Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gaba Kulka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gaba Kulka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 listopada 2009

Kobra: Nie wystawiam nosa z lasu

— Widzę, ile moich znajomych wyjechało za chlebem i połowa już wróciła. Na ile oni pokochali Irlandię? Można dyskutować — mówi Andrzej „Kobra” Kraiński, lider Kobranocki.


30 listopada — andrzejki. Czas więc na rozmowę z Andrzejem "Kobrą" Kraińskim, człowiekiem Kobranocki, głosem „Kochać cię jak Irlandię”.

Drogi Andrzeju, szykujesz się na andrzejki?
— Dla mnie to żadna wielka impreza. Nie ma dla mnie znaczenia to, że akurat wypada taka, a nie inna data w kalendarzu. Imienin nie obchodzę i nie przywiązuję wagi, że akurat wszyscy wznoszą toasty i bawią się jak szaleni 30 listopada. To urodziny są dla mnie ważnym świętem. Ale każdy pojmuje zabawę jak chce, więc fajnego szaleństwa życzę.

Czyli wypadu na imprezę nie będzie.
— Wypad będzie, ale w innym znaczeniu. Często bywam na Pojezierzu Brodnickim, bo tam, 50 kilometrów od Iławy, od dziesięciu lat mam domek w lesie. Moja żona swego czasu wymyśliła sobie, że chce mieć ziemię. I tak, jak sobie zamarzyła, zrealizowaliśmy, kupiliśmy domek i ja jako stary mieszczuch stałem się swoim przeciwieństwem. Nie cierpię teraz wracać do miasta i stać w korkach. Wolę mój wolnostojący domek i kawałek przestrzeni bez żadnego sąsiada zaglądającego w okna. Tak, uwielbiam odpoczywać na łonie przyrody. Każdy weekend niezależnie czy jest słońce, czy ostry mróz, spędzamy tam. W sezonie — od kwietnia do października — nie wystawiam stamtąd nosa. No, chyba że jadę na koncerty.

Pozazdrościć... Ja z Olsztyna nosa wystawić nie mogę.
— Olsztyn jest mi bardzo bliskim miastem, bo mój wujek, brat mojej mamy, tam mieszka. Niestety nie odwiedzam go często. Ostatnio byłem na koncercie Alison Moyet w lipcu. Wcześniej grała rewelacyjna Gaba Kulka. Wtedy pierwszy raz ją usłyszałem i zobaczyłem. Koparka mi opadła! Alison znałem, bo już ją słyszałem, ale Gaba mnie zachwyciła.

Kto wie, może Gaba zaśpiewa kiedyś po swojemu „Kocham cię jak Irlandię”?

— Może... Utwór traktował o dwóch sprawach. Jedna kwestia to porównanie historii, walki o patriotyzm Polski i Irlandii. Nie porównuję Solidarności do Iry, ale pewne podobieństwo zauważam. Druga sprawa to męska miłość do pewnej pani zamieszkałej we Włocławku przy ulicy Fabrycznej. Kilka lat temu doszedł jeszcze jeden aspekt, bo ludzie wyjeżdżali na zachód. A że graliśmy w wielu miastach — od Moskwy poczynając, po Chicago kończąc — zauważaliśmy wiele emocji. Wystąpiliśmy też w Edynburgu i wyobraź sobie, że na koncert przyszło mało ludzi. W Dublinie na szczęście było lepiej — na brak publiczności nie narzekaliśmy. Tam ludzie ewidentnie czekali na ten kawałek.

Czwarty aspekt pojawia się teraz, kiedy ludzie wracają...
— Widzę, ile moich znajomych wyjechało za chlebem i połowa już wróciła. Na ile oni pokochali Irlandię? Można dyskutować.

