Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 grudnia 2009

Jak uświęcić święta?

Co zrobić, żeby święta były udane? I Boże Narodzenie, i Wielkanoc, i imieniny, urodziny, sylwestry, rocznice. Co zrobić, żeby każda impreza dawała kopa, a nie zwalała z nóg?


Po pierwsze trzeba zarobić dużo pieniędzy, aby je potem wydawać. Najlepiej kupić gotowe jedzenie, żeby nie wylewać siódmych potów przy pieczeniu i gotowaniu. Dla bardziej rozrzutnych proponuję wynająć kucharzy, ale tych najlepszych trzeba zamówić na kilka miesięcy przed imprezą. Chłopaki mają wzięcie.

Żeby całkowicie się nie zatracić w dobrobycie, proponuję wszystko samemu ułożyć na półmiski i podać. Miano dobrej gospodyni — bezcenne.

Kiedy tłum nasyci się do pełna, trzeba zakasać rękawy i zmywać. Tu potrzebna jest zmywarka. Reklamy mówią, że to oszczędność wody, a życie pokazuje, że to oszczędność czasu. I nerwów. Kręgosłup też skorzysta. Do świąt bez zmywarki nie podchodź!

Dobrze widziany w domu organizatorów imprezy jest też kontener na odpadki poprezentowe. Tu wrzuca się opakowania, plastiki, torebki, gumki i wszystko, co w prezencie jest zbędne, a co czyni go większym i bardziej efektownym. Tam, gdzie są dzieci, kontener musi być nad wyraz chłonny — dziecięce prezenty są zazwyczaj największe.

Kontener wywiezie oczywiście specjalna firma wywozowa. Zapuka do drzwi i gratisowo odbierze odpadki. Są święta przecież, więc trzeba sobie pomagać.

A po świętach? Mile widziana w domu jest firma remontowa albo co najmniej ekipa wykwalifikowanych sprzątaczek. Ktoś po imprezie musi posprzątać, prawda? Stoły należy poskładać, obrusy wyprać, pozamiatać stłuczone szkło, odkurzyć…

W życiu wszystkim powyższym zajmuje się kobieta. Albo jedna, albo dwie, albo nawet trzy — w zależności w ile kobiet rodzina jest wyposażona. Dla nich „świąteczny odpoczynek” ma zupełnie inny sens i inaczej pachnie. Na pewno nie zapachem rozgrzanej kuchni.

Ten wpis dedykuję wszystkim matkom Polkom i polskim gospodyniom. Życzę im odpoczynku między świętami, bo polski zwyczaj nie kameleon — szybko się nie zmieni.

Podobnego zdania jest moja koleżanka Magdalena Wilde, która wygłosiła słowo w :Gazecie Wyborczej":

Denerwuje mnie patriarchalny charakter świąt. Niby są dla wszystkich, ale kobiety siedzą głównie w kuchni. W zeszłym roku przyjechała do nas rodzina. I bardzo fajnie, że mogliśmy się spotkać. Tylko gdy wszyscy gościli się przy kominku i rozmawiali, ja z mamą siedziałyśmy niemal cały czas w kuchni. Przynieś, podaj, zmień nakrycia, posprzątaj potem — wszystko było na naszej głowie. I gdzie tu czas na gwiazdkową atmosferę?

PS. Madziu, pozdrawiam!

czwartek, 24 grudnia 2009

Hołownia: Komercja nas jeszcze nie zżarła


— W wigilii jest coś fajnego, tego wieczoru kiełkuje w nas ziarenko nadziei — przyznaje Szymon Hołownia, publicysta katolicki.


Mówi o sobie: Uświadomiłem sobie ostatnio, że jestem niczym przedwojenna pomoc kuchenna (finezja rymu niezamierzona). Interesuję się wyłącznie religią oraz popkulturą... O wigilii można więc tylko pogadać z Szymonem Hołownią.

Dzisiaj wigilia, a większość z nas jeszcze nie czuje klimatu świąt.
— A mi się wydaje, że to wszystko wina naszego lenistwa. Potrafimy poczuć święta, ale nam się nie chce. Mamy niestety narodową skłonność do narzekania. Biczujemy się przed świętami, zwalamy wszystko na wszechobecną komercję i jęczymy, że świąt w nas nie ma i nie będzie. A właśnie, że święta w nas są — trzeba tylko w siebie wejrzeć. Komercja wcale nas jeszcze nie zżarła, bo jesteśmy odporni. Boże Narodzenie w Polsce ma wymiar bardzo silnie związany z sercem — z miłością, z relacją z najbliższymi. Nie da się od tego uciec. Dla niektórych Boże Narodzenie ma wymiar religijny, a dla innych...

To dni wolne od pracy.
— Nie powiedziałbym tak. Dla innych Boże Narodzenie ma wymiar spotkania z drugim, bliskim człowiekiem. Często jest to idealna okazja, żeby pobyć razem.

Okazja okazją... Często nie rozmawiamy ze sobą na co dzień, więc i w święta nie rzucimy sobie w ramiona.
— W sumie racja. Jednak jeśli w rodzinie coś się psuje przez cały rok, w jeden wieczór niczego nie naprawimy. Nie przemówimy w wigilię ludzkim głosem. Święta są pochodną tego, co sobie urządzamy przez cały rok. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Do Bożego Narodzenia trzeba się przygotowywać dużo wcześniej — każdego dnia przez cały rok.

Pretekstów do rozmowy nigdy nie brakuje — jednym z nich może być gra planszowa, dołączoną do pana książki „Monopol na zbawienie”.
— Tak, to jest gra, w którą trudno grać bez rozmowy. Na tym ona polega, że ludzie podczas zabawy dochodzą do niesamowitych rzeczy. Pojawiają się pytania, odpowiedzi, wątpliwości, wyjaśnienia. Gracze dzielą się swoimi przeżyciami. To jest okazja do spotkania — nie tylko na polu gry, ale i w życiu.

Czyli możemy uczyć się słuchać nawzajem.

— To by było genialne! Ale nie przypisuję sobie aż tak wielkich mocy. Jeżeli ktoś psuje sobie relacje przez kilka lat, nagle mu się nie odmieni. Ale jest w wigilii coś fajnego — nawet jeśli nasze relacje są złe i szykuje się nam świąteczna katastrofa, kiełkuje ziarenko nadziei. Widzimy, myślimy, że nam się nie układa i właśnie te wyrzuty sumienia mogą być początkiem lepszego. I tego wszystkim życzę na te święta — żeby było nam lepiej ze sobą. Wesołych świąt!