Grunt to trafić w odpowiedni moment. Ambi Pur wystartowało z konkursem „odkrywaj świat dzięki zapachom”. Do wygrania wycieczka do Japonii... gdzie właśnie trwa sprzątanie po wielkim trzęsieniu ziemi i walka z uszkodzoną elektrownią atomową. Gotowy do drogi?
Włosy stają dęba — najpierw oglądam wiadomości na temat tragedii u wybrzeży Honsiu, a zaraz potem spot reklamowy: „odkrywaj świat dzięki zapachom Ambi Pur i wygraj wycieczkę do Japonii”. Zielonej, spokojnej, pełnej radości i zapachu orientu. Ach, to wyczucie chwili! Dziś Japonia nie wygląda jak na reklamie. Dziś Japonia wygląda tak:
Konkurs Ambi Pur ruszył grubo przed tragedią, bo 14 lutego, a trzęsienie ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera nawiedziło Japonię 11 marca. Najsilniejszy wstrząs był poprzedzony serią mniejszych o maksymalnej sile dochodzącej do 7,2 już 9 marca. Trzęsienie ziemi w Japonii, zdaniem naukowców z Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii, przesunęło oś Ziemi o co najmniej 10 cm. Natomiast NASA twierdzi, że skrócił się także dzień o 1,6 mikrosekundy. Trzęsienie ziemi przesunęło też Honsiu o 2,4 m, a płyty tektoniczne obniżyły się o ponad 18 metrów. Przy takich rewelacjach o Ambi Pur można zapomnieć!
Następstwem trzęsienia ziemi była potężna, ponad 10-metrowa fala tsunami, która uderzyła w wybrzeże Japonii, zalewając miasta i osiedla regionu Tōhoku.
W całym kraju na skutek wstrząsów doszło też do automatycznego wyłączenia co najmniej czterech spośród 54 wszystkich japońskich reaktorów jądrowych z 22 elektrowni atomowych. W Fukushimie doszło do serii wypadków jądrowych, które doprowadziły do ogłoszenia alarmu atomowego i ewakuacji ludności z rejonu obiektu.
Czy ktoś ma ochotę na taką wycieczkę?
To nie pierwsza wpadka z półki „marketingowe wyczucie”. W kwietniu 2010 roku głośno było o billboardzie „Spragniony wrażeń? Zimny Lech”, który pojawił się naprzeciwko Wawelu, gdzie pochowano prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I sprawa pewnie by przycichła, gdyby nie kolejna reklama w tym miejscu z hasłem „Ożyj i zwyciężaj”. Ale ten slogan jest uniwersalny i świetnie nadawałby się też na japońską walkę z żywiołem.
Kampania Ambi Pur — pewnie dawno już opłacona — tętni życiem w mediach. 17 marca, kiedy widziałam ją w telewizji po wiadomościach, na pewno tętniła... I miała zupełnie inny wydźwięk niż planowano. Ale taki bieg wydarzeń ma też swoje plusy. Dzięki temu można wybić się ponad inne firmy. Bo proponowana podróż do Japonii zwraca uwagę, a przy okazji wyzwala wiele ciętych komentarzy. Teraz Ambi Pur rządzi się prawem: „ma nie ważne jak, byleby mówili”. Jednak czy chciałabym, aby kojarzono mnie z tragedią w Japonii? Żeby mój „zapach świata” kojarzył się z zapachem ruin i śmierci? Na szczęście ja za tę kampanię nie odpowiadam. Gdybym odpowiadała, natychmiast zdjęłabym ją z anteny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 marca 2011
piątek, 9 lipca 2010
Kloc przed Wysoką Bramą
Olsztyn zakłada sobie kamień na szyję i wskakuje na głęboką wodę. Tym kamieniem jest nowy pomnik, jaki stanął przed Wysoką Bramą. To właściwie dwa kloce sklejone czymś, co przypomina konia. A Łódź ma takie ładne ławeczki. A Wrocław krasnale... A Olsztyn nie ma nawet pomysłów na promocję.
Zobaczyłam na własne oczy i złapałam się za głowę: co to jest? Ani się przy tym sfotografować, ani podziwiać, ani nawet pogłaskać. Ciężkie, toporne i nijakie. Wracamy do komuny?
