, a przede wszystkim pocieszne zwierzaki. Są morświny, foki, są też boskie pingwiny.

Są też te delfiny — kilka kroków dalej, w delfinarium. Są też takie toalety...

A delfiny grają w kosza, tańczą, śpiewają i malują. Nie będę szczegółowo opisywać, zachęcam do obejrzenia filmu:
Zawsze, oglądając rozrywkowe pokazy zwierząt, zastanawiam się, czy nie cierpią. Zoo mnie przeraziło, ale delfiny wydają się być zadowolone z fikołków. Czyżby były dla nich frajdą? Zdaje się, że tak, a potwierdzają to wieloletnie obserwacje i badania, że człowieka i delfina łączy niesamowita więź:
Delfiny pod względem inteligencji są drugim gatunkiem na ziemi po człowieku (na równi z szympansami)
Delfiny, jako jedne z nielicznych zwierząt, potrafią imitować mowę ludzką.
Jacques Mayol był pierwszym człowiekiem, który zanurkował na głębokość 100 metrów. Zrobił to w taki sam sposób, w jaki nurkują delfiny — nurkując na jednym oddechu. Obalił w ten sposób teorię fizjologów.
Znane są przypadki, kiedy delfiny pomagały rybakom, naganiając do ich sieci ryby.
Dzikie delfiny często przypływają blisko plaż, aby być pogłaskane przez człowieka.
Wielokrotnie zdarzało się, że tonących rozbitków na powierzchnię wody wynosiły stada delfinów.
Delfiny odganiały stada rekinów od kąpiących się ludzi.
Jeżeli delfin upoluje rybę, często pierwszy kęs proponuje zaprzyjaźnionemu człowiekowi.
Delfiny to jedyne ssaki na świecie, które potrafią prowadzić prawie tak inteligentną rozmowę jak ludzie.
Człowiek przestawia się wypowiadając swoje imię. Delfiny wydają charakterystyczny dla nich gwizd — w ten sposób się rozpoznają.
Więcej o Litwie:
Balanga w Pałandze
Nadbałtycka Litwa
Kłajpeda ani ziębi, ani grzeje. Nie ma się co zachwycać miastem, ale warto pojechać. Paradoks? Tak, bo Kłajpeda ma to, czego nie ma cała Polska. To właśnie tam znajduje się delfinarium. Ba — jest to najbliższe delfinarium, do którego Polak może się wybrać!
A czy jest co oglądać w Kłajpedzie? I tu zaczynają się schody, mimo iż Kłajpeda płaska jak deska. Smakosz architektury pewnie znajdzie coś godnego uwagi, ale ja — szybki piechur — nie zatrzymałam się dłużej w żadnym miejscu. Kłajpeda sprawia wrażenie miasta chaotycznego, użytkowego, a nie szczycącego się urodą. Nie dziwię się, bo głównym punktem miasta jest największy port na Litwie. I ten rzeczywiście robi wrażenie, bo ja — szybki piechur — zatrzymałam się, żeby nasycić się widokiem rozciągniętych na brzegu żurawi. A ile ich jest? Nie zliczyłam, palców u rąk i nóg nie starczyło.
W Kłajpedzie byłam 6 grudnia i właśnie w mikołajki natrafiłam na jarmark, który w mieście jest tradycją. Miejscowi mówią, że od sześciu wieków corocznie rozkładają się stragany, a sprzedawcy zachęcają do kupna rzeczy przydatnych i mniej przydatnych. Są bursztyny, kapcie, chleb litewski, broszki zrobione na szydełku — litewski hit, a przede wszystkim drewniane rosyjskie laleczki, czyli matrioszki. Ta uliczna sprzedaż to miniatura naszego polskiego Jarmarku Dominikańskiego.
