Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cena. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 października 2009

Tracę zaufanie do herbaty Lipton

Prezenty dostają tylko ci, którzy się mogą zrewanżować. Święta prawda — wizyta w supermarkecie to tylko potwierdza. Chcesz dostać więcej herbaty Lipton? Zapłać za gratis.


Czy ktoś mi wytłumaczy? Nie rozumiem. Jak Bóg mi świadkiem — pojąć nie mogę! Żyję na świecie już kilka dobrych (bardzo dobrych) lat i nie pojmuję słowa „promocja”. Zawsze myślałam, że to opłacalna okazja — mój portfel zyskuje, sprzedawca albo producent kłania się w pas i zachęca do kupna. Coś za coś. Chce mnie rozkochać, przyzwyczaić, a jeśli dobrze pójdzie — uzależnić. Jeśli robi to w białych rękawiczkach — zgoda.

Herbatę Lipton pijam, bo lubię. Fakt — przyzwyczaiłam się, może nawet się rozkochałam (na tyle, na ile w torebce ekspresowej można się zakochać). I właśnie sprawa mojego niezrozumienia tej herbaty się tyczy.

Hipermarket Real. Aleja z herbatami. Jedna półka ugina się od kartonów, w których gniecie się 100 herbat. Cena — 13,99 zł.

Półka niżej — takie same pudełko, ale ulepszone — w środku znajduje się 12% więcej tych samych herbat. Wielkimi literami dopisane: W PREZENCIE. Cena — 15,69 zł.

I właśnie tego nie rozumiem! Za prezenty trzeba płacić? Zaglądam do encyklopedii, która tłumaczy mi znaczenie słowa PREZENT. To podarunek wręczany drugiej osobie przy różnych okazjach. (…) Czasem można go otrzymać bez okazji.

Dlaczego więc muszę dopłacać za 12%, które można nazwać nie tyle prezentem, ile promocją, okazją, gratisem?

Kto zawinił? Lipton gra klientom na nosie? A może hipermarket wykorzystuje ludzką głupotę i nabija sobie kasę?

Czy ktoś mi to wyjaśni? Bo ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego mam płacić za prezent. Za 1,70 zł to ja sobie kupię coca colę na smak. O!

Do marki Lipton — tracę zaufanie.

Do marki Real — tracę za ufanie.

Ufam sobie. Nie przepłacam.

wtorek, 22 września 2009

Carrefour robi klienta w trąbę

Tam cukierki rosną w torebce. Tam rośnie cena na rachunku. A potem rośnie ciśnienie. Niezapomniane doznania dla ciebie i twojego portfela. Gdzie? W Carrefourze!


Koleżanka D. zaciągnęła mnie do Carrefoura. Między innymi (zalety supermarketów) kupiłyśmy "krówki luz", więc sprzedawczyni wydrukowała wagę i kwotę do zapłaty: 4,59 zł. Nakleiła karteczkę na woreczku i z uśmiechem wręczyła: wasze krówki. A potem wydarzył się cud...

Kasjerka za pomocą zaczarowanej różdżki wybiła wyższą cenę na rachunku: 5,08 zł.

— Proszę nam wyjaśnić, jakim sposobem ta cena podrosła? — podchodzimy do działu obsługi klienta.
— A co się stało?
— Na krówkach wybita jest niższa, a kasa zażądała wyższej kwoty.
— To coś z wagą jest nie tak.
— Nie z wagą, z ceną!
— No tak, cena jest inna, bo waga jest inna.
— Nie, waga jest taka sama, to cena podskoczyła. Pani przy cukierkach wybiła maszyną jedną, a pani w kasie drugą. Jak to możliwe, że dwie maszyny w jednym sklepie nie są kompatybilne ze sobą?
— No bo przy cukierkach waga była inna, a przy kasie inna. To i cena jest inna, jak waga się zmieniła.
— To te cukierki urosły? Cena i owszem, ale cukierki ważą tyle samo!
— ??
— Pani przy cukierkach wybiła cenę, która nie zgadza się z ceną na rachunku. Te ceny są inne, proszę pani. I to nie na naszą korzyść. Na korzyść sklepu. Nie chodzi o wysokość tej niezgodnej z prawem nadpłaty, ale o fakt. Czy tak można oszukiwać klienta?

Pani oddała różnicę. Czy zrozumiała zagadkę? Ale jakie mają być te sklepowe, skoro w takich sklepach pracują?

Sklep — jak wiemy z czasów PZPR i PRL — Stój, kliencie, lub ewentualnie poproś. Do dnia dzisiejszego niewiele się zmieniło, może poza tym, że towaru dużo, a ludzi na niego nie stać.
(z Nonsensopedii)

Ktoś zauważy, upomni się o swoje, a tysiąc osób nawet nie zerknie na rachunek. A Carrefour składa na kupkę, składa. A ta rośnie i rośnie!