Turystów ten kloc pewnie wystraszy, a powinien pozwolić się uśmiechnąć. Zdecydowanie miasto powinno myśleć przez pryzmat atrakcji dla przyjezdnych, a nie realizować dziwne fanaberie artystów. Internauci nawet żartują, że te dwa kloce przypominają logo MTV. A ja dopowiem z przekąsem: zgadza się, Ma To Vyraz. Ale Vyraz negatywny.
Pomnik powołał do życia artysta-rzeźbiarz Dawid Gołębiowski, absolwent Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu oraz olsztyńskiego liceum plastycznego. Mieszka w Ługwałdzie pod Olsztynem.
Dlaczego nikt nie bierze przykładu z miast stawiających na pomniki promujące? Proszę bardzo — Łódź słynie z ławeczek, na których siedzą znani łodzianie. Tuwim, Rubinstein... Ludzie się do nich przysiadają, konwersują, za nos pociągają. Potem wracają do domów i mówią: a wiesz, co jest fajnego w Łodzi? Te ławeczki, wyróżniają się z tła miasta. Ale tak powiedzieć mogę tylko o Łodzi. Inne miasta poszły jej śladem i ławeczki zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. Więcej tu przegadania niż dobrej głowy... Ale to nie wina Łodzi. Inne miasta zamiast znaleźć "swoje", poszły na łatwiznę. Ot.
Wrocław też zaszalał i trafił w dziesiątkę. To moje ulubione pomniki, a właściwie pomniczki, jakie widziałam w Polsce. Cudo! Krasnali jest ok. 150 i każdy prezentuje inny cech — jest złodziej, pijak, niewidomy, a nawet krasnoludek-dziewczynka, czyli Marzenka.
Pierwszych pięć figurek — projektu Tomasza Moczka, absolwenta wrocławskiej ASP — ustawiono w sierpniu 2005 roku. Były to: szermierz przy Uniwersytecie, rzeźnik na Starych Jatkach, dwa najsłynniejsze Syzyfki na ul. Świdnickiej oraz pracz odrzański przy moście Piaskowym.
To nie koniec — krasnale stały się już nie tylko symbolem miasta, ale atrakcją dla spacerowiczów. Od czerwca do października każdy chętny może wziąć udział w bezpłatnych rodzinnych wycieczkach tropem wrocławskich krasnali. Ludzie idą więc sznurem i schylają się, żeby spojrzeć w oczy małym, zimnym, ale sympatycznym figurkom. Ba — krasnale mają nawet swoją stronę internetową!
A Olsztyn zamiast poderwać ludzi, zawala ich dwoma klocami. Niby idea szczytna, ale...
Krasnale we Wrocławiu też świętują Grunwald. Miasto w Pasażu Grunwaldzkim ustawiło kolejne cztery krasnoludki. Na razie nie mają jeszcze imion, więc trzeba je wymyślić. A kto to zrobi? Nie żadne jury, nie politycy, nie grube ryby, ale ludzie — ty, ja, on, ona, ono. Rodzice chrzestni, czyli zwycięzcy konkursu, oprócz nagród w postaci czterech bonów o wartości 1500 zł, zostaną uhonorowani także symboliczną, imienną tabliczką, umieszczoną obok pomnika wybranego krasnala, któremu wymyślili i nadali imię.
A Olsztyn ludzi o głos nawet nie pyta. A głos ludu drży... W internecie, bo na forum publicznym — oko w oko z pomysłodawcami konkursu na pomnik — panuje cisza grobowa.
Na szczęście jest to tylko makieta pomnika, bo na prawdziwy nie ma pieniędzy. Postoi przed Wysoką Bramą do września. Oby do tego czasu kasa się nie znalazła...
Zobaczyłam na własne oczy i złapałam się za głowę: co to jest? Ani się przy tym sfotografować, ani podziwiać, ani nawet pogłaskać. Ciężkie, toporne i nijakie. Wracamy do komuny?
