Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UWM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UWM. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 maja 2009

Jak się zaczyna przygoda z dziennikarstwem?

Czy jest sens studiować dziennikarstwo? Dziś to bardzo modny kierunek, ale z biegiem czasu studentom ręce opadają. Okazuje się, że studia nie są receptą na spełnienie marzeń, bo nie przygotowują do zawodu „Tomasz Lis”.

Pamiętam swoje pierwsze zajęcia na dziennikarstwie. Belfer zapytał: dlaczego zdecydowaliście się na ten kierunek?

— Bo chcę być gwiazdą mediów.
— Gwiazdą? – belfer złapał się za głowę.
— Tak jak Tomasz Lis.
— Ja chcę podróżować po świecie i pracować dla National Geographic.
— Ja mogę robić jakieś odjechanie talk-show. Jak Kuba Wojewódzki.
— A ja chcę pisać — padło na mnie. — Kończę filologię polską, a dziennikarstwo uważam za dodatkowy fakultet, a nie kierunek po maturze, kiedy wie się wiele, a tak naprawdę nic.

Zostałam wrogiem wszystkich dziennikarzy-maturzystów. Chcieli być Tomaszami Lisami, a w jednej chwili zostali ujednoliceni, zdeptani, opluci — i to przeze mnie. Przez polonistkę, absolwentkę studiów bez przyszłości. Przez starszą o pięć lat mądralę. Przecież dziennikarstwo to okno na świat. Przecież w tych czasach zawód dziennikarza to pępek świata! Wszystko wie, ma świetne wejścia — przede wszystkim na antenę. Tak o dziennikarstwie dyskutowali maturzyści. A ja myślałam wówczas — dziennikarstwo to nie zawód dla dzieci.

Studiowałam trzy lata na UWM. Maturzystów ubywało — nie dawali rady. Nie chcieli w przyszłości pisać o dziurawych asfaltach. Nie chcieli też poznawać historii gospodarczej świata ani kultury języka polskiego. Nuda. Potrzeba „Lisowania” była silna, a studia nie mogły im tego zapewnić. Podcinały wręcz skrzydła. Za mało im było warsztatów. Za mało publikacji. Za mało gwiazdorstwa. Za mało możliwości. Pięcie się w górę wyglądało jak wspinanie się na wierzchołek góry lodowej. Uczelnia nie dała odpowiedniego sprzętu (ani znajomości) i zamiast piąć się w górę, stało się w miejscu. Fakt, i ja czułam niedosyt. Dziennikarstwo to nie sama teoria. To praktyka. Ale studia to jednak świat zbudowany z książek. Dopiero po jakimś czasie można wystawić palec, by dotknąć rzeczywistości i zbadać — zgadza się z tym, co napisane w lekturach? Zgadza. Albo nie zgadza.

Dziennikarstwo to fantastyczne studia ogólnokształcące. Ciekawe, nowoczesne. Ba — bardzo medialne do tego. Ale nic po za tym. Studia te są dalekie od zawodowej rzeczywistości. Niestety nie dają nic poza wykształceniem wyższym. Potem zawodu trzeba uczyć się od początku.

„Gazeta studencka” — miesięcznik studentów UWM — poprosiła mnie o wywiad na temat dziennikarstwa. Zaczynałam w tym piśmie i jako jedna z niewielu osób z mojego roku pracuję w zawodzie. Młoda dziennikarka N. zadawała mi pytania tendencyjne. Padło też moje ulubione: jak się zaczęła pani przygoda z dziennikarstwem? Uśmiechnęłam się, bo nie jestem Indianą Jonesem, mimo iż praca dziennikarza jest pełna przygód.

Nie byłabym sobą, gdybym nie spytała młodziutkiej N. o powód wyboru kierunku studiów. Czy „Lisowanie” nadal przeważa? A może po kilku latach maturzyści z indeksami zmądrzeli?

Co mnie zachęciło? Ciężko odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Jest wiele czynników. Zaczynając studia nie myślałam o dziennikarstwie jako sposobie na życie. Mój kierunek to również komunikacja społeczna i na tej specjalności chciałam się skupić. Jednak, odkąd zaczęłam współpracować z „Gazetą Studencką”, stwierdziłam, że warto spróbować pracy jako dziennikarz. Nie wiem jeszcze, z czym będę wiązać swoją przyszłość, ale myślę poważnie o dziennikarstwie. Najbardziej "pociąga" mnie dziennikarstwo telewizyjne lub też praca w piśmie kobiecym. Moje marzenie to "Twój Styl".

Przeczytaj:
Czy studiować dziennikarstwo?
Po co studiować dziennikarstwo?
Prawda o studiach dziennikarskich

środa, 11 marca 2009

Gdzie jest Nemo z Kortowa?

Zaginęła złota rybka z Olsztyna — pomnik, który spełniał studentom trzy życzenia. Żacy martwią się o rybę. — Bez niej pusto w Kortowie. Czy wróci? 



— Gdzie jest ryba? — zastanawia się Marcin Kowalski, student UWM. — Zawsze stała w pobliżu Wydziału Ochrony Środowiska i Rybactwa, zdjęcia sobie nawet przy niej robiłem. Teraz rybki nie ma. Została szara naga jama! Szkoda, bo przed kolokwiami i egzaminami pocierało się rybkę. Na szczęście. A teraz szczęście nam gdzieś wraz z pomnikiem uciekło. Gdzie jest nasze Nemo?



— Pewnie jakiś pijak zaniósł rybę na złom, by mieć pieniądze na alkohol — denerwują się Beata Ponieważ i Marta Kowalska, studentki Ochrony Środowiska. — Rybka spełniała trzy życzenia i co teraz? Życzenia się nie spełnią? A chciałybyśmy zdać egzaminy, obronić prace inżynierskie i magisterskie. I najważniejsze — marzy nam się znaleźć miłość życia. Rybka w tych sprawach podobno wysłuchiwała studentów.



Rybka w Kortowie pojawiła się ponad ćwierć wieku. Pomysłodawcą pomnika był prof. Jan Szczerbowski z Zakładu Ichtiologii Instytutu Rybactwa Śródlądowego.


— Kiedyś studenci przywieźli mi stary mnich ze stawu z południa Polski — wspomina naukowiec. — Pomyślałem, że pusty mnich nie jest aż tak ciekawy, więc postanowiłem go wypełnić. I tym sposobem rybka stanęła na cokole w Kortowie. Przez ten czas działo się z nią wiele złego. Studenci niszczyli rybę, kilkakrotnie odrywali płetwę — pewnie na pamiątkę. Od trzech lat rybka stała uszkodzona, ale żacy w dalszym ciągu się nią zajmowali. Niektórzy pocierali ją na szczęście, inni wręcz się z nią siłowali. Rybka nie miała więc lekkiego życia.



Co stało się z pomnikiem teraz?




— Rybka została oddana do remontu — przyznaje Barbara Popowiecka z działu administracyjno-gospodarczego Instytutu Rybactwa Śródlądowego. — Boimy się o nią i nie chcemy, by coś się stało. Była w opłakanym stanie, bo pijani studenci nie mają żadnych oporów. 


Rybka wróci na swoje miejsce za dwa tygodnie. Znów będzie można pocierać ją na szczęście. Oby nie za mocno.