Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U2. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2009

Bono pływa w Kortowie? W głowie...

Po czterech latach U2 wraca do Polski. Znów Chorzów. Znów wielkie show, a ja w Olsztynie... A może wpadłby pan do Olsztyna, panie Bono?


Nie wpadnie. Ten facet tak ma, że nie wpadnie. Może gdyby miał więcej czasu i nie grałby dziś w Chorzowie, wpadłby popływać na naszych jeziorach.

Paparazzi by oszaleli — Bono na łódce w Nowej Kaletce. Albo Bono na rowerze wodnym w Kortowie. Albo na Krzywym w kajaku. Albo na starówce przy kufelku piwa! Albo Bono w autobusie w godzinach szczytu. Do twarzy mu jednak pomost i wędka. I ten jego kapelusz.

Miałby pan, panie Bono, wielkie branie w Olsztynie. Ba — pan to gruba ryba, więc byłby pan atrakcją na skalę światową. Ludzie by się ożywili i miasto zostałoby sprzątnięte dwa razy. A może nawet pan, panie Bono, rzuciłby groszem na remonty naszych dróg? Albo wsparłby pan rowerzystów i ich ścieżki rowerowe? Tak pro publico Bono.

Jest pan, panie Bono, człowiekiem wielkiej pomocy. Za takiego się pana uważa. Ale i robi pan świetną muzykę. I aż mi żal, że nie pojechałam, by pana zobaczyć. Ale zawsze może pan wpaść do Olsztyna. Zapraszam na zupę pomidorową.

— Panie Bono, ma pan szczęście, że odpoczywa pan w Olsztynie.
— Jakie szczęście?
— Wielkie szczęście. Olsztyn to król wszystkich polskich miast.
— King of Poland?
— Prawie jak king of rock.

Śpiewanie naszych piosenek to uderzanie w wysokie tony, co wymaga niesamowitej koncentracji i zaangażowania. Trzeba w nie wejść i żyć nimi. Wykonując "Sunday Bloody Sunday" jesteś w samym środku Derry, śpiewając "Pride in the Name of Love" jesteś w Memphis z Dr Kingiem na wiecu poświęconym przestrzeganiu praw obywatelskich. Ja właśnie tam jestem. Twój kumpel właśnie rujnuje sobie życie działką hery. To utwór "Bad". Odczuwasz te stany.
(Bono w książce „U2 o U2”)

A śpiewając "New Year's Day" jest się w Polsce, prawda?

Tak było w Chorzowie w 2005 roku.

niedziela, 1 marca 2009

Głos i rozgłos

Łódź traci głowę i grube pieniądze - zaprasza do siebie Placido Domingo, by wypromował miasto. Śpiewak zarobi tyle, ile statystyczny Polak przez 85 lat.

Jestem właśnie w drodze do Łodzi – miasta, które z okazji 90. urodzin województwa funduje sobie Placido Domingo. Tenor przyjedzie w czerwcu, zaśpiewa i zgarnie 1,5 mln złotych. Niezła gaża! Placido jest więc najbogatszym tenorem świata. Szczęściarz.

Występ artysty to promocja dla Łodzi, która stara się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Placido ma być więc argumentem za tą kandydaturą. Czyli że chodzi o rozgłos? Ale dlaczego aż takim kosztem? 1,5 mln to spora kwota w budżecie łódzkim. Dla porównania – miasto wydaje co roku 400 tys. zł na ochronę przeciwpożarową, a ok. 250 tys. zł na program zapobiegania narkomanii.

Recital ma trwać 100 minut. Placido zwykle śpiewa przy akompaniamencie własnej orkiestry, tym razem zgodził się na łódzkich muzyków. Co za dobroduszność!

A co będą mieli z tego łodzianie? Bilety mają kosztować od 500 do 2500 złotych. Ci najbogatsi pewnie się wybiorą, a inni obejrzą relację w telewizji. O notablach nie wspomnę, bo ci dostaną zaproszenia. Jak zawsze z każdej okazji.

Z drugiej strony żeby coś mieć, trzeba dać. Może i warto ryzykować? Europejska stolica - brzmi dumnie. Pomimo obdrapanych budynkow i dziur na ulicy. Pomimo pijaków w bramach i bezdomnych psów. Łódź i tak ma klimat, ale może warto odświeżyć samopoczucie? Muzy lubią śpiew urozmaicony.

Łodzianie buntują się, że opłacenie koncertu idzie z ich kieszeni. Kłótnia o operę przypomina szopkę. A ile miesięcznie wydają na grę w totka? I co z tego mają? Nic. A Placido da nie tylko głos, ale i rozgłos. Na chwilę. Zyska na tym Łódź, zyska Polska.

A Olsztyn? Nie zyska. Olsztyn tylko popatrzy.

PS. A nie można taniej wypromować miasta? Albo - jak już wydawać - efektownie? Ja bym ściągnęła U2, a co! Bo U2 w Polsce zawsze robi furorę. Media pisały, że taki koncert zdarza się raz na kilka lat. Zresztą nie tylko polskie media były oszołomione. Sam Bono jest zdania, że koncert w Chorzowie był wyjątkowy. I to poszło w świat!

- Na tej trasie było wiele ważnych momentów. Polska wyróżniła się chyba najbardziej - pisze Bono w "U2 by U2", książce wydanej po zakończeniu trasy. - Graliśmy "New Year's Day", a ja kompletnie zapomniałem, że ten utwór zainspirowała "Solidarność". Bo piosenki U2 mają to do siebie, że inspiracja ginie gdzieś po drodze w trakcie ewolucji utworu. Chciałem napić się wody, a kiedy się z powrotem odwróciłem, cały stadion - 80 tysięcy ludzi - zniknął pod biało-czerwoną flagą. Ledwo mogłem śpiewać. Każdy, kto to widział, był poruszony. Ludzie czuli, że stanęliśmy za nimi, kiedy walczyli o demokrację i teraz chcieli nam pokazać, że to pamiętają.