Turystów ten kloc pewnie wystraszy, a powinien pozwolić się uśmiechnąć. Zdecydowanie miasto powinno myśleć przez pryzmat atrakcji dla przyjezdnych, a nie realizować dziwne fanaberie artystów. Internauci nawet żartują, że te dwa kloce przypominają logo MTV. A ja dopowiem z przekąsem: zgadza się, Ma To Vyraz. Ale Vyraz negatywny.
Pomnik powołał do życia artysta-rzeźbiarz Dawid Gołębiowski, absolwent Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu oraz olsztyńskiego liceum plastycznego. Mieszka w Ługwałdzie pod Olsztynem.
Dlaczego nikt nie bierze przykładu z miast stawiających na pomniki promujące? Proszę bardzo — Łódź słynie z ławeczek, na których siedzą znani łodzianie. Tuwim, Rubinstein... Ludzie się do nich przysiadają, konwersują, za nos pociągają. Potem wracają do domów i mówią: a wiesz, co jest fajnego w Łodzi? Te ławeczki, wyróżniają się z tła miasta. Ale tak powiedzieć mogę tylko o Łodzi. Inne miasta poszły jej śladem i ławeczki zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. Więcej tu przegadania niż dobrej głowy... Ale to nie wina Łodzi. Inne miasta zamiast znaleźć "swoje", poszły na łatwiznę. Ot.
Wrocław też zaszalał i trafił w dziesiątkę. To moje ulubione pomniki, a właściwie pomniczki, jakie widziałam w Polsce. Cudo! Krasnali jest ok. 150 i każdy prezentuje inny cech — jest złodziej, pijak, niewidomy, a nawet krasnoludek-dziewczynka, czyli Marzenka.
Pierwszych pięć figurek — projektu Tomasza Moczka, absolwenta wrocławskiej ASP — ustawiono w sierpniu 2005 roku. Były to: szermierz przy Uniwersytecie, rzeźnik na Starych Jatkach, dwa najsłynniejsze Syzyfki na ul. Świdnickiej oraz pracz odrzański przy moście Piaskowym.
To nie koniec — krasnale stały się już nie tylko symbolem miasta, ale atrakcją dla spacerowiczów. Od czerwca do października każdy chętny może wziąć udział w bezpłatnych rodzinnych wycieczkach tropem wrocławskich krasnali. Ludzie idą więc sznurem i schylają się, żeby spojrzeć w oczy małym, zimnym, ale sympatycznym figurkom. Ba — krasnale mają nawet swoją stronę internetową!
A Olsztyn zamiast poderwać ludzi, zawala ich dwoma klocami. Niby idea szczytna, ale...
Nagrodzona praca została wyłoniona w drodze konkursu ogłoszonego przez Galerię Sztuki BWA w kwietniu bieżącego roku. Celem konkursu było zaznaczenie w przestrzeni publicznej naszego miasta, stolicy regionu Warmii i Mazur, wielkości wydarzenia, jakim była Bitwa pod Grunwaldem, największa bitwa średniowiecznej Europy. Okrągła, 600. rocznica jest wyjątkową okazja, by świętować chwałę polsko-litewskiego oręża, przypomnieć etos średniowiecznego rycerstwa i epokę, tak ciekawie zaznaczoną w dziejach naszego regionu.
(Pod Wysoką Bramą stanął pomnik)
Krasnale we Wrocławiu też świętują Grunwald. Miasto w Pasażu Grunwaldzkim ustawiło kolejne cztery krasnoludki. Na razie nie mają jeszcze imion, więc trzeba je wymyślić. A kto to zrobi? Nie żadne jury, nie politycy, nie grube ryby, ale ludzie — ty, ja, on, ona, ono. Rodzice chrzestni, czyli zwycięzcy konkursu, oprócz nagród w postaci czterech bonów o wartości 1500 zł, zostaną uhonorowani także symboliczną, imienną tabliczką, umieszczoną obok pomnika wybranego krasnala, któremu wymyślili i nadali imię.
A Olsztyn ludzi o głos nawet nie pyta. A głos ludu drży... W internecie, bo na forum publicznym — oko w oko z pomysłodawcami konkursu na pomnik — panuje cisza grobowa.
Na szczęście jest to tylko makieta pomnika, bo na prawdziwy nie ma pieniędzy. Postoi przed Wysoką Bramą do września. Oby do tego czasu kasa się nie znalazła...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