Bóg się rodzi, moc truchleje — w Kłajpedzie również. Na starówce ustawiono szopkę bożonarodzeniową — trochę kiczowatą, ale większość szopek świata urodą przecież nie grzeszy. No, może krakowskie szopki wybijają się ponad szeregi… Co też ciekawe — nigdzie w okolicy nie dojrzałam kościoła, więc szopka jest jednym z elementów świątecznego wystroju miasta. Przy choince wystrojonej w czerwone gwiazdy (przypominające sowieckie insygnia) olbrzymia stajenka wygląda rozkosznie. I to właśnie przy świętej rodzince ustawiają się osoby chętne fotografowania. Tu błysk, tam klik… Na pamiątkę. Z Jezuskiem za plecami — tylko w Kłajpedzie, tylko w miniaturowym Betlejem!
Nudzę? Znaczy, że o delfinach powinnam już napisać? Dobrze, będzie o delfinach. Żeby dotrzeć do delfinarium, trzeba załapać się na prom, który z centrum Kłajpedy przepłynie na Mierzeję Kurońską. Rejs trwa ok. 7 minut, ale podróż jest niewątpliwą atrakcją miasta. Podobno Litwini mieli wybudować most, ale machnęli ręką — skoro prom sprawia ludziom tyle radochy, niech zostanie. I został, i przewozi ludzi. Za niecałe trzy lity w obie strony.
Podczas podróży można przyjrzeć się portowi — i żurawiom, i statkom, i wszystkiemu, co z morzem związane. Najciekawsi wydają się ludzie, którzy wielbią się w wędkowaniu — czerwone nosy i ukochane wędki. No i kumple, bez których połów nie ma smaku. To chyba litewska nadmorska tradycja — porywać się na flądry.
Acha, o delfinach miało być? Ale jak mam pisać o delfinach, skoro w Kłajpedzie jest fantastyczne Litewskie Muzeum Morza? Tuż obok delfinarium znajduje się stara twierdza, w której utworzono miejsce skupiające ryby całego świata, rośliny podwodne, a przede wszystkim pocieszne zwierzaki. Są morświny, foki, są też boskie pingwiny.
Są też te delfiny — kilka kroków dalej, w delfinarium. Są też takie toalety...
A delfiny grają w kosza, tańczą, śpiewają i malują. Nie będę szczegółowo opisywać, zachęcam do obejrzenia filmu:
Zawsze, oglądając rozrywkowe pokazy zwierząt, zastanawiam się, czy nie cierpią. Zoo mnie przeraziło, ale delfiny wydają się być zadowolone z fikołków. Czyżby były dla nich frajdą? Zdaje się, że tak, a potwierdzają to wieloletnie obserwacje i badania, że człowieka i delfina łączy niesamowita więź:
Delfiny pod względem inteligencji są drugim gatunkiem na ziemi po człowieku (na równi z szympansami)
Delfiny, jako jedne z nielicznych zwierząt, potrafią imitować mowę ludzką.
Jacques Mayol był pierwszym człowiekiem, który zanurkował na głębokość 100 metrów. Zrobił to w taki sam sposób, w jaki nurkują delfiny — nurkując na jednym oddechu. Obalił w ten sposób teorię fizjologów.
Znane są przypadki, kiedy delfiny pomagały rybakom, naganiając do ich sieci ryby.
Dzikie delfiny często przypływają blisko plaż, aby być pogłaskane przez człowieka.
Wielokrotnie zdarzało się, że tonących rozbitków na powierzchnię wody wynosiły stada delfinów.
Delfiny odganiały stada rekinów od kąpiących się ludzi.
Jeżeli delfin upoluje rybę, często pierwszy kęs proponuje zaprzyjaźnionemu człowiekowi.
Delfiny to jedyne ssaki na świecie, które potrafią prowadzić prawie tak inteligentną rozmowę jak ludzie.
Człowiek przestawia się wypowiadając swoje imię. Delfiny wydają charakterystyczny dla nich gwizd — w ten sposób się rozpoznają.
Więcej o Litwie:
Balanga w Pałandze
Nadbałtycka Litwa
Subskrybuj:
Posty (Atom)