Ta piosenka wyróżnia się z waszego repertuaru. To, że lubicie ostre i szalone granie potwierdza pierwsza nazwa kapeli...
— Latający Pisuar był tworem jednorazowym. Planowaliśmy kilka koncertów, a później koniec i kropka. To były lata osiemdziesiąte, zapadła komuna, a my chcieliśmy trochę olać ten czas. Nagraliśmy kilka antykomunistycznych piosenek, które miały polecieć w Radiu Wolna Europa. Tak też się stało. Potem planowaliśmy się rozpaść, każdy miał iść w swoją stronę, ale losy potoczyły się inaczej. Zagraliśmy kilka imprez zamkniętych, zaczęliśmy odnosić sukces i pchaliśmy ten wózek dalej. Chcieliśmy wyjść do ludzi, ale z taką nazwą? Trzeba było ją zmienić — tworzyliśmy w podobnym klimacie co Latający Pisuar, ale już z inną — bardziej przyziemną Kobranocką.

wtorek, 13 października 2009

"Got a song", czyli Kulka z Kuczem

22 października swoją premierę ma wspólna płyta Gaby Kulki i Konrada Kucza "Sleepwalk". Nie mogę się opędzić od "Got a song" — kawałka promującego płytę. Kopie? Gorzej — zniewala!


Gaba Kulka — wiadomo. Objawienie ostatnich miesięcy, alternatywna rewelacja, wampirzyca fortepianu, szarlatanka strun głosowych. Oj, wyprawia dziewczyna, że aż uszy nie wierzą, że w polskiej piosence znalazł się taki rarytasik. Ba — diamencik! Bóg zapłać, że nieoszlifowany przez Dody, seriale i komercyjne stacje radiowe. A Konrad Kucz? Niewiele o panu słyszałam, ale to pewnie dobrze. Mówią o nim, że to weteran brzmień elektronicznych i ambientowych.

Ci dwoje połączyli swoje siły i zrobili coś, co naprawdę mi się podoba, a wybredna jestem, że czasem aż mi z tym niewygodnie. Singiel zwiastujący ich związek muzyczny chodzi za mną jak cień. W głowie dudni, w głowie śpiewa, w głowie tańczy. Chce się słuchać, nucić, cieszyć się muzyką. Pierwsze wejście, droga Gabo i Konradzie, macie rewelacyjne!

Jak mi w duszy gra, parampampam! Fantazyjnie, finezyjnie, melodyjnie:



40 minutowy "Sleepwalk" to muzyka odważna, nie bojąca się czerpać z wielu sprawdzonych źródeł, a jednocześnie pełna rzadko na naszym gruncie spotykanej oryginalności. Nie ma tu miejsca dla tępego podążania za modą, efektownych pseudoartystycznych tricków, silenia się na cokolwiek. Kucz i Kulka nie zagrają tak, jakbyście chcieli – przeciwnie, wciągną was w wir własnych poszukiwań. Ta podróż odbędzie się na ich warunkach. I to bodaj jest największym atutem albumu.

"Sleepwalk" to także niebanalne teksty. I, co również jest na naszej scenie ewenementem, doskonale po angielsku zaśpiewane przez Gabę Kulkę. A wokalistka podaje nam je w całej gamie swoich ogromnych wokalnych talentów: od szeptu, przez śpiew, aż po wrzask. I to wszystko z bezbłędnym, naturalnym feelingiem. Jej żywiołowość skontrastowana z przestrzeniami kreowanymi przez Konrada Kucza daje efekt piorunujący. To wszystko składa się na album, który z pewnością zawalczy o najwyższe laury polskiego muzycznego businessu, a jednocześnie dogodzi słuchaczowi wymagającemu, szukającemu w muzyce więcej niż tylko ładnej melodii. A pomyśleć, że to wszystko zaczęło się skromnie... Od samplowania starych płyt, trzasków i szumów taśmy filmowej…
(Nowy album Gaby Kulki i Konrada Kucza - Sleepwalk)


Co muzyka może zrobić z człowiekiem? Wywrócić do z prawej na lewą, do góry nogami, tył na przód.

Tak, Gabo i Konradzie, tupię nóżką przy waszych piosenkach. Poza singlem na łopatki powala mnie "Recurring". Piękny aranż!

Dziękować za tak dobry krążek na polskim rynku, dziękować. W zalewie landrynek i śpiewających różowych świnek to jak światełko w tunelu. Gabo, mordo ty moja!

Płyta jest już do posłuchania TUTAJ. Zapowiada się GENIALNIE!

piątek, 17 lipca 2009

Nie leci w kulki: Gaba Kulka

Powinnam pisać o Alison Moyet, bo gwiazda zaśpiewała w Olsztynie, ale od pewnego czasu zachwyca mnie Gaba Kulka. To ona wystąpiła jako przedsmak legendy lat 80. I tak zaostrzyła apetyt, że aż burczy mi w uchu z muzycznego głodu.

