Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystko co kocham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystko co kocham. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2010

„Wszystko, co kocham” jak pluszowy miś

PRL nie jest ponury, ale zwyczajny. Nadzwyczajna w filmie „Wszystko, co kocham” jest młodość. Serce Janka bije mocno i w rytmie punka. I ta energia bije też z ekranu.


Cudowny jest polski Leonardo DiCaprio. Cudowny, gdy roztrzepuje włosy, gdy się uśmiecha i zaciska zęby. Cudowny jest Mateusz Kościukiewicz — główny bohater „Wszystko, co kocham”. Cudowne jest też jego dojrzewanie, muzykowanie, a nawet łzy. Bije z jego oczu świeżość, energia i radość. Miał nosa reżyser Jacek Borcuch, że dostrzegł tego sympatycznego młodzieńca. Miał też nosa do innych chłopaków — grzecznych urwisów. Ale nie zrobił z nich punkowców. Zrobił młodych gniewnych bez brudu, alkoholu i narkotyków. Ale wcale mi to nie wadzi. Młodość, bunt i punk nie musi przerażać. Może cieszyć, a przede wszystkim wzbudzać zazdrość. Chciałam wejść w ekran, przejść się po helskiej plaży, a nawet poskakać na białym wartburgu.

Dzieło Jacka Borcucha, opowieść o grającym punk rocka licealiście, którego ojciec (jedyna wielka gwiazda w obsadzie — Andrzej Chyra) jest w marynarce wojennej, a matka w Solidarności, naprawdę zaskakuje i pokazuje, że i u nas można zrobić film z pomysłem, inteligentny, bez wpadek rzemieślniczych, świetnie dobrać i poprowadzić głównych aktorów — tak, aby nie widziano w nich jakiś serialowych bohaterów, złotych chłopców z Warszawy XXI wieku, a naturalnych i wiarygodnych chłopaków. Paradoksalnie chłopaków bardzo współczesnych. To samo można powiedzieć i o drugim planie: Chyry "reklamować" nie trzeba. Jak zawsze mistrzowski. Ale warto wspomnieć o Katarzynie Herman, której Borcuch powierzył rolę niemal epizodyczną.
("Wszystko, co kocham": film, którego nie wolno pominąć)

No właśnie, Kasia Herman jest nie do poznania. Zastanawiałam się: ona, nie ona? Oczywiście, że ona! Gra Grażyną Szapołowską — podobnie wygląda, porównywalnie mówi i na jej wzór się zachowuje. I ma ładną zapalniczkę… Kto na filmie był, ten w tym momencie na pewno się uśmiechnie. Dodam jeszcze, że Janek — czyli Leonardo DiCaprio — ma też bardzo zgrabny tyłek.

Janek to ja. To jest moja opowieść. W sumie 85-90 procent wspomnień i 10 "cukru pudru" czyli fakt, że akcja rozgrywa się w roku 1981, w którym miałem dopiero 11 lat. To jest ten procent mojej konfabulacji. Wiele rzeczy zdarzyło się dopiero cztery, pięć lat później. Byliśmy wówczas takimi właśnie chłopakami, którzy grali w szkołach czy innych miejscach. To jest jednak zabieg czysto techniczny, wszystkie emocje i uczucia, jakie mi wtedy towarzyszyły, są przeniesione w stosunku jeden do jednego.
(Jacek Borcuch, Zawsze miałem ciągoty do samostanowienia)

W czasach PRL-u też świeciło słońce, a wino gasiło pragnienie. Borcuch to zdanie podkreśliłby pewnie grubą kreską, bo tak właśnie przedstawia początek lat osiemdziesiątych w Polsce. Nie kojarzę, żeby jakiś inny polski reżyser pokazał okres "burzy i naporu" w tak sielankowy sposób. Jacek nie rozdrapuje ran, niczego nie zakleja plastrem. Nawet Jankowy ojciec — wojskowy — okazuje się dobrym człowiekiem.


Borcuch nawet przełamuje schematy ponurych obrazków z PRL-u. Nie mitologizuje tamtych czasów, raczej odziera z bohaterskiego tonu i sprowadza do zwyczajności. W symbolicznej scenie chłopaki mijają kolumnę maszerujących dziarsko żołnierzy. Idą na plażę oddychać pełną piersią. Idą łapać marzenia, fantazjować na temat kobiecych piersi i wolności. Idą z grającą im w głowach muzyką. Bo to ona, a nie polityka, jest dla nich najważniejsza. Tak, Chyra przejmująco płacze i stoi murem za filmowym synem.


Świat Jacka Borcucha jest jak pluszowy miś. Może i za dużo cukru jest w tej kinowej oranżadzie, ale film świetnie gasi pragnienie. A suszyło mnie od dawna — brakowało mi w kinie niezobowiązującego uśmiechu i zazdrości. Też chciałabym nosić różowe okulary, które Borcuch zakłada swoim bohaterom. Chciałabym być bezpretensjonalna, szalona i mieć tak blisko morze. Chciałabym mieć wszystko, co kocham.

PS. Jakie piękne fortepiany grają w filmie. To też kocham.