Perełka. W świecie szablonowo-radiowych dźwięków — perełka. Świeża, pomysłowa, inteligentna i niebanalnie finezyjna. Inaczej Gaby Kulki nie mogę określić. To nie jest prostolinijny pop, by pisać o nim w stylu kawa na ławę. Dziewczyna bawi się muzyką, cieszy się dźwiękiem i poraża, zaraża, a pewnie i przeraża szereg nikłych wokalistek. I ja czuje się — kopnięta, dotknięta zaczarowaną różdżką, która zdjęła złe czary z polskiej muzyki. No i ten fortepian! Poraża nie dlatego, że elektroniczny.

Jak widać — rosną fanki Gaby Kulki, już rosną. Trzy. Kto wie, może za kilkanaście lat będę opowiadać o legendzie pierwszej dekady XXI wieku? Dziewczynki, 3mam kciuki!


Po koncercie gnam za kulisy, by uścisnąć dłoń Gabrysi. Bo zawsze miło jest podziękować artyście ze świeżymi emocjami wypisanymi na twarzy. Oj, ale uścisk dłoni to ona ma! Siłę ma i krzepę, a jest przecież jest taka szczupła, delikatna i skromna.

— Masz przekłute uszy? — zagaduje do niej pewien miły brunet i wręcza małe pudełeczko. Gaba zawstydza się jak mała dziewczynka.
— Ale ja nie mogę...
— To miłe, gdy można podarować coś osobie, o której wszyscy mówią dobrze. I tak trzymaj! — facet ucieka, a Gaba zerka do pudełeczka. Znajduje kolczyki. Tylko gdzie je teraz powiesić? Uszu przekłutych przecież nie ma.
— Może dłonie, by grać pocieszniej na klawiszach?

— Będę cię teraz wypatrywać, czy przekłujesz uszy — tym razem to moje słowa. — A tak w ogóle to chciałabym z tobą zrobić wywiad. Musisz więc jeszcze raz przyjechać do Olsztyna, bym miała pretekst do rozmowy.
— To może w listopadzie?
— Trzymam za słowo!

Tak, trzymam za słowo. Chcę Kulkę w listopadzie w Olsztynie!

Gaba występuje jako support Alison Moyet, którą okrzyknięto legendą lat 80. Gdyby ktoś mnie tak nazwał, padłabym trupem. Bo legenda? To brzmi jakby było już po człowieku! Freddie Mercury jest legendą. Janis Joplin… A Alison jeszcze żyje i ma się świetnie! Na koncercie to potwierdza. Z piosenki na piosenkę jest coraz lepsza — ale czy ona się tak rozkręca, czy ja się wkręcam w jej klimat? Przyznam, że jedno i drugie. Alison w przerwach między kawałkami popija koniaczek, więc jej głos nabiera barwy.

Nie znam Alison. Owszem, słyszałam Yazoo, ale to nie jest artystka mojego pokolenia, co też się potwierdza się przed koncertem. Opowiadam kilku osobom, że idę na koncert pani Moyet, a każdy otwiera szeroko oczy: a kto to jest?

Dziś już wiem i chylę czoła. Piękny koncert i intrygująca kobieta. Może nie ubrała się wystrzałowo (zwykła czarna kiecka), ale ze sceny schodzi z klasą. Don’t go!

Koncert Alison Moyet to spore wydarzenie nie tylko w skali kraju, bo artystka sporadycznie występuje z solowymi recitalami. Skupia się od kilku lat na pracy w teatrze (za co jej kolejny ukłon). Po ogromnym sukcesie w latach osiemdziesiątych — najpierw w zespole Yazoo, a później solo — Alison rozpoczyna współpracę z teatrem West End, która miała trwać tylko sześć miesięcy. Nie udało się jej uciec i jej teatralna przygoda trwa do dziś. Cóż, nie dziwię się, bo teatr wciąga.

> Znów się rozpędzam. Rozmowa z Alison Moyet


Koncertu nie można ani fotografować, ani filmować, ale… od czego są komórki?




> Zdjęcia z koncertu
> Gwiazda Alison Moyet
> Gaba Kulka się dopiekła